Brak efektownej oprawy i protest na trybunach. Kibicowskie święto zostało zablokowane
Mimo dynamicznego i przede wszystkim dobrego w wykonaniu reprezentantów Polski spotkania z Holendrami, po meczu równie wiele mówi się o wydarzeniach wokół kibiców, dla których wczorajszy mecz miał być świętem, ale zostało im to odebrane.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | lis 15, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Przez ostatnie lata zorganizowany doping na domowych meczach reprezentacji Polski praktycznie nie istniał. Polski Związek Piłki Nożnej nie udostępniał żadnej części stadionu dla zorganizowanych grup kibiców, przez co doping na PGE Narodowym, czy też na stadionie Śląskim był bardzo utrudniony, a i sami kibice nie kwapili się do tego, czując się niesprawiedliwe traktowanie przez PZPN. Wraz z upływem lat okraszonych występami polskich klubów na arenie zmagań europejskich, na których zawsze byli oni wspierani fanatycznym dopingiem jeżdżących za swoimi drużynami kibiców oraz dopingiem na wyjazdowych meczach reprezentacji – o efektownej kulturze kibicowania podczas zmagań ligowych na krajowym podwórku nie wspominając – coraz mniej zrozumiały stawał się brak zorganizowanego dopingu dla kadry we własnym domu. Impulsem do zmiany tego stanu rzeczy stał się bezpośrednio mecz Litwa – Polska w Kownie, gdzie fanatyczny doping i efektowna oprawa tysięcy polskich kibiców przyćmiły kibiców gospodarzy i poniosły biało-czerwonych do zwycięstwa.
W efekcie tego PZPN nawiązał współpracę ze stowarzyszeniem „To My Polacy” i przed meczem Polska vs Holandia 1500 miejsc za jedną z bramek określono jako miejsca dla kibiców dopingujących, z czego skorzystały zorganizowane grupy ultrasów poszczególnych polskich klubów – tak jak miało to miejsce przed miesiącem w Kownie.
Zakaz wniesienia oprawy
Tak jak w Kownie, doping miał być uzupełniony oprawą składającą się z sektorówki, setek polskich flag oraz racowiska. Na trybunie miało również znaleźć się popularnie nazywane „gniazdo”, z którego wyznaczone osoby miałyby prowadzić doping. Niestety jednak zostało to kibicom uniemożliwione. Jak wynika z ich relacji udostępnionej w mediach społecznościowych, status meczu został zmieniony przez samego szefa MSWiA ministra Marcina Kierwińskiego i PZPN pod wpływem nacisków był zmuszony zakazać wniesienia na stadion tych elementów.
„Zostaliśmy upokorzeni. Byliśmy osłonieni kordonem policji. Wchodziliśmy do specjalnego namiotu, gdzie zaglądano nam między pośladki i grzebano w majtkach. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego. Na Litwie sama ochrona chwaliła nas za doping. Nie wypada mi nawet mówić, jak odzywała się do nas polska policja” – mówił na gorąco szef stowarzyszenia To my Polacy Mateusz Pilecki na łamach Kanału Sportowego.
Race na murawie
Sfrustrowani kibice pojawili się na sektorze i mimo utrudnień w postaci braku gniazda i nagłośnienia wspierali oni podopiecznych Jana Urbana swoim śpiewem. Jednak w okolicach 60. minuty dali oni upust swoim emocjom i po odpaleniu tego, co im zostało z przygotowanych rekwizytów, czyli rac, wrzucili je na murawę, przerywając mecz na kilka minut, a następnie część kibiców opuściła sektor. Incydent ten na konferencji prasowej po spotkaniu skomentował selekcjoner Jan Urban, któremu zdecydowanie się to nie spodobało. „Takich sytuacji nie powinno być, proszę sobie wyobrazić, że na przykład mamy grać u siebie baraż, ale mamy zamknięty stadion, bądź jego część. Po co to? Nikomu to niepotrzebne, no ale do niektórych to nie dociera” – mówił selekcjoner.
Na szczęście jednak obawy selekcjonera pozostaną tylko obawami, ponieważ były delegat UEFA Kazimierz Oleszek wskazał, że choć kara finansowa dla PZPN jest nieunikniona, to taki incydent nie daje podstaw do zamykania trybuny. „PZPN grozi wysoka kara finansowa, tym bardziej że nie był to pierwszy raz, kiedy polscy kibice dali znać o sobie, a w przypadku „recydywy” kwoty idą w górę. Nie ma mowy jednak o tym, żeby z takiego powodu doszło do zamknięcia stadionu czy choćby sektora. To nie było zachowanie podszyte jakimiś względami politycznymi czy rasistowskimi, a w takich wypadkach UEFA jest bardzo restrykcyjna” – mówił Kazimierz Oleszek dla Polskiej Agencji Prasowej.
Wojna z kibicami trwa w najlepsze
Niewątpliwie całościowo jest to przykre wydarzenie. Po latach na mecz reprezentacji Polski wrócił zorganizowany doping, na który kibice specjalnie przez wiele czasu przygotowywali efektowną oprawę, tak aby w maksymalny sposób podkręcić wydarzenie i zadziałać budująco na samych piłkarzy – nie tylko w danej chwili na boisku, ale przede wszystkim pokazując całokształt wsparcia. Wystarczyła jednak jedna decyzja, aby to wszystko zostało zaprzepaszczone. Z kolei sam fakt wrzucenia rac na murawę rzucił negatywne światło na samych kibiców i ciężko jest to obronić, a wręcz raczej trzeba potępić. Ale z drugiej strony, czy kibicom należy się dziwić? Czy gdyby nie to, sprawa również byłaby tak medialna, a ich potraktowanie przez władzę zostało zauważone? Bo to w tym leży największy problem. Oprawa nie jest niczym niebezpiecznym, jest elementem budulcowym dla meczowej atmosfery, co pokazał mecz Litwy z Polską w Kownie. Wszystko wskazuje na to, że zakaz ze strony władz wynikał wyłącznie z urazu do środowisk kibicowskich, z którymi obecna władza w Polsce prowadzi regularną wojnę.
Swoją opinię w temacie całego zamieszania wyraził na platformie X dziennikarz naszego portalu Kamil Głębocki, który śledził wczoraj meczowe wydarzenia z perspektywy trybuny prasowej. „Rozumiem frustrację kibiców. Wydali tysiące złotych na piękną oprawę (która nie była kontrowersyjna). Zostali sprowokowani przez służby decyzją o niewniesieniu jej na mecz. Przejechali setki km, by pojawić się na tym meczu, a w zamian zostali upodleni przez służby mundurowe. Dostałem informację od kolegi, który był na tym meczu jako kibic i ta informacja potwierdza, to co mówi Pan niżej. Służby traktowały kibiców jak bydło, zaglądali im do majtek, popychali, odzywali się jak do najgorszego sortu. Sam wiele razy byłem na stadionach w roli kibica i wiem, że często wygląda to podobnie, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Jest mi żal tych ludzi, bo były inne ustalenia, nikt miał nie przeszkadzać w sprawie wniesienia oprawy. Szkoda tylko, że swoją złość zaprezentowali w taki, a nie inny sposób. To przykre, bo ten doping było czuć i teraz prawdopodobnie znów czekają nas lata posuchy pod tym względem”.
Polacy ostatecznie zremisowali mecz z Holendrami 1:1. Nasz materiał podsumowujący grę podopiecznych Jana Urbana można znaleźć [TUTAJ].



