startAktualnościPowtórka z Częstochowy. Raków remisuje z Legią

Powtórka z Częstochowy. Raków remisuje z Legią

W 26. kolejce PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa zremisował z Legią Warszawą 1:1 w ostatnim meczu przed przerwą reprezentacyjną.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | mar 23, 2026 | Piłka nożna | 5 min czytania

Marek Papszun po drugiej stronie barykady

99 dni temu trener Papszun poprowadził Raków w ostatnim meczu ligowym, kiedy to Medaliki przegrały u siebie z Zagłębiem Lubin 0:1. Cztery dni później w Nikozji były szkoleniowiec czerwono-niebieskich przypieczętował drugie miejsce w fazie ligowej Ligi Konferencji, wygrywając z Omonią 1:0 i tym meczem pożegnał się ze społecznością Rakowa, piłkarzami i Michałem Świerczewskim. Trener Papszun napisał piękną historię w Częstochowie, choć sama końcówka jego pobytu pod Jasną Górą niekoniecznie miała pozytywny wydźwięk w kontekście komunikatów wydawanych przez byłego już szkoleniowca Medalików. 

Po trzech miesiącach kibice Rakowa znów mogli zobaczyć legendarnego trenera na ławce, ale już po drugiej stronie barykady. Nie jako sprzymierzeńca, a przeciwnika. Choć do końca nie było wiadomo, czy Marek Papszun poprowadzi Legię w niedzielnym spotkaniu przeciwko Rakowowi ze względu na problemy zdrowotne. Wszystko jednak ułożyło się tak, że trener Wojskowych mógł stanąć oko w oko z Łukaszem Tomczykiem w hicie kolejki.

Konieczna rotacja

Trener Łukasz Tomczyk zdecydował się początkowo na cztery zmiany w składzie w porównaniu do czwartkowego meczu z Fiorentiną, ale podczas rozgrzewki problemy żołądkowe zgłosił Patryk Makuch, a w jego miejsce szkoleniowiec Rakowa zdecydował się puścić do boju młodego Isaka Brusberga. Finalnie Raków przystąpił do meczu w Warszawie w mocno odświeżonym zestawieniu; w porównaniu do pucharowego boju w Sosnowcu w wyjściowej jedenastce pojawiło się aż pięciu nowych zawodników.

Szybki gol i stoicki spokój

Początek spotkania przy Łazienkowskiej mógł napawać niemałym optymizmem wszystkich kibiców zgromadzonych na stadionie i przed telewizorami. Zawrotne tempo mogło wskazywać na niemałe emocje. Legia rozpoczęła dynamicznie, chcąc zaskoczyć lekko pogubiony w pierwszych minutach Raków, choć Medaliki nie pozwoliły sobie wejść na głowę i szybko ukróciły zapędy Legionistów. Wszystko za sprawą rzutu rożnego i gola zdobytego przez Lamine’a Diaby-Fadigę już w 6. minucie, który wykorzystał niefrasobliwe wybicie Jeana-Pierre’a Nsame i w stolicy to czerwono-niebiescy objęli prowadzenie.

Po zdobyciu gola przez podopiecznych Łukasza Tomczyka Medaliki spokojnie kontrolowały grę. Raków starał się konstruować swoje akcje, od czasu do czasu dopuszczając do głosu Legię, ale w taki sposób, aby nie wydarzyło się nic, co mogłoby zagrozić prowadzeniu gości.

Z dość interesującej strony pokazał się wcześniej wymieniony Isak Brusberg, który dobrze odgrywał piłkę, był aktywny, a także oddał celny strzał na bramkę Otto Hindricha. Niestety młody Szwed musiał opuścić boisko na noszach w 24. minucie po wcześniejszym, niefortunnym zderzeniu się głowami z Kamilem Piątkowskim.

Legia jeszcze próbowała mocniej przycisnąć Raków w ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy, czego efektem była akcja z prawej strony boiska i uderzenie Nsame, ale sam strzał Kameruńczyka powędrował nad poprzeczką Oliwiera Zycha.

Legia próbowała i dogoniła

Podobnie jak w pierwszej odsłonie to Legia zaczęła mocniej, ale tym razem Raków nie stłamsił zapędów Wojskowych zdobyciem gola. Legioniści podkręcali tempo z minuty na minutę, a Raków nie za bardzo wiedział, jak wyhamować ciąg na bramkę piłkarzy trenera Marka Papszuna. Teoretycznie ataki Legii nie kończyły się groźnymi strzałami i efektownymi paradami Oliwiera Zycha, czy heroicznymi wybiciami obrońców Rakowa, ale było widać, że prędzej czy później coś może się wydarzyć. Niestety dla sympatyków czerwono-niebieskich w 71. minucie, po strzale Nsame, piłkę ręką odbił Ariel Mosór i po videoweryfikacji sędzia Łukasz Kuźma podyktował rzut karny. Do jedenastki podszedł właśnie Nsame i pewnym strzałem pokonał Oliwiera Zycha, a trybuny na Łazienkowskiej miały swój moment radości.

Po zdobyciu gola przez stołeczny klub Raków wziął się do roboty i obraz gry zmienił się o 180 stopni w porównaniu do tego, co działo się od początku drugiej połowy. Legia została zepchnięta do defensywy, a Medaliki próbowały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Próbował Ivi López z dystansu, ale piłka była w zasięgu Otto Hindricha, który odbił futbolówkę na rzut rożny. 

Najbliżej zdobycia gola był natomiast Jonatan Braut Brunes, kiedy to w 78. minucie w zamieszaniu w polu karnym oddał bardzo mocny strzał, ale piłka trafiła w wewnętrzną część słupka i niestety nie wpadła do bramki. 

Widać było, że częstochowianie toczyli ciężki bój w czwartkowy wieczór i momentami brakowało sił w starciu z wypoczętymi Legionistami. Marek Papszun w przerwie dokonał właściwych korekt w stylu gry swoich podopiecznych i dzięki temu częściowo odwrócił losy spotkania. Remis pozwolił drużynie ze stolicy opuścić strefę spadkową przed przerwą na mecze reprezentacyjne. 

Raków próbuje grać ambitnie, ale po raz kolejny za kadencji Łukasza Tomczyka brakuje tej przysłowiowej kropki nad „i”.

Przed nami chwila na złapanie oddechu przed kolejnymi spotkaniami w Ekstraklasie. Kolejny mecz Raków rozegra 4 kwietnia przy Limanowskiego 83 z Widzewem Łódź. 

Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Legia – Raków. Link znajdziecie poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo