startAktualnościOd transferu „zagadka” do wymiany na mistrzowskim poziomie

Od transferu „zagadka” do wymiany na mistrzowskim poziomie

Lamine Diaby-Fadiga za Dawida Drachala. Kto zyskał bardziej?

Wysłane przez Michał Kowalczewski | lis 3, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Jest przełom maja i czerwca 2025 roku. Ekstraklasa przechodzi w stan letniego spoczynku, a okno transferowe czeka do lipca ze swoim otwarciem. Nie stoi to na przeszkodzie, aby kluby uzgadniały między sobą warunki przyszłych przenosin. Wtedy to pojawiają się pierwsze, realne pogłoski transferowe. W mediach zaczyna być coraz głośniej o wymianie pomiędzy czołowymi klubami naszej ligi – Jagiellonią Białystok i Rakowem Częstochowa.

Nieoczywiste inwestycje

Czerwono-niebiescy 13 czerwca postami w mediach społecznościowych pożegnali Dawida Drachala, informując tym samym o jego przenosinach do Jagiellonii.

Zaledwie kilka dni później Raków ogłosił, że Lamine Diaby-Fadiga za pomocą transferu definitywnego został nowym zawodnikiem Medalików. Jak informowały media, wszystko miało miejsce na zasadzie wymiany z dopłatą. Młody Polak i około 500 tysięcy złotych za Gwinejczyka z bogatym CV. Ruch transferowy pomiędzy klubami szybko stał się medialną sensacją. Przed przenosinami, ani Drachal, ani Fadiga, nie odgrywali zbyt dużej roli w swoich klubach. Dawid Drachal spędził sezon 2024/2025 na wypożyczeniu w GKS Katowice, gdzie wchodził głównie z ławki. Diaby-Fadiga przegrywał rywalizację o podstawową 11-stkę, przez co – podobnie jak Polak – stał się rezerwowym.

Obydwoje początkowo postrzegani byli jako zawodnicy z potencjałem. Potencjałem, którego nie udało się wykrzesać. Z czasem coraz mniej osób wierzyło, że są oni w stanie pokazać coś więcej – zrobić różnicę na boisku. Ta roszada była więc efektem powszechnego zdziwienia. Czy zmiana środowiska mogła obudzić drzemiący w nich talent? Jak czas pokazał, szkoleniowcy tych klubów są na swoich miejscach nie bez powodu.

Trenerzy widzący więcej

Jak na topowe drużyny przystało, ich trenerzy są nie tylko dobrzy w swoim fachu – są również niekonwencjonalni. Zarówno Adrian Siemieniec, jak i Marek Papszun mają własne, często początkowo nierozumiane, koncepcje na swój zespół. Tak też było tym razem. Trener Dumy Podlasia, gdy inni wątpili, dalej wierzył w talent Drachala. Chciał on pomóc mu w osiągnięciu szczytu swoich możliwości. Zmiana pozycji była kluczową kwestią w rozwoju Polaka. We wcześniejszych klubach grał na pozycji numer dziesięć, czasem wystawiany był również jako napastnik. Adrian Siemieniec ustawia go na pozycji środkowego pomocnika, tzw. ósemce. „Jestem mu bardzo wdzięczny za to, że wybrał dla mnie pozycję ósemki. Przychodziłem jako skrzydłowy, a później wybieraliśmy, gdzie będę czuł się najbardziej optymalnie i gdzie będę mógł dawać drużynie jak najwięcej. Fajnie, że padło na tę pozycję, bo na niej czuję się najlepiej” – powiedział piłkarz w rozmowie dla Przeglądu Sportowego.

Marek Papszun zaryzykował jeszcze bardziej. Swoim kredytem zaufania obdarzył o cztery lata starszego Francuza, który miał zdecydowanie więcej czasu na rozwinięcie się. Wychowanek Nicei mimo tego odbił się od pierwszego składu Jagielloni i nie podbił Ekstraklasy. Można powiedzieć, że był tam flopem. Częstochowscy kibice bali się, że w Częstochowie będzie podobnie. Fadiga jednak szybko pokazał, że zaufanie mu nie było bezpodstawne. Już w swoim drugim oficjalnym meczu strzelił bramkę. Można powiedzieć, że nawet w pierwszym, gdyż w ciągu minuty gry z GKS-em Katowice ciężko było cokolwiek zrobić. Marek Papszun od początku zaczął dawać mu minuty. Spowodowało to, że Fadiga, głodny sukcesu, zaczął pokazywać, na co go naprawdę stać.

Kto wygrał wymianę?

Drachal zdecydowanie wprowadził powiew świeżości do swojej nowej drużyny. Młody Polak po zmienieniu pozycji poziomem zbliżył się do tego, co w przeszłości wróżyli mu ludzie. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. W Jagiellonii przesuwa grę do przodu, jest łącznikiem między obroną a ofensywą. Niestety, jak zawsze coś musiało pójść nie tak. Pomimo świetnego początku i coraz większej ilości minut (nawet miejsca w podstawowej 11!), przez kontuzję z początku października jego rozwój wyhamował. Dobry występ i asysta w spotkaniu z Miedzią nie wystarczyły, aby Adrian Siemieniec wystawił go w meczu z Rakowem, albo chociażby wprowadził go z ławki. Jego dotychczasowy dorobek w Jagielloni to jedna bramka i trzy asysty w 18 spotkaniach.

Lamine Diaby-Fadiga w Rakowie zaliczył mocny początek. W ciągu 4 pierwszych meczów strzelił 3 gole – widać było jego ciąg na bramkę przeciwnika. Od połowy sierpnia do końcówki września trwał jego gorszy okres w zespole. Zakończony jednak został bramką na wagę zwycięstwa w meczu z Widzewem Łódź.

Diaby-Fadiga w zespole Rakowa również zaczynał jako zmiennik. Teraz stopniowo zaczyna przedzierać się do podstawowej 11-stki. Zawodnik posiada mocne uderzenie, nie boi się oddać strzału z dystansu. Szczególnie widoczne było to w meczu pucharowym z Cracovią, kiedy po obiciu poprzeczki nie poddał się. Chwilę później, nie oglądając się na kryjących go obrońców, zwieńczył swój występ pięknym trafieniem zza pola karnego.

Jego transfer do Rakowa jest drugą szansą. Po jego grze można zauważyć, że chciał coś udowodnić. Występ Fadigi w meczu z Jagiellonią można podsumować jednym zdaniem – „patrzcie, co straciliście”. Drybling, przesuwanie gry do przodu i próby oddawania strzału. Do tego doszło cofanie się do obrony i zacięta walka o piłkę do ostatnich chwil. To wszystko zdecydowanie przyczyniło się do wygranej Medalików.

Wynik meczu stanowi idealne podsumowanie wymiany. Raków wygrał w Białymstoku, oraz zwyciężył transferem. Obydwoje zawodnicy zyskali po zmianie barw. Jednak to Lamine Diaby-Fadiga od pierwszej minuty walczył na boisku, jakby od tego zależało jego życie, podczas gdy Dawid Drachal grzał ławkę rezerwowych.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo