startAktualnościRaków jedną nogą w europejskim raju. Medaliki wygrały z Ardą

Raków jedną nogą w europejskim raju. Medaliki wygrały z Ardą

Raków Częstochowa wygrał w pierwszym meczu IV rundy eliminacji Ligi Konferencji z bułgarską Ardą Kyrdżali 1:0 i jest już bardzo blisko upragnionej fazy ligowej. 

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 22, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Nie ważny jest styl. Ważny jest wynik, bo w końcu nie za styl otrzymuje się punkty. Na próżno było szukać zapierającego dech w piersiach futbolu w czwartkowy wieczór przy Limanowskiego 83. Najważniejsze jednak jest zwycięstwo, które przybliża Raków do europejskich salonów. 

Pierwsze mecze polskich drużyn

Kolejny wieczór z europejskimi pucharami dla polskich drużyn był niezwykle ciekawy. Trzy ekipy grały swoje mecze w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Konferencji, a jedna szczebel wyżej – w Lidze Europy. Na pierwszy ogień wyruszyli piłkarze Jagiellonii Białystok, którzy przy Słonecznej podejmowali albańskie Dinamo City Tirana. Drużyna Adriana Siemienca była zdecydowanym faworytem w tej potyczce i zaskoczenia nie było. Zaczęło się szybko, bo już w 12. minucie Jesús Imaz strzelił gola dającego prowadzenie, a 22 minuty później Afimico Pululu podwyższył na 2:0. Swojego gola pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy dorzucił Norbert Wojtuszek i tym samym Jaga wygrała 3:0 – spokojnie spoglądając w stronę rewanżu. 

Nie popisali się natomiast mistrzowie Polski z Poznania. Na Bułgarską przyjechał belgijski Genk i dosłownie zmiótł Kolejorza z planszy. Wynik do przerwy – 4:1 dla Belgów. W drugiej części jeszcze jednego gola dla Genku dorzucił… Michał Gurgul po strzeleniu samobója. Mecz zakończył się wynikiem 5:1 dla ekipy z regionu flamandzkiego, a jedynego gola dla Lecha zdobył Filip Jagiełło. Totalna kompromitacja piłkarzy Nielsa Frederiksena, po której raczej już się nie podniosą. Zaś Legia Warszawa wybrała się do Szkocji na starcie z Hibernian, który dobrze wszedł w sezon w Scottish Premiership. Można było podchodzić do tego meczu z odpowiednią dozą niepewności. Do tego aspekt stylu gry, jaki panuje w tamtejszej lidze, mógł wprowadzać lekki niepokój w szeregach Legionistów. Pierwsza połowa pod dyktando ekipy Edwarda Iordănescu – Nsame w 35. minucie z rzutu karnego, a w trzeciej doliczonej minucie pierwszej części meczu Wszołek na 2:0. Szkoci zdołali odpowiedzieć jednym trafieniem w 87. minucie i tym samym Legia zwyciężyła 2:1, będąc w dobrym położeniu przed meczem na Łazienkowskiej. Na papierze ze wszystkich polskich drużyn to Raków miał najłatwiejszego przeciwnika, więc czysto teoretycznie powinno być lekko, łatwo i przyjemnie. Jednak nie do końca się to sprawdziło. 

Raków usypiał

Gdyby nie to, że przygotowanie materiału pomeczowego to „przyjemność” to można było nie dotrwać do końca spotkania rozgrywanego przy Limanowskiego 83. Cel na ten mecz był jasny – zwycięstwo. Jednak kibice oczekiwali czegoś więcej, a mianowicie okazałego triumfu. Można było mieć takie oczekiwania, chociażby po ostatnim meczu w Niecieczy, gdzie czerwono-niebiescy zagrali otwarty futbol i strzelili trzy gole. 

Początek spotkania z Ardą zapowiadał się całkiem optymistycznie. Co prawda nie było widocznej dominacji ze strony piłkarzy Marka Papszuna, ale względna kontrola nad tym meczem była zauważalna. Największe zamieszanie stworzone przez Medaliki miało miejsce od 13. do około 16. minuty, kiedy to stworzyli dwie bardzo groźne sytuacje, ale skończyło się tylko na strachu dla Bułgarów. Raków był lepszy, ale czasem i lepszy zespół potrzebuje trochę szczęścia albo pomocy rywala. Ta przyszła w 28. minucie. Złe zagranie bramkarza Ardy do swojego obrońcy wykorzystał Tomasz Pieńko i płaskim strzałem zdobył swojego pierwszego gola w europejskich pucharach w barwach ekipy z Częstochowy. 

Pieńko i Bulat – lśniące gwiazdy

Nie tylko zdobyty gol przez Tomka Pieńkę zasługuje na pochwały. Ten chłopak zaczyna błyszczeć. Powoli można zaryzykować stwierdzenie, że momentami bierze odpowiedzialność za grę na swoje barki. Jest nie tylko dobrze grającym w ofensywie, ale i świetnie odbudowującym w obronie piłkarzem. Oprócz gola mógł zaliczyć również asystę, ale Marko Bulat uderzył zbyt lekko, by pokonać bramkarza drużyny przeciwnej. Żal trochę niewykorzystanej sytuacji w 31. minucie po błędzie obrony Ardy, kiedy to właśnie Pieńko dopadł do piłki, ale nie udało mu się pokonać golkipera po raz drugi. 

Wracając do meczu w Niecieczy – w tamtym spotkaniu od pierwszej minuty zagrał wspomniany Marko Bulat i był najlepszym zawodnikiem na boisku. Wiele osób zadawało sobie pytanie, czy to tylko jednorazowy wyskok, czy może Marek Papszun ma w swojej drużynie gracza z bardzo wysokiej półki. Dzisiejszym meczem Chorwat udowodnił swoją wartość – kapitalne zagrania na wolne pole do wychodzących kolegów, gra na jeden kontakt, przegląd pola, czy uderzenie – te cechy pokazał już drugi raz z rzędu i należą mu się wielkie brawa. Duet Pieńko–Bulat był dzisiaj naprawdę na wysokim poziomie.

Panowie, litości…

Mówi się, że drugie połowy w wykonaniu Rakowa są lepsze od pierwszych – podkręcanie tempa, zmiany i konsekwencja. Jest takie określenie – wyjątek, który potwierdza regułę – i dzisiaj taki wyjątek mogliśmy zauważyć na zondacrypto Arenie. Piłkarze w czerwonych strojach jakby totalnie spuścili nogę z gazu, choć trzeba też szczerze powiedzieć, że tego gazu za wiele nie było. Co więcej, w 59. minucie bardzo groźny strzał oddał zawodnik gości Serkan Yusein, ale piłka minęła minimalnie światło bramki i wtedy kontrolę przejęli Bułgarzy. Po tej sytuacji mieli jeszcze dwie groźne okazje, w tym strzał z dystansu, po którym piłka wylądowała na słupku. Był to dzwonek alarmowy dla ekipy Marka Papszuna. 

Na naganę niestety zasłużył Fran Tudor. Po meczu z Termalicą było widać pozytywny sygnał i nadzieję, że może wróci stary Franiu, ale w starciu z Ardą niestety obserwowaliśmy potężny zjazd wahadłowego Rakowa. Źle się ustawiał, nie potrafił zagrać dokładnego podania do kolegów, spóźniony do piłki, a także popełnił poważny błąd przy dośrodkowaniu w polu karnym Kacpra Trelowskiego, które na szczęście nie skończyło się niczym poważnym. Niemniej jednak to był najsłabszy mecz Tudora w tym sezonie. 

Diaby-Fadiga pomyślał, że jest innym Laminem

Od pierwszej minuty Lamine Diaby-Fadiga zameldował się na boisku w czwartkowym spotkaniu eliminacyjnym. Superzmiennik ma już na koncie trzy gole w europejskich pucharach, w tym ten bardzo ważny z poprzedniego tygodnia – na wagę zwycięstwa z Maccabi Haifa. Francuz od samego początku postawił na grę indywidualną i drybling, co w większości sytuacji nie przynosiło żadnych efektów. Były momenty, kiedy mógł zagrać piłkę do lepiej ustawionego kolegi, ale praktycznie za każdym razem podejmował złe decyzje i wchodził w niepotrzebny drybling. Stadion Rakowa raczej nie przypomina Camp Nou, a były gracz Jagiellonii nie przypominał Lamine’a Yamala.

Mogło być więcej

Sytuacje koniec końców jeszcze się pojawiały i Raków mógł mieć większą zaliczkę przed rewanżem. Swoje szanse miał wchodzący z ławki Ivi López – najpierw nie dołożył dobrze nogi po dośrodkowaniu Ericka Otieno, a kilka minut później próbował pokonać bramkarza mocnym strzałem zza pola karnego. Jednak najlepsza okazja miała miejsce już w doliczonym czasie gry – Jesús Díaz otrzymał bardzo dobre podanie od Oskara Repki, minął dwóch rywali i oddał strzał obok lewego słupka bramki, choć miał możliwość zagrania do totalnie niekrytego Jonatana Brunesa. Norweg pojawił się na boisku w 60. minucie. Był to powrót po krótkiej absencji spowodowanej „złym samopoczuciem” przed dwumeczem z Maccabi Haifa. 

Raków zwyciężył na własnym stadionie i w tym sezonie był to ostatni mecz w europejskich pucharach na L83. Za tydzień czerwono-niebiescy wybiorą się do Bułgarii na rewanż, który zadecyduje o tym, kto zagra w fazie ligowej Ligi Konferencji UEFA. Po zakończeniu spotkania tradycyjnie przeprowadziliśmy na naszym kanale studio pomeczowe. Zachęcamy do obejrzenia poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo