startAktualnościFalstart Tomczyka. Raków przegrywa w Płocku

Falstart Tomczyka. Raków przegrywa w Płocku

Na inaugurację rundy wiosennej Raków Częstochowa przegrał z Wisłą Płock 1:2 w 19. kolejce PKO BP Ekstraklasy. 

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lut 1, 2026 | Piłka nożna | 7 min czytania

Powrót i nowa nadzieja

Ekstraklasa wróciła już w piątek, a Raków zameldował się na ligowym podwórku w niedzielne popołudnie. Dokładnie 49 dni minęło od ostatniego spotkania Medalików, kiedy to na własnym stadionie przegrali z Zagłębiem Lubin 1:2. Był to ostatni mecz ligowy pod wodzą byłego już szkoleniowca Marka Papszuna. 

To właśnie 1 lutego 2026 roku Raków zaczął pisać swoją nową historię. Z carte blanche do zespołu wszedł nowy trener – Łukasz Tomczyk, który został zaprezentowany jeszcze przed zakończeniem 2025 roku. 

Trener Tomczyk przepracował cały zimowy okres przygotowawczy wraz z nowym sztabem szkoleniowym, kiedy to czerwono-niebiescy swoje treningi i mecze sparingowe rozgrywali w tureckim Belek. Kibice Medalików są pełni optymizmu i nadziei, że nowy szkoleniowiec wprowadzi powiew świeżości, a zarazem innowacyjne rozwiązania w taktyce. Sam Tomczyk na konferencji poprzedzającej mecz z Wisłą Płock powiedział, że czuje dreszczyk emocji i wyczekiwanie w związku ze swoim debiutem. 

Fani Rakowa już od momentu doboru wyjściowej jedenastki przez Łukasza Tomczyka na mecz z Wisłą Płock mogli delikatnie szerzej otworzyć oczy – przede wszystkim swoją szansę od 1. minuty otrzymał wracający po długiej absencji Ariel Mosór. Dodatkowo pierwsze skrzypce ofensywne powędrowały w dłonie trzech muszkieterów – Fadiga–Brunes–Makuch. 

Raków gra, Wisła strzela

Czerwono-niebiescy, choć dzisiaj w białych trykotach, wyszli na swojego przeciwnika z jednym przyświecającym im celem – zdominować rywala od samego początku i nie pozwolić Nafciarzom na jakiekolwiek swobodne rozgrywanie. Podopieczni Łukasza Tomczyka przez większość czasu gry utrzymywali się przy piłce, spychając Płocczan na własną połowę, gdzie Raków próbował kombinacyjnie rozgrywać futbolówkę. Efektem tej optycznej przewagi był strzał Jonatana Brunesa z 9. minuty, ale uderzenie nie było na tyle groźne, by zagrozić doświadczonemu Rafałowi Leszczyńskiemu. 

Z minuty na minutę gra Medalików wyglądała coraz lepiej, a kombinacyjna akcja, która miała miejsce chwilę później po strzale Brunesa, mogła wyprowadzić Częstochowian na prowadzenie – w głównych rolach Jean Carlos do Bulata, ten ze skrzydła na 11. metr do norweskiego napastnika, ale kuzyn Haalanda oddał strzał dokładnie w to miejsce, w którym znajdował się Leszczyński i na stadionie w Płocku nadal utrzymywał się bezbramkowy remis. 

Wisła organizowała swoje wypady pod bramkę Oliwiera Zycha niezwykle rzadko, ale gdy już Nafciarze przetransportowali piłkę w pole karne Rakowa, robiło się dość groźnie. Jeszcze w pierwszym kwadransie Dani Pacheco zagrał crossowe podanie do Quentina Lecoeuche’a, a Francuz uderzył na bliższy słupek, gdzie na posterunku był golkiper Rakowa. Niestety dla sympatyków Medalików po zamieszaniu z rzutu rożnego w 15. minucie Wiktor Nowak umieścił piłkę w siatce i niebieskie trybuny eksplodowały z radości.

Płocczanie największe zagrożenie pod bramką Rakowa stwarzali po stałych fragmentach gry, bądź po dośrodkowaniach w pole karne, gdzie w szeregach obronnych ekipy spod Jasnej Góry momentami panował delikatny chaos.

Bezradność i brak pomysłu

W pierwszej połowie było widać jeszcze jakiś pomysł na grę po stronie Rakowa. Niestety po rozpoczęciu drugiej części spotkania ta początkowa energia gdzieś się ulotniła. Już chwilę po wznowieniu Wisła mogła podwyższyć prowadzenie po błędzie w wyprowadzeniu piłki ze strony Oliwiera Zycha, ale skończyło się tylko na strachu. Dominik Sarapata wszedł w pole karne i po próbie dogrania Marko Bulat skiksował w stronę własnej bramki, jednak tym razem bramkarz Medalików zdołał sparować piłkę do boku i dodatkowo obronić dobitkę Łukasza Sekulskiego. 

Przewaga Rakowa była już tylko optyczna, a zawodnicy spod Jasnej Góry jedynie wymieniali podania między sobą, próbując rozciągnąć obronę Płocczan i zaskoczyć przeciwnika przeszywającym zagraniem. Kiedy już udawało się oddać jakikolwiek strzał na bramkę Rafała Leszczyńskiego, były bramkarz Śląska Wrocław był na posterunku, tak jak miało to miejsce po uderzeniu Lamine’a Diaby’ego-Fadigi głową z 53. minuty po dośrodkowaniu Jeana Carlosa. 

Można było odnieść wrażenie, że Medaliki sami potrafili się uśpić swoją statyczną grą. Tak samo jak w pierwszej połowie – po okresie, w którym potrafili długo utrzymywać się przy piłce – Wisła wyprowadziła cios. Nie kto inny jak Dani Pacheco rozpoczął akcję Nafciarzy, zagrywając na skrzydło do Nowaka. Ten dośrodkował płasko w pole karne, gdzie interweniował Stratos Svarnas, ale zrobił to na tyle nieumiejętnie, że futbolówka wylądowała pod nogami Deniego Juricia i Australijczyk strzałem z półwoleja pokonał Zycha. Fani Wisły zgromadzeni na stadionie im. Kazimierza Górskiego po raz kolejny fetowali zdobycie gola przez swoich podopiecznych. 

Po pierwszym kwadransie drugiej części gry tempo ewidentnie spadło, a Częstochowianie nadal nieudolnie próbowali zagrozić bramce Rafała Leszczyńskiego. Świetne zawody rozgrywał Pacheco, który po raz kolejny stworzył potencjalne zagrożenie jednym, dokładnym zagraniem w kierunku Quentina Lecoeuche’a. Francuz próbował precyzyjnie dograć do wprowadzonego z ławki rezerwowych Giannisa Niarchosa, ale Grek nie trafił czysto w doskonałej sytuacji i wynik nie uległ zmianie. 

Kiedy już wszystko wskazywało na to, że wynik 2:0 utrzyma się do końcowego gwizdka sędziego Tomasza Kwiatkowskiego, Raków wykonywał rzut rożny. Karol Struski posłał dośrodkowanie na bliższy słupek, gdzie piłkę przedłużył Stratos Svarnas, a Jonatan Brunes z najbliższej odległości wbił futbolówkę do bramki i Medaliki tym samym złapali kontakt. 

Emocje rozpaliły się na nowo, szczególnie w szeregach kibiców Rakowa. W jednej z ostatnich akcji meczu bohaterem Łukasza Tomczyka mógł zostać wprowadzony przez niego Paweł Dawidowicz. 17-krotny reprezentant Polski przedłużył dośrodkowanie z głębi boiska do Oskara Repki. Strzał byłego gracza GKS-u Katowice wybronił Leszczyński, ale Dawidowicz zdołał jeszcze oddać uderzenie, które ofiarnie wyłapał bramkarz Wisły. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie i po raz drugi w tym sezonie to Nafciarze byli górą w pojedynku z Medalikami. 

Jest na czym budować

To nie było złe spotkanie w wykonaniu Rakowa. Co prawda trudno jednoznacznie kogoś wyróżnić indywidualnie. Wielu zawodników, którzy zaprezentowali się tego dnia, pokazało, że w piłkę grać potrafią, choć popełniali też proste błędy. Jest jakość, jest pomysł, ale brakuje tej kropki nad „i” albo nieco więcej szczęścia w kluczowych momentach. Jonatan Brunes pokazał, że po przerwie zimowej potrafi odnaleźć się w sytuacjach strzeleckich, Jean Carlos – mimo kilku niedociągnięć – miał swoje przebłyski i dobre zagrania, czy wchodzący z ławki Paweł Dawidowicz, po którego grze było widać doświadczenie, a na finiszu mógł zmienić oblicze spotkania. Na koniec meczu to jednak Wisła zgarnęła komplet punktów, a Łukasz Tomczyk i jego sztab muszą konsekwentnie pracować i udoskonalać swoje pomysły, które niewątpliwie mają.

Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Wisła – Raków, które znajduje się poniżej. 

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo