startBlogRanking letnich transferów Rakowa – od flopa do topa

Ranking letnich transferów Rakowa – od flopa do topa

W letnim okienku transferowym do Rakowa Częstochowa przyszło wielu nowych graczy. Jedni dołączyli do klubu na zasadzie transferu definitywnego, inni zostali do Medalików wypożyczeni. Runda jesienna właśnie się zakończyła więc czas na pierwsze podsumowania. Przed nami ranking letnich wzmocnień Rakowa – od największych rozczarowań – flopy, do piłkarzy którzy przynieśli kibicom najwięcej radości – topy.

Wysłane przez Dariusz Mrowiec | gru 20, 2025 | Piłka nożna | 16 min czytania

Bogdan Mircetić – bez oceny

Gdy na początku września ogłoszono transfer 19-letniego pomocnika z serbskiego FK Radnicki 1923 Kragujevac za kwotę 1,5 miliona euro i kontrakt obowiązujący do 2030 roku, było wiadomo, że Raków kupuje potencjał. Niestety reprezentant serbskiej młodzieżówki praktycznie nie dostawał szans, by go zaprezentować. Jakiekolwiek znaczące minuty otrzymał dopiero pod koniec sezonu w meczach z Arką – 32 i GKS-em Katowice – 45 minut. Oprócz tego wystąpił w trzech spotkaniach Ligi Konferencji, jednak uzbierał w nich łącznie tylko 10 minut. Widać więc, że trener Papszun uznał, że jeszcze nie jest to czas, by stawiać na Mircetića. Młody Serb w zeszłym sezonie w barwach Radnickiego pokazał, że potrafi być skuteczny, strzelając 6 bramek i notując 7 asyst. Biorąc pod uwagę kwotę transferu w przyszłości na pewno dostanie więcej szans, by pokazać się z jak najlepszej strony. Ciężko ocenić zawodnika po tak małej dawce minut, widać jednak, że – w przeciwieństwie do niektórych transferów Rakowa z tej rundy – bieganie nie sprawia mu problemu i nie potyka się o własne nogi. Z nadzieją patrzymy w przyszłość.

8. Imad Rondić

Wypożyczony z FC Koeln 25-letni Bośniak średnio co 83 minuty w barwach Rakowa notuje… nie, nie gola. W ciągu 416 minut spędzonych na boisku udało mu się zdobyć 5 żółtych kartek. Wyrównał tym samym swój wynik osiągnięty w barwach Widzewa Łódź. Wtedy potrzebował jednak ponad 3000 minut by tego dokonać. „Progres” w zdobywaniu upomnień od sędziego w postaci kartek ponad 7-krotny! Brawo, świetny wynik! Rondicia miał znakomicie pressować i od czasu do czasu zdobyć jakąś bramkę. Co wydaje się obecnie trudne do pomyślenia, w przeszłości mu się to udawało. Wypożyczenie Bośniaka obowiązuje niestety do końca sezonu i prawdopodobnie nie ma możliwości go rozsądnie (bezkosztowo) skrócić. Z tego co nieoficjalnie wiadomo, pensja Rondicia należy do jednej z najwyższych w klubie. Jak widać za żółte kartki trzeba słono płacić… Marek Papszun w ramach przenosin do Warszawy mógłby go zabrać ze sobą. 25-latek zdecydowanie lepiej pasuje do duetu Rajović-Colak, niż do pary Brunes-Diaby-Fadiga. Sprowadzenie Bośniaka to zdecydowanie największy flop spośród zawodników, którzy pojawili się latem na Limanowskiego.

7. Marko Bulat

Być może oczekiwania w stosunku do 24-letniego Chorwata okazały się zbyt duże, a może zwyczajnie zawodzi on swoją postawą na boisku. Podobnie jak Karol Struski bardzo szybko stał się podstawowym graczem Rakowa. W przeciwieństwie jednak do niego nie stracił tak szybko miejsca w podstawowym składzie, lecz również do niego tak spektakularnie nie powrócił jak Polak. Do końca września utrzymał on swoje miejsce w pierwszej jedenastce, potem jednak jego liczba minut na boisku stopniowo malała. Na murawie zaczął pojawiać się głównie jako rezerwowy. Ostatecznie niczym kometa na nocnym niebie, liczba minut całkowicie zgasła. W dwóch ostatnich meczach Ligi Konferencji nie pojawił się na boisku nawet na chwilę. Jeden gol i cztery asysty nie wyglądają w statystykach jakoś bardzo źle, ale nie wyglądają jednak też zbyt efektownie. Marek Papszun szukał miejsca na murawie dla Bulata przez całą rundę i wydaje się, że tego miejsca nie znalazł. Chorwat raz grał na środku pomocy, raz jako typowa dziesiątka. W żadnej z tych ról nie wypadł przekonująco. Czekaliśmy na magika typu Josue, dostaliśmy Tomasza Makowskiego. Drogi Mikołaju na święta proszę spraw by Marko się obudził niczym swego czasu Piotr Zieliński – coś mu się „w głowie przestawiło” i czarował na boisku. Jedyny znaczący plus na ten moment w stosunku do transferu Bulata jest taki, że kosztował ok. 800 tys. euro więc nie było to dużo w obecnych realiach transferowych. Biorąc też pod uwagę wiek Chorwata – 24 lata – wydaje się, że finansowo Raków nie straci znacząco na jego sprowadzeniu. Można jednak wciąż wierzyć, że nowy trener będzie potrafił do niego skutecznie dotrzeć i znajdzie na boisku dla niego odpowiednie miejsce. Zawodnik ten dysponuje niewątpliwie sporymi umiejętnościami, ale czy jednak okażą się one przydatne na boiskach Ekstraklasy? Przekonamy się niebawem. Zbliżająca się runda wiosenna mówi Bulatowi „sprawdzam!”. Miejmy nadzieję, że Chorwat dysponuje dobrymi kartami i w odpowiednim momencie wyciągnie asa z rękawa. Wciąż wierzę. Marko Bulat doczekał się osobnego artykułu na naszym portalu, który możecie przeczytać poniżej.

6. Apostolos Konstantopoulos

Apostolos przyszedł do Rakowa z belgijskiego Beerschot VA, z którym zajął ostatnie miejsce w Jupiler Pro League. Jego drużyna straciła najwięcej bramek w lidze, bo aż 60, a Grek był podstawowym obrońcą drużyny. Transfer więc na pierwszy rzut oka nieoczywisty. Jednak z uwagi na brak kwoty odstępnego i problemy z obrońcami w kadrze Rakowa, a także grę na trzech frontach, postanowiono skorzystać z usług 23-latka. Na samym początku zyskał on zaufanie Marka Papszuna, spędzając w drugiej, trzeciej i piątej kolejce na boisku pełne 90 minut. Potem jednak aż do połowy października praktycznie nie łapał się do składu Medalików. Jednak duże natężenie meczów, kontuzje Ariela Mosóra i Zorana Arsenića niejako wymusiły jego powrót do składu. W Europie co prawda w dalszym ciągu mógł liczyć jedynie na epizody, ale w lidze w ostatnich siedmiu spotkaniach stał się zawodnikiem podstawowego składu (w ostatniej kolejce nie wystąpił z uwagi na pauzę za żółte kartki). Dodajmy, że pięć z nich Raków wygrał. Czy gdyby pozostali obrońcy byli zdrowi, Grek uzbierałby ponad 1000 minut na boisku? Zapewne nie, ale dzięki temu mogliśmy lepiej poznać jego przydatność do drużyny. Apostolos wydaje się solidnym zawodnikiem do rotacji składu przy grze na kilku frontach. Zdarzało mu się popełniać głupie, niewymuszone błędy, za co został chociażby zrugany przez trenera Papszuna. Z biegiem czasu i otrzymywanych szans spisywał się coraz lepiej. Jeśli chodzi o grę do przodu, to pamiętamy go przede wszystkim ze strzału w słupek w końcówce meczu ze Spartą Praga w Lidze Konferencji. Apostolos nie wygląda na boisku jak grecki Bóg futbolu, ale biorąc pod uwagę bezkosztowe pozyskanie tego piłkarza, wciąż młody wiek, nie powinniśmy zbyt surowo podchodzić do tego transferu. Kwestia, czy po wyleczeniu kontuzji przez pozostałych obrońców otrzyma dostateczną liczbę minut na boisku, by móc się rozwijać.

5. Karol Struski

Rundę jesienną w przypadku środkowego pomocnika Rakowa można by najlepiej podsumować słowami byłego premiera RP „nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz”. Choć w sumie początek i koniec rundy Struski miał dobry, to środek był głębokim lejem, w którym zawodnik przepadł na długie tygodnie. W pierwszych pięciu spotkaniach sezonu były gracz Arisu Limassol czterokrotnie wychodził w podstawowym składzie i wydawało się, że od samego początku na stałe wywalczył sobie miejsce u trenera Marka Papszuna, co jak wiadomo nie należy do najłatwiejszych zadań. Od początku sierpnia do końca września w kolejnych dziewięciu spotkaniach łącznie uzbierał… minutę. Nieprawdopodobny wręcz zjazd i utrata zaufania w oczach trenera. Zawodnik nie został nawet zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji. Ostatecznie znalazł się na liście w konsekwencji kontuzji Zorana Arsenicia. Jednak dzięki swojej ciężkiej pracy na treningach, co podkreślał później sam Papszun, stopniowo zaczął dostawać coraz więcej szans by wrócić do meczowej rotacji i następnie kilkukrotnie pojawić się w pierwszej jedenastce.

Ciężko jednoznacznie ocenić grę Struskiego w koszulce Rakowa. Wydawało się, że zawodnik będzie idealnie pasować do koncepcji trenera, wykonując ciężką pracę w środku pola, „nosząc fortepian na plecach” za mniej pracowitych kolegów z drużyny. Były mecze, w których defensywny pomocnik potrafił uspokoić grę w środku pola, czy popisywał się skutecznym odbiorem piłki. Były jednak i takie spotkania, w których notował sporo niewymuszonych strat i błędów. W 21 spotkaniach uzbierał prawie 1200 minut, a więc liczbę, która pozwala ocenić przydatność zawodnika do drużyny. Częstochowski „Vitinha” w piłkę grać potrafi. Musi jednak bezwzględnie ustabilizować formę, jeśli chce być w przyszłości podstawowym zawodnikiem Rakowa. Na razie nie strzelił on żadnego gola w barwach Medalików, zaliczył jedną asystę. Nawet jak na defensywnego pomocnika to trochę mało, jednak wiadomo, że nie jest to główny wyznacznik jego gry. Struski ma być tempomatem gry Rakowa. Piłkarz ma 24 lata, a więc najlepsze lata jeszcze przed nim i miejmy nadzieję, że pod okiem Łukasz Tomczyka ustabilizuje formę na wysokim poziomie. Zbliżająca się runda może się okazać kluczowa dla przyszłości zawodnika w klubie spod Jasnej Góry.

4. Oliwier Zych

21-letni bramkarz Aston Villi jest wypożyczony do Rakowa do końca sezonu. Wcześniej miał już okazję bronić w Ekstraklasie. Dwa lata temu był podstawowym golkiperem Puszczy Niepołomice. Do składu Rakowa wskoczył dość niespodziewanie 26 października w meczu z Lechią Gdańsk i od tego czasu nie oddał miejsca w bramce. Kacper Trelowski – do tamtej pory podstawowy bramkarz Rakowa – nie popełniał znaczących błędów, jednak i nie popisywał się jakimiś wybitnymi paradami. Cała drużyna była wtedy w kryzysie, więc Marek Papszun szukał rozwiązań mających zmienić stan rzeczy. Padło na Trelowskiego i dla drużyny okazał się to przełom. Z Oliwierem Zychem w bramce Raków odniósł 10 zwycięstw, zanotował 1 remis i poniósł 2 porażki. Golkiper Rakowa szczególnie dobrze spisywał się w rozgrywkach Ligi Konferencji, gdzie w 3 z 4 meczów zachował czyste konto. Drugie miejsce zajęte przez częstochowian w tych rozgrywkach jest w dużej mierze jego zasługą gdyż kilka razy uchronił drużynę od straty bramki. W rozgrywkach ligowych nie było już tak dobrze, w siedmiu meczach tylko raz zachowując czyste konto. Co prawda miał wiele trudnych interwencji, którymi pokazał duże umiejętności, ale nie ustrzegł się jednak również znaczących błędów. Największy z nich zaliczył w przegranym 1:3 meczu z Piastem Gliwice przy wybiciu piłki, trafiając w napastnika rywali, co skończyło się łatwo straconym golem. Zych umiejętności bramkarskie posiada nieprzeciętne, ale musi do minimum ograniczyć błędy własne i grę nogami, gdyż pod względem skuteczności podań jest on jednym z najsłabszych bramkarzy w Ekstraklasie. W tym sezonie w porównaniu do Kacpra Trelowskiego potrafił dać drużynie coś „ekstra”, jednak i popełniał błędy, które jego koledze w walce o miejsce w bramce Rakowa praktycznie się nie zdarzały. Wypożyczenie zawodnika Aston Villi należy całościowo uznać za udane i można mieć nadzieję, że uda się wyciągnąć Zycha od Anglików na stałe, choć nie będzie to zadaniem łatwym.

3. Tomasz Pieńko

Tomasz Pieńko dołączył do Rakowa w lipcu 2025 roku, a od znacznie dłuższego czasu był obserwowany przez czujne oko Marka Papszuna, który już wcześniej wykazywał zainteresowanie tym zawodnikiem. Kwota wydana na 21-latka, czyli około 1,75 miliona euro robiła wrażenie. Wielu kibiców Medalików wątpiła w ten transfer, uważając kwotę za zbyt wygórowaną. W zeszłym sezonie zawodnik w barwach Zagłębia zanotował 8 bramek i 3 asysty. Siedem z nich zdobył w rozgrywkach Ekstraklasy pokazując, że potrafi być skuteczny na tym poziomie rozgrywkowym. W tej rundzie na wszystkich frontach zdobył dla Rakowa 3 bramki i dołożył do tego 5 asyst. Co ciekawe, mimo że wystąpił w 26 meczach żadnego z nich nie rozegrał w pełnym wymiarze czasu. Tomasz Pieńko jest można powiedzieć „podstawowym zawodnikiem szerokiej rotacji” Rakowa. Natężenie meczów sprawiło, że Pieńko nie był w stanie co kilka dni wychodzić na murawę w pierwszej jedenastce. Był jednak na pewno bardzo ważnym ogniwem w maszynie Marka Papszuna. To on zdobył zwycięską bramkę, po indywidualnej akcji i soczystym strzale z dystansu w meczu z Lechią Gdańsk, gdy Raków grał w 10-tkę po czerwonej kartce dla Karola Struskiego. Był to ważny moment dla całego zespołu, który pozwolił uwierzyć drużynie we własne możliwości. Ta bramka nie ważyła wtedy 3 punkty za zwycięstwo, a była wręcz bezcenna dla budowy silnych morali drużyny.

Tomasz Pieńko został też kapitanem młodzieżowej reprezentacji Polski, która pod wodzą Jerzego Brzęczka spisuje się wręcz znakomicie. Pomocnik Rakowa jest jej kluczowym zawodnikiem, strzelając do tej pory w eliminacjach 3 gole i notując 5 asyst. Biorąc pod uwagę, że to pierwsza runda piłkarza w barwach Rakowa i to co już pokazał, wydaje się, że możemy być spokojni o jego dalszy rozwój. Pewność siebie zdobyta jako kapitan „młodzieżówki” powinna zaprocentować w kolejnej rundzie Ekstraklasy. Raków powinien mieć z tego zawodnika dużo pociechy i patrząc na jego młody wiek, także liczyć na spore wpływy do kasy klubu, w przypadku jego ewentualnego transferu zagranicznego.

2. Lamine Diaby-Fadiga

Lamine Diaby Fadiga – 24-letni Gwinejczyk urodzony we Francji, przyszedł do Rakowa z Jagielloni Białystok w ramach wymiany za Dawida Drachala i 120 tys. euro dopłaty ze strony Medalików. Początkowo mówiło się, że na transferze lepiej wyjdzie drużyna z Podlasia. Drachal bardzo dobrze zaczął sezon i idealnie wpasował się w drużynę Adriana Siemieńca. Fadiga postanowił nie być gorszy i już w lipcu w ciągu zaledwie 97 minut spędzonych na boisku w trzech pierwszych spotkaniach (nielicząc minuty spędzonej na boisku w meczu z GKS Katowice) zdobył 3 bramki. Wyrównał tym samym wynik z całego poprzedniego sezonu w Jagiellonii do czego potrzebował 27 spotkań w barwach drużyny z Podlasia. Łącznie w 30 meczach – w 18 z nich wchodząc z ławki rezerwowych – zdobył aż 12 goli i dorzucił 2 asysty. Wyśmienity wynik. Miarą rozwoju Fadigi w klubie z Częstochowy niech będzie fakt, że na portalu Transfermarkt jest on obecnie wyceniany na 2 miliony euro. Ofensywny pomocnik ma idealnie ułożoną lewą nogę, ma skuteczny strzał z dystansu i dysponuje jak na warunki Ekstraklasy momentami wręcz bajeczną techniką.

Marek Papszun na początku sezonu w wypowiedzi na temat zawodnika stwierdził, że chciałby żeby stał się on nie tylko zawodnikiem „momentów”, a prezentował równą formę przez całe spotkania. Fadiga z każdym kolejnym meczem starał się to skutecznie udowodnić na murawie. Bramka zdobyta w 94. minucie gry z Widzewem Łódź w 10 kolejce ligowej, która zapewniła Rakowowi zwycięstwo 1:0 była być może najważniejszą dla klubu w tej rundzie. Do tego momentu Medaliki znajdowały się w okolicach strefy spadkowej. Częstochowianie przerwali serię czterech spotkań bez zwycięstwa i zaczęli powolny marsz w górę tabeli. Bez tego gola liczba meczów bez zwycięstwa wydłużyłaby się do pięciu spotkań i sytuacja zaczęłaby się robić naprawdę gorąca. Dodać należy też dobrą współpracę na linii Fadiga-Brunes, o co wielu ekspertów miało przed sezonem obawy. Pozyskanie 24-letniego ofensywnego pomocnika z Jagielloni okazało się dla klubu, jak i dla samego zawodnika strzałem w sam środek tarczy.

1. Oskar Repka

Oskar Repka rozegrał w rundzie jesiennej aż 31 spotkań – czyli tyle, ile nierzadko rozgrywa się praktycznie w ciągu całego sezonu. Od pierwszej minuty zagrał natomiast aż w dwudziestu trzech z nich, co jest zdecydowanie największą liczbą spośród nowych nabytków Rakowa. Tylko w jednym meczu Medalików nie pojawił się na boisku, co przy takim natężeniu meczów jest doskonałym wynikiem. Silny, mężny, przebojowy. Przypominający z wyglądu postać czarnych charakterów z filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem, czy Brucem Willisem. Pułapki zastawiane w środku pola na rywali przez byłego gracza GKS Katowice, okazywały się niezwykle skuteczne. Repka to płuca i mięśnie szkieletu Rakowa. Dodatkowo środkowy pomocnik Medalików potrafi znaleźć się pod bramką rywala, co zaowocowało już pięcioma trafieniami, w tym dwoma w arcyważnym meczu z Jagiellonią, wygranym przez częstochowian na wyjeździe 2:1. Przegrana w tamtym meczu oznaczałaby już znaczną stratę do białostocczan. Udało się jednak wtedy zwyciężyć, w czym główna zasługa należała do środkowego pomocnika Rakowa. Repka również skutecznym strzałem głową w meczu ostatniej kolejki Ligi Konferencji z Omonią Nikozja zapewnił historyczny sukces dla klubu, który zagra na wiosnę w rozgrywkach europejskich w 1/8 finału. W poprzednim sezonie w barwach klubu z Katowic 26-latek zdobył 8 bramek, a w tym sezonie tylko potwierdza, że potrafi być skutecznym zawodnikiem pod bramką rywala. Biorąc pod uwagę kwotę transferu czyli ok. 700 tys. euro, trzeba powiedzieć, że to była promocja. Oskarze! – prowadź drużynę do dalszych sukcesów.

Podsumowanie

Pozyskani w letnim oknie transferowym przez Raków zawodnicy na razie w większości przypadków nie stali się podstawowymi zawodnikami drużyny. Kilku z nich, jak Repce, czy pod koniec rundy Zychowi, czy Diaby-Fadidze się to udało. Jedni jak Struski, czy Bulat szybko weszli do podstawowej jedenastki, z biegiem sezonu z niej wypadając. Pieńko również w zależności od okoliczności raz jest w podstawowym składzie, raz wchodzi na boisko z ławki. Zapewne grałby więcej od pierwszej minuty, gdyby nie jego wyjazdy na kadrę młodzieżową i potrzebna mu w związku z tym większa regeneracja. Na ostateczną ocenę transferów przyjdzie jeszcze czas, a runda wiosenna będzie dla wielu zawodników okazją do dalszego rozwoju i weryfikacji swoich umiejętności. Dla niektórych z kolei możliwością startu z „czystą kartą” u nowego trenera. Wszyscy miewali momenty lepsze i gorsze. Sprowadzeni piłkarze to jednak głównie zawodnicy w przedziale wieku 21-26 lat, więc perspektywiczni z możliwością dalszego rozwoju. Spośród dziewięciu nowych graczy, którzy zagrali jesienią w barwach Rakowa jednoznacznie negatywnie możemy ocenić tylko jednego z nich – Imada Rondicia. Jeśli Bośniak pod okiem Łukasza Tomczyka zacznie po prostu grać na przyzwoitym poziomie będzie, to chyba większy cud niż obrona Jasnej Góry przed potopem szwedzkim.



Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo