Pożegnanie z Ekstraklasą we Wrocławiu. Czarne chmury nad stadionem Śląska
Śląsk Wrocław sprawił małą niespodziankę i zremisował na własnym stadionie z mistrzem Polski, Jagiellonią Białystok, 1:1. Jaga musi mieć się na baczności, ponieważ awans do europejskich pucharów wciąż nie jest pewny. Pogoń Szczecin czai się za plecami i może wykorzystać każde potknięcie białostoczan.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | maj 16, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
W ramach 33. kolejki PKO Ekstraklasy Śląsk podejmował Jagiellonię na Tarczyński Arenie. Było to ostatnie spotkanie wrocławian na własnym stadionie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Po 17 latach gry w Ekstraklasie Śląsk żegna się z elitą. Co prawda, drużynie Ante Šimundzy pozostał jeszcze wyjazdowy mecz z Puszczą Niepołomice, ale będzie to już spotkanie bez większej stawki – mecz o przysłowiową pietruszkę.
Atmosfera na trybunach wyraźnie odzwierciedlała nastroje kibiców. Najbardziej zagorzali fani z trybuny B nie założyli na mecz barw klubowych. Zdecydowali się ubrać na czarno, co miało symbolizować „żałobę” po spadku. Duży baner z hasłem „Nic nie może przecież wiecznie trwać” był odniesieniem nie tylko do piosenki Anny Jantar, ale przede wszystkim do bolesnego rozstania z Ekstraklasą.
W pierwszej połowie „doping” – ujęty tu celowo w cudzysłów – ograniczał się głównie do okrzyków i inwektyw kierowanych pod adresem prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka oraz byłego dyrektora sportowego Davida Baldy.
Pululu vs środek pola
To, że Afimico Pululu potrafi świetnie grać ciałem, kibice mogli zauważyć już wielokrotnie w tym sezonie. Jednak w meczu ze Śląskiem Wrocław napastnik Jagiellonii postanowił zdominować cały środek pola rywali. Był fizycznie nie do zatrzymania, ale imponował również w rozegraniu – jego wpływ na grę ofensywną był widoczny niemal w każdej akcji.
Do Pululu dołączył Jesus Imaz i razem starali się rozmontowywać obronę Śląska. Robili to skutecznie, ale tylko do momentu, gdy wchodzili w pole karne. Tam ofensywa Jagiellonii nagle traciła pomysł na wykończenie akcji i kończyło się na niczym.
Śląsk natomiast bronił głęboko i rozsądnie, licząc głównie na kontry. Można powiedzieć, że miał kilka okazji, ale żadna z nich nie była na tyle klarowna, by realnie zagrozić bramce Jagiellonii. Goście z Białegostoku groźniej odpowiedzieli dzięki aktywności Pululu, ale uderzenie napastnika obronił Rafał Leszczyński – choć trzeba dodać, że strzał był w środek bramki.
Powiedzieć, że pierwsza połowa była nudna, to jakby wystawić obu drużynom niezasłużony komplement. Największym wydarzeniem tej części gry był pokaz pirotechniczny ultrasów Śląska. Na trybunach odpalono czarne bomby dymne, które uniosły się nad stadionem – symbolizując symboliczne „czarne chmury” nad klubem żegnającym się z Ekstraklasą.
Czarne chmury nad drużyną – i przebudzenie
Sytuacja Śląska Wrocław była już przesądzona, ale kibice nie zamierzali przechodzić obok tego obojętnie. Głośne: „Wstydu nie macie, do pierwszej ligi spadacie” niosło się po stadionie, domykając symbolicznie obraz czarnych chmur nad klubem.
W pewnym momencie coś jednak zaczęło się zmieniać – zarówno na trybunach, jak i na boisku. Kibice zareagowali silnym dopingiem, próbując pobudzić swoją drużynę do walki. Zmieniono także treść baneru inspirowanego piosenką Anny Jantar – co miało podkreślić zaangażowanie fanów z trybuny B i fakt, że to ostatnia okazja, by pokazać, jak wygląda doping w Ekstraklasie we Wrocławiu.
Duet nieoczywisty, stadion eksplodował
Po przerwie Śląsk zaczął z większą energią i determinacją. W 54. minucie stadion eksplodował z radości. Rafał Leszczyński zagrał długą piłkę do Jehora Macenki, który ruszył prawym skrzydłem, a następnie precyzyjnym strzałem w lewy dolny róg pokonał Sławomira Abramowicza.
To był moment, w którym na chwilę wróciły emocje znane z najlepszych spotkań Śląska. Choć drużyna walczyła już tylko o honor, kibice poczuli, że zespół jeszcze nie odpuścił. Jagiellonia znalazła się pod presją – ten wynik dawał szansę Pogoni na zbliżenie się w tabeli.
Gdzie diabeł nie może… tam Imaza, Pululu i Kubickiego pośle
Odpowiedź Jagiellonii była jednak szybka. Już w 66. minucie znów błysnął Pululu – raz jeszcze udowodnił swoją siłę fizyczną, utrzymując się przy piłce i rozpychając obrońców Śląska. Zagrał do Jakuba Kubickiego, który wypatrzył Jesúsa Imaza. Ten ostatni miał tyle miejsca w polu karnym, że – jak to się mówi – mógłby spokojnie napić się kawy przed oddaniem strzału. Uderzył pewnie i doprowadził do wyrównania.
Herbata, pytanie do bramkarza i remis bez smaku
Jesús Imaz przyjął piłkę w polu karnym z takim spokojem, jakby najpierw zamierzał napić się herbaty i dopiero potem zapytać bramkarza Rafała Leszczyńskiego, czy może już strzelić. Po tej akcji Jagiellonia złapała oddech i próbowała przejąć inicjatywę, ale – podobnie jak w pierwszej połowie – robiła to wyjątkowo nieudolnie. Remis najwyraźniej ją sparaliżował.
Śląsk natomiast skupił się na defensywie. Wrocławianie mądrze się bronili, konsekwentnie i z poświęceniem. Nie dali się zdominować i byli nawet blisko sprawienia niespodzianki w samej końcówce spotkania.
W ostatnich sekundach meczu Sylwester Jasper wyszedł na czystą pozycję i stanął oko w oko z bramkarzem Jagiellonii, Sławomirem Abramowiczem (wcześniej błędnie podanym jako Abramowicz – warto poprawić!). Niestety dla gospodarzy, Jasper przegrał ten pojedynek. Chwilę później sędzia Karol Arys zakończył spotkanie.
Trudne pożegnanie z Ekstraklasą
Był to ostatni mecz Śląska Wrocław na Tarczyński Arenie w ramach Ekstraklasy. Po końcowym gwizdku piłkarze ruszyli w stronę sektora kibiców, by podziękować za wsparcie. Tam jednak nie spotkali się z ciepłym przyjęciem. Wiele słów krytyki padło pod ich adresem, a napięcie było tak duże, że – jak donoszą świadkowie – podczas „rozmowy wychowawczej” jeden z kibiców miał zamachnąć się na Serafina Szotę. Na szczęście sytuacja nie eskalowała i nie doszło do poważniejszego incydentu.
Śląsk kończy swój sezon z bagażem rozczarowań i spada z Ekstraklasy po 17 latach nieprzerwanej obecności. Wrocław żegna się z najwyższym poziomem rozgrywek w kraju w atmosferze goryczy, pretensji i – mimo punktu z mistrzem Polski – sportowego zawodu.
Śląsk Wrocław 1:1 Jagiellonia Białystok
Bramki:
54′ Jehor Macenko – 66′ Jesús Imaz
Śląsk Wrocław:
12. Rafał Leszczyński – 33. Jehor Macenko (65′ 78. Tommaso Guercio), 3. Serafin Szota, 2. Aleksander Paluszek (83′ 5. Aleks Petkow), 28. Marc Llinares – 26. Burak İnce (72′ 19. Arnau Ortiz), 21. Tudor Băluță, 7. Piotr Samiec-Talar, 8. José Pozo, 22. Mateusz Żukowski (72′ 23. Sylvester Jasper) – 9. Assad Al-Hamlawi (83′ 25. Henrik Udahl)
Jagiellonia Białystok:
50. Sławomir Abramowicz – 3. Dušan Stojinović, 72. Mateusz Skrzypczak, 23. Enzo Ebosse (79′ 5. Cezary Polak), 44. João Moutinho – 20. Miki Villar (46′ 21. Darko Čurlinov), 31. Leon Flach, 14. Jarosław Kubicki, 11. Jesús Imaz, 80. Oskar Pietuszewski (54′ 99. Kristoffer Hansen) – 10. Afimico Pululu
Żółte kartki:
Arnau Ortiz (Śląsk) – João Moutinho (Jagiellonia)
Sędzia: Karol Arys (Szczecin)
Widzów: 20 393




