Raków na swoim. Bez fajerwerków, ale z trzema punktami
Konsekwencja to słowo, które od zawsze charakteryzuje drużynę Marka Papszuna i między innymi dzięki temu na inaugurację Raków pokonał Gieksę.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 20, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Spis treści:
Sobotni wieczór w Katowicach nie przejdzie do historii jako futbolowe widowisko roku. Ale Raków zrobił to, co do niego należało – wygrał 1:0, nie dał sobie wbić gola i, wbrew „klątwie pucharowiczów”, wraca do domu z pełną pulą. Czy było pięknie? Nie. Czy skutecznie? Jak najbardziej.
Klątwa? Nie tym razem
Legia przełożyła mecz, Lech i Jaga zebrali oklep, a Raków? Częstochowianie przyjechali, zagrali po swojemu i zgarnęli to, co do nich należało. Może i bez specjalnego polotu, może i bez dominacji, ale – jak to mówią – ładnych porażek się nie liczy, a brzydkie zwycięstwa punktują. Decydujący moment? 51. minuta i akcja duetu Ameyaw–Brunes. Najpierw błysk Michaela, który idealnie wypatrzył Norwega, a potem zimna krew napastnika – przyjęcie, strzał i po sprawie. Kudła nie miał nic do powiedzenia, a Raków mógł już tylko pilnować wyniku.
Ameyaw show
Gdyby trzeba było wskazać gościa, który naprawdę zrobił różnicę, to Michael Ameyaw może już sobie odbierać statuetkę. Aktywny, pewny siebie, w gazie. To od niego szło wszystko, co sensowne w ofensywie Rakowa. Trzy niezłe okazje w pierwszej połowie, asysta przy golu i kilka rajdów, po których obrońcy Gieksy patrzyli na siebie pytająco. Jeśli ktoś miał dać impuls – to właśnie on.
Do tego swoje dorzucił Oskar Repka – były piłkarz GKS-u, który mocnym strzałem z dystansu przypomniał się kibicom przy Nowej Bukowej. Było groźnie, ale Kudła się spisał. A Brunes? Głową mógł trafić jeszcze w pierwszej połowie, ale źle skontrował piłkę i minimalnie przestrzelił.
Gieksa bez zębów
Gospodarze? No cóż. GKS wyglądał, jakby dopiero się rozglądał po Ekstraklasie. Bezzębna ofensywa, zero celnych strzałów przez cały mecz, jedna spalona bramka i trochę chaosu w rozegraniu. Taki obraz nie pasuje do zespołu, który jeszcze niedawno czarował w I Lidze. Okej, była jedna sytuacja – w końcówce, gdy Aleksander Buksa miał piłkę meczową. Przyjął, huknął… i przestrzelił. To by było na tyle, jeśli chodzi o ofensywę Gieksy. Kacper Trelowski mógłby z powodzeniem wyjść w bluzie i dżinsach – nie miał praktycznie nic do roboty.
Obrona na plus, ofensywa z niedosytem
Raków nie dał sobie zrobić krzywdy. Linia obrony była dobrze zorganizowana. Pressing po stracie działał, a środek pola – mimo braku większych fajerwerków – trzymał grę w ryzach. Arseniciowi i Mosórowi należą się plusy za spokojne operowanie piłką i wygrywane pojedynki. Z przodu jednak – mimo przewagi – mogło (i powinno) być lepiej. Amorim w samej końcówce miał na nodze piłkę na 2:0 – doskonałe dogranie przez Frana Tudora, Brazylijczyk dostawia nogę praktycznie do pustej bramki i… nie trafia w prostokąt z najbliższej odległości. Szkoda, bo takie sytuacje trzeba wykorzystywać – szczególnie że w innych spotkaniach mogą one zaważyć o punktach.
Zmiennicy dali energię
Po przerwie na murawie pojawili się między innymi Ibrahima Seck, Erick Otieno, Leonardo Rocha i Adriano Amorim. Nie były to tylko kosmetyczne roszady. Seck trzymał środek pola, chociaż widać było po nim, że jeszcze musi wprowadzić do swojej gry trochę spokoju. Otieno jak zwykle wniósł sporo energii na boku, Rocha dawał się we znaki obrońcom Gieksy, a Amorim… no cóż – pierwszy mecz, a już mamy kandydata do pudła sezonu.
Drużyna robi „Raków things”
To było takie spotkanie, w którym Raków zrobił po prostu swoje. Bez napinki, bez szaleństwa, ale z chłodną głową i konkretem. Po obozie przygotowawczym mogliśmy zauważyć, że coś w tej maszynce działa, ale jeszcze nie do końca te trybiki są naoliwione. Wiadomo – to dopiero pierwszy mecz, ale ten sezon zapowiada się na jeden z trudniejszych w dotychczasowej karierze Marka Papszuna. Na tym etapie sezonu nie chodzi o piękno. Chodzi o punkty. A Raków właśnie je zgarnął. Spokojnie, z kontrolą, z klasą. I choć GKS nie postawił wysoko poprzeczki, to nie raz widzieliśmy już, że takie mecze potrafią wymknąć się spod kontroli. Tu – pełna profeska. Ameyaw? Świetny. Brunes? Skuteczny. Defensywa? Pewna. Raków zaczyna od trzech punktów, a jeśli z czasem dojdzie jeszcze trochę pazura z przodu – to kibice spod Jasnej Góry mogą być świadkami czegoś wielkiego.
Po więcej opinii zachęcamy do obejrzenia studia pomeczowego na naszym kanale NA WYLOT.




