startBlogZwycięstwo we Wrocławiu. Raków z awansem do ćwierćfinału STS Pucharu Polski

Zwycięstwo we Wrocławiu. Raków z awansem do ćwierćfinału STS Pucharu Polski

Raków Częstochowa wygrał ze Śląskiem Wrocław w 1/8 finału STS Pucharu Polski 2:1 i awansował do kolejnej rundy rozgrywek.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | gru 3, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Powrót na Dolny Śląsk

Poprzedni mecz Rakowa na Tarczyński Arena we Wrocławiu miał miejsce ponad rok temu, a dokładnie 26 października 2024, kiedy to oba zespoły mierzyły się w Ekstraklasie. Wówczas spotkanie zakończyło się wynikiem remisowym (0:0), natomiast ostatnie zwycięstwo Medalików z Wojskowymi na ich terenie miało miejsce w sezonie mistrzowskim, kiedy to pod wodzą Marka Papszuna zdemolowali wrocławian aż 4:1. Mogło się zatem wydawać, że wrocławski teren nie jest zbyt przychylny ekipie spod Jasnej Góry, jednak w obecnej sytuacji to Raków w pucharowym starciu był znacznym faworytem do odniesienia sukcesu. 

Trener Marek Papszun nie zdecydował się na diametralne zmiany względem zwycięskiego składu z meczu z Arką Gdynia – początkowo jedyną zmianą było wprowadzenie Fran Tudora w miejsce Apostolosa Konstantopoulosa, ale ostatecznie na boisku nie pojawił się Stratos Svarnas awizowany do wyjściowej jedenastki i blok defensywny ostatecznie utworzył Tudor–Racovițan–Konstantopoulos. 

Fajerwerki tylko na trybunach

Środek tygodnia, godzina 17:30, a na zewnątrz niska temperatura. Kibice zgromadzeni na Tarczyński Arena liczyli, że piłkarze obu drużyn zapewnią im emocje, które rozgrzeją ich do czerwoności. Niestety, cytując klasyka: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca”. Pierwszy kwadrans był pod minimalne dyktando Rakowa. Podopieczni Marka Papszuna utrzymywali się dłużej przy piłce, spychając Śląsk do defensywy. Efekt takiej gry mogliśmy zaobserwować w 9. minucie, kiedy to etatowy strzelec Medalików, Lamine Diaby-Fadiga, oddał strzał głową, ale piłka minimalnie minęła światło bramki. Śląsk miał okazję się odgryźć w 20. minucie po rzucie rożnym, ale z dość mocnego zamieszania to zawodnicy z Częstochowy wyszli obronną ręką i kibice gości mogli odetchnąć z ulgą. 

Nie ma co się oszukiwać – to fanatycy gospodarzy rozgrzali pozostałych kibiców na stadionie, popisując się ciekawą oprawą.

Kiedy pierwsza połowa zbliżała się ku końcowi, Raków wyprowadził bardzo mocny cios. Zamieszanie w polu karnym przy wybiciu górnej piłki przez obrońcę Śląska, Marko Djakovicia, wykorzystał Jonatan Brunes i kapitalnym strzałem z pierwszej piłki pokonał golkipera Wojskowych, a na stadionie we Wrocławiu można było usłyszeć eksplozję radości fanów Medalików.

Niepotrzebne nerwy 

Medaliki po objęciu prowadzenia pod koniec pierwszej części gry mogły schodzić na przerwę w dość pozytywnych nastrojach, a także z perspektywą kontrolowania boiskowych wydarzeń. Śląsk jednak miał inne plany i od samego początku drugiej połowy to gospodarze zaczęli agresywnie, a już trzy minuty po rozpoczęciu gry Piotr Samiec-Talar oddał strzał, który wylądował na poprzeczce bramki strzeżonej przez Oliwiera Zycha. To był sygnał dla Wojskowych, że można jeszcze w tym meczu powalczyć z wyżej notowanym rywalem. WKS nie ściągał nogi z gazu i tak jak w pierwszej połowie Raków zepchnął Śląsk do defensywy, tak tym razem role się odwróciły. Cały zespół prowadzony przez Marka Papszuna wycofał się dość mocno, tym samym zapraszając rywala do tworzenia coraz groźniejszych akcji ofensywnych.

W 69. minucie wrocławianie dopięli swego i strzelili bramkę wyrównującą po uderzeniu z woleja Damiana Warchoła. Był to jasny sygnał dla zawodników Rakowa, że jeśli nie zaczną przejmować inicjatywy, to ten mecz może wymknąć się spod kontroli.

Medaliki przystąpiły do ofensywy na bramkę Śląska, a za sprawą duetu Pieńko–Makuch udało się odzyskać prowadzenie. W 74. minucie młodzieżowy reprezentant Polski dograł piłkę z lewej strony boiska do Makucha, a ten widowiskowym uderzeniem piętą pokonał golkipera gospodarzy.

Zadanie wykonane

Choć mecz nie był porywający, to najważniejsze jest to, że Raków wykonał kolejny ważny krok w kierunku Warszawy i finału na Stadionie Narodowym. To było spotkanie z serii „do odhaczenia i zapomnienia”. Na koniec dnia zwycięstwo jest najistotniejsze, a styl powinniśmy odstawić na boczny tor. Na pochwały na pewno zasługuje Fran Tudor, który momentami ratował swoich kolegów w trudnych sytuacjach. Jego interwencje skutecznie tłamsiły zapędy ofensywne WKS-u. Warto również wspomnieć o Adriano Amorimie, który znów rozegrał dobre spotkanie i napsuł krwi Samcowi-Talarowi oraz Rosiakowi – czas w końcu dorzucić do tej lepszej postawy jakieś liczby. Na słowa uznania zasługuje także Patryk Makuch, który strzelił naprawdę ładnego gola i podsumował nim swoją ostatnią niezłą dyspozycję.

Już w niedzielę Raków Częstochowa rozegra swoje kolejne ligowe spotkanie w ramach 18. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Medaliki na własnym stadionie podejmą GKS Katowice. 

Zapraszamy do obejrzenia naszego programu z meczu Śląsk – Raków, który znajduje się poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo