Zwycięski debiut w Europie. Norwid bliżej 1/8 CEV Challenge Cup
Do trzech razy sztuka. Nowy szkoleniowiec wreszcie poprowadził zespół po wygraną. I to od razu na froncie europejskim, w jego debiucie.
Wysłane przez Kamil Bednarski | gru 11, 2025 | Częstochowa | 3 min czytania

Pierwsze zwycięstwo Ljubomira Travicy w roli trenera Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa, pierwsza wygrana Norwida na arenie europejskiej i pierwszy krok w kierunku 1/8 finału CEV Challenge Cup. Drużyna spod Jasnej Góry wywiązała się z roli faworyta i w słoweńskim mieście zgarnęła to, po co przyjechała. Z wiadomych przyczyn, mimo tego sukcesu pozostaje w nas wszystkich spory niesmak, spowodowany wynikiem postępowania federacji.
Słynna fraza „Ach jaka szkoda, że państwo tego nie widzą” Wojciecha Trojanowskiego, nadal żywa. Kibice błękitno-granatowych, którzy nie mogli sobie pozwolić na wycieczkę do Mariboru, środowy wieczór spędzili nie przed odbiornikami, a przy śledzeniu FlashScore`a, oficjalnej strony CEV lub innej platformy informacyjnej. Wobec czego ich ocena może się opierać co najwyżej na przekazywanej formie przebiegu meczu oraz dostępnych statystykach.
W pierwszym szeregu „wolnych wniosków” wypadałoby pewnie postawić niekończący się mentalny problem zespołu, który polega na niemocy przy grze „punkt za punkt”. Jedyna partia, którą mogliśmy uznać za wyrównaną, została przez częstochowian w jej końcówce przegrana, po wcześniejszym zmarnowaniu piłki setowej. Najmocniejsze ekipy wyróżniają się odpornością, tutaj jednak od pewnego czasu jedyną drogą do triumfowania jest wejście w swój rytm.
Ten rytm ewidentnie towarzyszył aktualnie przedostatniej drużynie PlusLigi przez pozostałe fragmenty spotkania. Choć Norwid na fali ambicji przeciwnika pozwolił sobie wydrzeć drugą partię, szybko powrócił na właściwe tory i potwierdził swoją wyższość. Ponownie najjaśniejszym punktem okazał się Patrik Indra, który prawdopodobnie po raz pierwszy w tym sezonie zaliczył dwa udane występy pod rząd. A markę solidnego zmiennika potwierdził Jeanlys.
Musi cieszyć powrót po krótkiej zdrowotnej absencji Jakuba Nowaka. Reprezentant Polski rozchwytywany na rynku transferowym jeszcze nie jest nieomylny w ataku, ale pomocny w elemencie bloku. Rozczarowująca na starcie rozgrywek gra środkowych zaczyna lepiej wyglądać. Zastanawiające może być natomiast pozostawienie w kwadracie Jakuba Kiedosa, gdy znów efektywnością nie błyszczy kapitan Milad Ebadipour (31% ataku, 33% przyjęcia). Irańczyk zdecydowanie zaliczył największy zjazd formy w stosunku do poprzedniego sezonu i trenerzy Norwida mają nad czym w nadchodzącym czasie myśleć.
Rewanżowe starcie Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa z OK Maribor już 6 stycznia o godzinie 19:00 w Hali na Zawodziu. Siatkarzom błękitno-granatowych do awansu wystarczy ugranie dwóch partii, ale oczekiwania (przede wszystkim co do stylu) będą bez wątpienia większe. A do końca roku kalendarzowego Norwida czekają ważne batalie o ligowe punkty. Najpierw wyjazd na teren Asseco Resovii Rzeszów, a potem domowe potyczki z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle oraz Treflem Gdańsk.




