Spokojna wygrana Biało-Czerwonych. Armia Urbana zdobyła Kowno
Bez sensacji, bez nerwów. Ważna wygrana i kolejne udane zgrupowanie reprezentacji Polski.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | paź 13, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Maszyna Urbana się nie zatrzymuje. Za nami najlepszy start nowego selekcjonera reprezentacji Polski w 21 wieku, a zarazem najlepszy okres reprezentacji od 2019 roku i eliminacji do EURO 2020 za kadencji Jerzego Brzęczka. Polacy po niecodziennym i jednocześnie zjawiskowym golu Sebastiana Szymańskiego (bezpośrednio z rzutu rożnego) oraz po trafieniu głową naszego kapitana Roberta Lewandowskiego pewnie wygrali ważne starcie eliminacyjne z Litwinami 2:0, po którym sytuacja w naszej grupie jest już klarowna i wykonanie celu, jaki przyświecał Biało-Czerwonym od początku stało się faktem.
Dobra i solidna gra
Jeżeli przed meczem ktoś miał obawy, że w dotychczas świetnie funkcjonującej układance Jana Urbana coś się zatrze, bądź zawsze groźni Litwini zaskoczą i nie dadzą nam wywieść z Kowna pełnej puli, to nasi reprezentanci te wątpliwości przekonywująco rozwiali. Niezwykle solidna defensywa, która nie dała ani razu poważnie zagrozić Litwinom naszej bramce sprawiła, że zostaliśmy jedyną kadrą, która w tegorocznych eliminacjach na finały Mistrzostw Świata w USA nie straciła z Litwinami ani jednej bramki. Tracili je już Holendrzy, wygrywając raptem 3:2 oraz tracili je Finowie, tracąc również i punkty (2:2, 2:1), o Malcie nie wspominając. My – potrafiących odgryźć się nawet najlepszym – Litwinom się nie daliśmy, a przy konsekwencji i konkretach w ofensywie bez większych nerwów ułożyliśmy sobie ten mecz. Wyróżnić trzeba konkrety oraz waleczność trójki obrońców (Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora oraz Przemysława Wiśniewskiego), zdecydowanego MVP meczu – zdobywcę niesamowitej bramki i asystującego Sebastiana Szymańskiego i oczywiście tego, którego nawet jeden magiczny dotyk rozstrzygnął dla nas już kilkadziesiąt meczów, a więc kapitana Roberta Lewandowskiego. Tak naprawdę poza mało widocznym Bartoszem Sliszem i kilkukrotnie spóźnionym Przemkiem Wiśniewskim, który choć niestety będzie przez to pauzował w listopadowym meczu z Holandią, to jednak walki i zasług w tym zwycięstwie dzięki aktywności na całym boisku odmówić mu nie można. Tak naprawdę ciężko jest doszukiwać się negatywnych aspektów indywidualnych, ponieważ cały zespół jako kolektyw zostawił na boisku serce i wzajemnie napędzał swoją grę, a najlepszym efektem tego jest dobry wynik, przy pełnej neutralizacji reprezentantów Litwy.
Sprawne nadrobienie zaległości
Od razu po rozlosowaniu naszej grupy eliminacyjnej stało się jasne, że naszym głównym celem i priorytetem będzie pewne zajęcie w tej grupie drugiego miejsca, co jednak po czerwcowej porażce z Finami przestało być oczywiste. Efekt pracy Jana Urbana sprawił jednak, że po remisie w Holandii i pewnych wygranych z Finlandią i Litwą szybko wróciliśmy na swoje miejsce. Teraz sprawa ma się następująco: dzięki porażce Finów z Holendrami (4:0) grę w barażach mamy już zapewnioną. Przy tym wciąż nie tracimy szans na pierwsze miejsce. Jednak aby je zająć, w listopadzie musielibyśmy nie tylko pokonać Holendrów, ale też liczyć na to, że następnie potkną się oni z Litwą, co z kolei jest już w łącznym rozrachunku scenariuszem niemal science fiction. Mimo wszystko Holandia zdecydowanym faworytem grupy była od samego początku, a pewne zajęcie miejsca dającego baraże absolutnie nie jest ostatecznie żadnym wstydem dla Biało-Czerwonych.
Trwa naprawdę dobry okres
Świetne wyniki oraz przede wszystkim pewny i stabilny skład dają gwarancję na to, że kibice reprezentacji Polski mają naprawdę coraz mniej powodów do obaw. Ostatnie dwa zgrupowania przypomniały polskim kibicom coś, co było codziennością kadencji Adama Nawałki oraz w 2021 w pewnym stopniu również realizowane przez kadrę Paulo Sousy. Tym czymś jest umiejętność rywalizacji jak równy z równym z najlepszymi (remis z Holandią) oraz pewne wygrywanie z rywalami niżej notowanymi, czyli mecze z Finlandią oraz Litwą. Kadra posiada również naprawdę stabilny trzon, który nawet wyłączając powoli odchodzącego Roberta Lewandowskiego, wciąż prezentuje się przyzwoicie. Wokół naturalnego lidera, czyli Piotra Zielińskiego, o sile kadry w sprawdzającej się formacji 3-4-3 stanowić będzie przechodzący drugą młodość duet z FC Porto Bednarek-Kiwior wspierany przez kogoś z dwójki Wiśniewski-Ziółkowski, a może i także wracający na właściwe tory w Legii Warszawa Kamil Piątkowski. Do tego wahadła w postaci Nicoli Zalewskiego (obecnie kontuzja) oraz Mattiego Casha oraz nasze dwie świetnie funkcjonujące dziesiątki, czyli Sebastian Szymański oraz Jakub Kamiński.
To wszystko pozwala zatem realnie wierzyć w utrzymanie tej dobrej passy w przyszłym roku, a co za tym idzie udanych barażach i awansie na już szósty wielki turniej pod rząd. I trzeba przyznać, że zatrudnienie Jana Urbana – które od początku wielu uznawało za dobrą decyzję – przerosło oczekiwania i po dwóch latach marazmu i dryfowania widzimy obraz kadry ułożonej, która wie o co gra i która wie jak to skutecznie robić.




