Lamine Diaby-Fadiga show! Raków nie pozostawił złudzeń Rapidowi
Raków Częstochowa wygrał z Rapidem Wiedeń 4:1 w 4. kolejce Ligi Konferencji UEFA i tym samym zapewnił sobie awans do fazy play-off.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lis 28, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Spis treści:
Mimo wszelkich zawirowań w ostatnim czasie wokół klubu, spowodowanych niezbyt eleganckim zachowaniem Marka Papszuna względem obecnego pracodawcy, to w czwartkowy wieczór cała uwaga skupiła się na domowym meczu na stadionie ArcelorMittal Park w Sosnowcu, gdzie Medaliki podejmowały austriacki Rapid Wiedeń.
Raport polskich drużyn
Równolegle swój mecz w 4. kolejce LKE rozgrywał Lech Poznań, który mierzył się ze szwajcarskim FC Lausanne-Sport. Kolejorz zaczął odważnie, lecz brakowało mu pomysłu na dobrze zorganizowanego rywala, dlatego do przerwy w Poznaniu utrzymywał się bezbramkowy remis. Po zmianie stron gospodarze wciąż mieli kłopoty z konstruowaniem akcji, ale z czasem odzyskali rytm. W 67. minucie Taofeek Ismaheel wyprowadził Lecha na prowadzenie, a w doliczonym czasie wynik ustalił Yannick Agnero po asyście Nigeryjczyka. Mistrzowie Polski zainkasowali komplet punktów, wygrywając 2:0.
W Białymstoku Jagiellonia wygrała u siebie z Kuopion Palloseura 1:0 po golu Afimico Pululu po rzucie rożnym. Białostoczanie od początku kontrolowali mecz, długo utrzymywali się przy piłce i nie dopuścili rywala do żadnego celnego strzału (9:0). Zespół Adriana Siemieńca dopisał drugie sobie drugie zwycięstwo w grupie i tym samym Jagiellonia ma już zapewniony awans do fazy play-off.
Na Łazienkowskiej Legia przegrała ze Spartą Praga 1:0 po fatalnej stracie Antonio Čolaka, którą w 41. minucie wykorzystał Angelo Preciado. Warszawianie mieli kilka okazji przed przerwą – najlepszą zmarnował Urbański – ale po stracie gola kompletnie się posypali. Druga połowa była już jednostronna, a Sparta spokojnie kontrolowała mecz. Legia wciąż pozostaje nisko w tabeli Ligi Konferencji i jej szanse na awans są już czysto matematyczne.
Powrót na europejskie salony
Od ostatniego meczu Rakowa w europejskich pucharach minęły ponad trzy tygodnie, a przez ten czas napisać, że działo się sporo, to jak nic nie napisać. Zawirowania w sprawie Marka Papszuna, dotkliwa porażka w ostatnim ligowym meczu na własnym stadionie z ostatnim w tabeli Piastem Gliwice, jeszcze więcej perturbacji z trenerem w tle – i to wszystko w tak krótkim odstępie czasu. Nastroje w klubie, jak i poza nim, mogły być różne, ale nic nie mogło przysłonić tego jakże ważnego meczu w kontekście miejsca w tabeli ligowej Ligi Konferencji, bowiem zwycięstwo nad Rapidem mogło bardzo mocno zbliżyć ekipę spod Jasnej Góry do awansu do fazy play-off.
Raków zagrał swoje
Początek spotkania w wykonaniu czerwono-niebieskich to „typowy Raków” – utrzymywanie się przy piłce, kontrola, neutralizacja przeciwnika, ale bez większych konkretów. Pierwszy celny strzał po stronie Medalików został odnotowany dopiero w 21. minucie za sprawą Adriano Amorima, który sprawdził czujność bramkarza gości, oddając uderzenie w środek bramki. Później było już tylko lepiej. Po kilku minutach od akcji Amorima byliśmy świadkami pierwszego wybuchu radości częstochowskich kibiców, kiedy to Patryk Makuch wdarł się w pole karne, a tam został sfaulowany przez przeciwnika, czego chorwacki sędzia Duje Strukan nie zauważył w pierwszym tempie, ale na szczęście dla kibiców Rakowa, po wideoweryfikacji wskazał na jedenasty metr od bramki. Etatowy strzelec rzutów karnych, Jonatan Brunes, zamienił jedenastkę na gola i w Sosnowcu czerwono-niebiescy prowadzili 1:0.
Raków poszedł za ciosem i przed przerwą podwyższył swoje prowadzenie, a to za sprawą tercetu Makuch–Brunes–Fadiga. Ustawiony na pozycji numer dziesięć Makuch wywalczył górną piłkę w walce z austriackim obrońcą, zgrywając ją na skrzydło do Brunesa, a Norweg dograł futbolówkę do Fadigi, który swoim firmowym uderzeniem pokonał golkipera gości i do przerwy Medaliki schodziły do szatni z dwubramkowym prowadzeniem.
Piekielnie mocny początek drugiej połowy
Ależ to były minuty Rakowa! W porównaniu do pierwszej połowy, początek drugiej odsłony to było istne trzęsienie ziemi w Sosnowcu. Niektórym kibicom zgromadzonym na stadionie ArcelorMittal Park z nadmiaru emocji i ekscytacji mogła aż wylać się gorąca, darmowa herbata zapewniona przez władze klubu z Częstochowy. Dwie minuty, które wstrząsnęły bardzo mocno Rapidem – a to za sprawą Lamine’a Diaby-Fadigi, który to najpierw po kapitalnej akcji w wykonaniu Adriano Amorima wykończył perfekcyjną wrzutkę Brazylijczyka, strzelając głową po długim słupku, a dwie minuty później Francuz znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, dobijając futbolówkę do pustej bramki po strzale Patryka Makucha, który został zablokowany przez obrońcę Rapidu. Dwa niesamowicie mocne uderzenia w krótkim odstępie czasu ustawiły mecz do końca – 4:0 po 53 minutach gry przy pełnej kontroli spotkania. Ręce same składały się do oklasków.
Goście z Wiednia zdołali odpowiedzieć honorowym trafieniem z 75. minuty za sprawą bardzo składnej, zespołowej akcji, którą wykończył płaskim strzałem Janis Antiste.
Bohaterowie? Cały zespół
Wiadomo, wyróżnić można Lamine’a Diaby’ego-Fadigę ze względu na skompletowanie hat-tricka i tego oczywiście odebrać Francuzowi nie można, bo został bezapelacyjnym MVP tego spotkania. Jednakże dzisiaj na płycie boiska w Sosnowcu mogliśmy obserwować istny kolektyw. Każdy z zawodników, który pokazał się kibicom zgromadzonym na ArcelorMittal Park, zostawił serce i dał z siebie 110%. Świetny Tudor, który niestety musiał opuścić boisko w przerwie, prawdopodobnie z powodu urazu, kapitalny Racovițan, który był dyrygentem bloku defensywnego, solidni Repka z Baráth’em, którzy zdominowali środek pola, czy waleczny Patryk Makuch, który miał swój udział przy dwóch golach, kończąc na Jonatanie Brunesie z golem i asystą. Było widać drużynę, która wysłała jasny sygnał w Europę – mamy jeszcze sporo do udowodnienia.
Widoczny głos kibiców
Wracając do wiadomej sprawy z przenosinami Marka Papszuna do ligowego rywala, Legii Warszawa – kibice nie pozostali bierni na słowa ze środowej konferencji przedmeczowej. Aktualny trener Rakowa powiedział: „Na wstępie od razu powiem: Legia chce, bym był jej trenerem, ja chcę być trenerem Legii. Mam nadzieję, że szybko to się rozwiąże, żebym nie musiał znowu tego mówić”. To było jak zrzucenie bomby w przeddzień arcyważnego spotkania. Większość kibiców odebrała słowa wypowiedziane przez trenera jako policzek wymierzony w całą częstochowską społeczność. Najbardziej zagorzali fani postanowili przygotować specjalny transparent z okazji wypowiedzi nadal aktualnego trenera Rakowa.
To, co dzieje się z Markiem Papszunem i jego sagą przenosin do Legii, spędza sen z powiek niejednemu kibicowi – i to nie tylko w Częstochowie. Na całe szczęście piłkarze spotkaniem z Rapidem Wiedeń wlali nadzieję w serca częstochowskich kibiców i tym samym pozwolili im zapomnieć o tej całej, niezręcznej sytuacji.
Już w niedzielę Raków Częstochowa rozegra swoje kolejne ligowe spotkanie w ramach 17. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Medaliki udadzą się do Gdyni, gdzie zmierzą się z miejscową Arką, prowadzoną przez byłego trenera Rakowa – Dawida Szwargę.
Zapraszamy do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Rapid, które znajduje się poniżej.




