Medea w Częstochowie. Niebawem premiera
Co szykuje Teatr imienia Adama Mickiewicza?
Wysłane przez dr Artur Kita | lut 22, 2026 | Częstochowa | 4 min czytania

Pod koniec marca w Częstochowie będzie miała miejsce premiera „Medei” Eurypidesa. Dramatu, który jak rozżarzony węgiel nie stygnie mimo dwóch i pół tysiąca lat. Czytany dziś, tuż przed zapowiadaną premierą w Teatrze im. Adama Mickiewicza, budzi niecierpliwą ciekawość: jak współczesna scena udźwignie konflikt tak bezlitosny, tak intymny i zarazem tak uniwersalny? Bo to właśnie konflikt między Jazonem a Medeą jest osią, wokół której obraca się cała ta tragedia. Przypomniałem sobie i ja o tym ponadczasowym dramacie.
Eurypides sięgnął po mit o Argonautach, lecz świadomie ominął jego heroiczne początki. Nie interesuje go triumf zdobycia złotego runa ani młodzieńcza odwaga wyprawy. Interesuje go jedynie rachunek po miłości. Kiedy Medea, cudzoziemska księżniczka z Kolchidy, porzuca wszystko, by pomóc Jazonowi, staje się współautorką jego sukcesu, a potem jego największym wyrzutem sumienia. Jazon, bohater grecki, racjonalny i wyrachowany, traktuje dawną namiętność jak etap kariery, który można zamknąć nowym, „lepszym” sojuszem. Medea traktuje ją jednak jak przysięgę zapisaną krwią.
Ten rozdźwięk między nimi nie jest więc jedynie historią „źle dobranego małżeństwa”. To zderzenie dwóch wizji świata: pragmatycznej, męskiej, greckiej oraz namiętnej, totalnej, „barbarzyńskiej”, jak powiedzieliby Ateńczycy. Jazon mówi językiem rozsądku i politycznej korzyści; Medea — językiem serca, które po zdradzie zamienia się w miecz.

Największą siłą „Medei” jest to, że Eurypides nie pozwala nam schować się za prostym potępieniem bohaterki. Akt dzieciobójstwa — prawdopodobnie innowacja samego poety — nie jest tu impulsem ani szaleństwem. To wynik długiej, bolesnej walki wewnętrznej, rozpisanej niemal jak partytura psychologiczna. Miłość macierzyńska ściera się z pragnieniem zemsty; czułość z gniewem; instynkt ochrony z żądzą odwetu. Medea wie, co robi i właśnie ta świadomość czyni jej czyn tak przerażającym.
Jazon w tym konflikcie wypada zaskakująco płasko. Jego egoizm, przykryty retoryką „dobra wspólnego”, kontrastuje z tragiczną wielkością Medei. On traci dzieci, bo chciał zyskać więcej.
Ona zabija, by nie zostać unicestwioną duchowo. Eurypides nie usprawiedliwia tego, próbuje zrozumieć, a to różnica zasadnicza.
Niektórzy badacze literatury starożytnej podkreślają, że Eurypides zagląda tu w najgłębsze warstwy kobiecej psychiki. Medea nie jest symbolem, lecz żywą istotą: kochającą, upokorzoną, wściekłą, samotną. A jednak tragedia nie zamyka się w indywidualnym losie. Jak trafnie zauważono, prawdziwym bohaterem „Medei” jest Człowiek — jego namiętności, jego zdolność do autodestrukcji, jego nieustanna walka między uczuciem a rozumem.
Dlatego ten dramat wciąż działa. Rozgrywa się „zawsze i wszędzie”:
w małżeństwach, które się rozpadają;
w relacjach, gdzie jedna strona liczy zyski, a druga oddaje wszystko;
w momentach, gdy zdrada staje się początkiem moralnej katastrofy.

Myśl o nadchodzącej premierze w Teatrze tylko wzmacnia wrażenie, że „Medea” domaga się współczesnego głosu. Jak dziś zabrzmi konflikt Jazona i Medei? Czy zobaczymy w nim polityczną kalkulację, kryzys migracyjny, czy może dramat kobiety wykluczonej? Eurypides zostawia twórcom ogromną przestrzeń, a widzom niewygodne pytania, od których nigdy nie da się nam uciec.
„Medea” to tragedia, która rozrywa zasłony złudzeń. Jest opowieścią o zdradzie, zemście i miłości doprowadzonej do granic człowieczeństwa. Konflikt Jazona z Medeą nie starzeje się, bo dotyka tego, co w nas najbardziej kruche i najbardziej niebezpieczne. Dlatego czekam na nową adaptację z niecierpliwością jak na spotkanie z kimś, kogo się boimy, ale bez kogo nie potrafimy myśleć o Teatrze naprawdę poważnie.
dr Artur Kita @ak
fot. Antologia Tragedii Greckiej wyd. Literackie.



