startAktualnościMarek, Ty się zastanów…

Marek, Ty się zastanów…

Trener Rakowa Częstochowa w trakcie konferencji prasowej przed meczem z Rapidem Wiedeń wypowiedział słowa, które zatrząsły piłkarską polską: „Legia chce bym był jej trenerem, ja chcę być trenerem Legii”.

Wysłane przez Dariusz Mrowiec | lis 27, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Trzęsienie ziemi

W środę w godzinach wieczornych trzęsienie ziemi z epicentrum w Sosnowcu dotarło w mgnieniu oka do Częstochowy i okolic, a jego skutki odczuwano również w Warszawie i Bytomiu. Jasnogórska wieża zaczęła się niebezpiecznie kołysać, z ruin zamku w Olsztynie zaczęły osuwać się kamienie, a członkowie Rady Miasta myśleli, że ktoś wali do ich drzwi i podzielą los przewodniczącego Łukasza Banasia. Przyczyną tego zdarzenia były słowa trenera Rakowa wypowiedziane zaraz na początku konferencji prasowej przed meczem z Rapidem Wiedeń, że chce być trenerem Legii Warszawa. Oczywiście temat ten w przestrzeni medialnej krążył od tygodnia, jednak dobór słów, sposób w jaki zostały wypowiedziane i czas ich sformułowania były szokiem dla piłkarskiej Polski, a zwłaszcza dla kibiców Rakowa Częstochowa.

Z Legią w sercu

Marek Papszun jak sam od dawna przyznawał od zawsze był kibicem Legii Warszawa, chodził na jej mecze i ma ona w jego sercu wyjątkowe miejsce. Propozycja objęcia przez niego funkcji trenera Wojskowych jest dla niego w pewnym sensie spełnieniem marzeń. Już kilka lat temu jedną nogą był w Warszawie jako trener, jednak przenosiny z Częstochowy nie wypaliły z uwagi na zmiany organizacyjne w Legii Warszawa. Temat jednak znów powrócił. Sam prezes Legii był wtedy gorącym orędownikiem sprowadzenia go do klubu ze stolicy. Kwestia przenosin Papszuna do Warszawy nie jest dla większości kibiców Rakowa niczym nagannym, o czym można się przekonać słuchając ich wypowiedzi w sondzie po sobotnim meczu z Piastem, którą zrealizowaliśmy dla Kanału Sportowego.

Nie czas i miejsce

Jednak styl i czas, w którym całe ta sprawa ma miejsce, jest szokujący. Jakby trener odszedł w czasie przerwy zimowej, większość kibiców nie miałaby o to do niego pretensji. W ciągu najbliższego miesiąca Raków rozegra jeszcze trzy mecze ligowe, trzy w Lidze Konferencji i jeden w Pucharze Polski. Naprawdę nie można się wstrzymać niespełna miesiąca z odejściem? Bo wyraźnie widać, że Papszun chce odejść z klubu teraz. Gdyby było inaczej powiedziałby, że owszem rozmowy z Legią się toczą, ale jest trenerem Rakowa do końca rundy. Spieszy się jemu jak i Legii, która bez trenera pozostaje już od kilku tygodni, tymczasowo prowadzona przez Inakiego Astiza. Odejście z klubu w takim momencie to skandal. Tak się po prostu nie robi. Jak się mają czuć kibice, jak mają się skupić na meczach zawodnicy, jak ma się czuć siedzący obok trenera na konferencji Oskar Repka, który słyszy od swojego wciąż trenera, że on nie chce tu w zasadzie być? Tymczasem Marek Papszun, pod stołem wręcz przebiera nogami, żeby przejść do Legii. Decyzja o odejściu jest akceptowalna, jej czas – absolutnie nie. Podobnie zdaje się uważać właściciel Rakowa Michał Świerczewski, zamieszczając w odpowiedzi na słowa swojego trenera taki wpis.

Ambaras

„Bo w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało naraz” – „Legia chce bym był jej trenerem, ja chcę być trenerem Legii”. Marek Papszun zapomniał, że w tym „związku” jest jeszcze Raków w osobie Michała Świerczewskiego i umowa wiążąca obie strony. Mówi się o tym, że Michał Świerczewski oczekuje miliona euro za wykup kontraktu. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to nie wiem, czy Legia naprawdę „chce”. Jeśli by naprawdę chciała to warunki są jasne – płatność milion euro i Legia ma nowego trenera. Choć oczywiście zapisy w umowie mogą być jeszcze inne np. o czasie ewentualnego odejścia. Na temat umowy mówią wszyscy, a zapewne nikt poza zainteresowanymi stronami jej nie widział.

Pod względem potencjału Legia jest większym klubem niż Raków. Ma świetne zaplecze treningowe, z uwagi na liczbę mieszkańców dużo większą bazę kibicowską i możliwości marketingowe, czy nowoczesny stadion. Stadion, którego de facto Raków nie posiada, bo obiekt położony na Limanowskiego 83 to konstrukcja stalowo-aluminowa z fantastyczną, naturalną wentylacją, ale nazywanie tego stadionem to spora przesada. Świadczy o tym fakt, że dzisiejszy mecz w Lidze Konferencji odbędzie się nie w Częstochowie, a w Sosnowcu. Dodając do tego miłość Papszuna do Legii od najmłodszych lat należy uszanować jego decyzję i podziękować za dotychczasowe sukcesy. Jednak wypowiadanie takiego zdania dzień przed arcyważnym meczem w Lidze Konferencji jest… sabotażem drużyny. Pokazuje, że dla Marka Papszuna dobro Rakowa jest drugorzędne, mimo wciąż obowiązującej umowy z klubem.

Zasługi i dyplomacja

Nikt nie odbiera trenerowi zasług i sukcesów jakie osiągnął z Rakowem. Wielu kibiców mówi, że bez Papszuna prędzej, czy później Raków zdobywałby trofea z uwagi na zaangażowanie właściciela klubu. Jest to teza, której nie da się zweryfikować. Kto wie, gdyby sukcesy nie przyszły tak szybko, ile cierpliwości do inwestycji w klub miałby Michał Świerczewski? W PSG latami ładowano setki miliony euro i klub nie był w stanie przebić się na arenie europejskiej. Widzew Łódź z milionowymi transferami jest tuż nad strefą spadkową. Wisła Kraków ze zdecydowanie największym budżetem płacowym od kilku lat nie może wrócić do Ekstraklasy. Same pieniądze w piłce nie powodują, że automatycznie w ślad za nimi przyjdą sukcesy. W związku z tym zasługi Marka Papszuna dla Rakowa są niepodważalne. Pokazał on jednak jak w czasie jednej konferencji zrazić do siebie oddanych, wiernych kibiców. Jakby powstał podręcznik „Jak zburzyć swoją legendę”, wstęp do niego powinien należeć do Marka Papszuna. Trener „rozwijając swoją postać” zapomniał o ładowaniu punktów w „umiejętności dyplomatyczne”. Jego pobyt w Częstochowie to praktycznie same sukcesy, a tegoroczny kryzys w jakim znalazła się drużyna był w zasadzie pierwszym z jakim musiał się zmierzyć, co powodowało u trenera zauważalną nerwowość na konferencjach prasowych. Pod tym względem w Warszawie nie będzie miał łatwiej, gdyż tam nacisk dziennikarzy i presja kibiców na sukcesy jest niewyobrażalnie większa niż w Częstochowie. Jeśli Marek Papszun dysponuje jeszcze kilkoma „punktami” swojej postaci, warto więc żeby zainwestował je w „drzewko dyplomatyczne”. W Warszawie ta umiejętność może być bardziej kluczowa nawet od samych wyników.

Podziękowania

Na koniec nie zapomnijmy „podziękować” włodarzom miasta, które już chwilę po tym jak wyginęły dinozaury obiecywały nowy stadion dla Rakowa. Patrząc jednak na całokształt, zrobiły bardzo mało, aby nowy stadion powstał. Obiekt przy Limanowskiego 83 jest pomnikiem wstydu dla miasta. Bez nowego obiektu na kilkanaście tysięcy osób, długofalowy rozwój klubu jest niemożliwy. Abstrahując od okoliczności zamieszania z trenerem Markiem Papszunem, może miał on już dość mydlenia oczu i przestał on widzieć szansę na rozwój Rakowa w takich okolicznościach infrastrukturalnych? Mimo tego, jak na legendę Rakowa, można było zachować się z klasą. Nie być ponad klubem, który dał trenerowi możliwości, które ciężko miałby znaleźć gdziekolwiek indziej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo