Marek Perepeczko wraca do Częstochowy. To symboliczny moment
Drugie pożegnanie „Janosika”, w jego domu.
Wysłane przez dr Artur Kita | paź 25, 2025 | Częstochowa | 3 min czytania

Po blisko dwudziestu latach od śmierci, legendarny aktor opuści grób na warszawskich Powązkach i spocznie w sobotę na częstochowskim cmentarzu św. Rocha.
Pamiętam, jakby to było wczoraj – premiera „Moralności pani Dulskiej” (reż. Ignacy Gogolewski!, w obsadzie Emilia Krakowska!). Czuliśmy, że dzieje się coś wyjątkowego. To był pierwszy sezon, kiedy Marek Perepeczko (słynny Janosik) został dyrektorem Teatru im. Adama Mickiewicza. Wszyscy byliśmy ciekawi, co z tego wyniknie (wcześniej przez trzy lata dyrektorem był również uznany, świetny aktor – Henryk Talar). Perepeczko dawał jeszcze większe nadzieje. I po „Moralności…” nie mogliśmy się już doczekać kolejnych premier! Marek Perepeczko miał w sobie niesamowity magnetyzm – nie tylko jako aktor, ale przede wszystkim jako człowiek.
Każde jego wyjście na scenę odczuwałem, jakbym był na Broadwayu, jakbym oglądał najlepszego aktora na świecie. Pamiętam jeszcze wcześniejszy jego występ – zanim objął teatr – zagrał w „Locie nad kukułczym gniazdem”. Wcielił się w wodza Bromdena. Stworzył wtedy z Henrykiem Talarem niesamowity duet, a grała również Anna Samusionek. To był Teatr! Nie da się tego zapomnieć. To był przedsmak tego, co nas miało dopiero czekać. Za Perepeczki nasza Scena rozkwitła. Do Częstochowy przyjeżdżali najwięksi – Adam Hanuszkiewicz („Pan Tadeusz”), czy Krystyna Janda („Na szkle malowane” – Perepeczko był narratorem). To były nazwiska, które elektryzowały (a jeszcze należy do nich dodać Andrzeja Łapickiego).
Pamiętam również dobrze „Dwie morgi utrapienia” – brawurową, pełną humoru, ale i ciepłą postać Mariana Koseli, w którą wcielił się oczywiście Perepeczko (opiekę artystyczną sprawował, o ile dobrze pamiętam, Jan Kobuszewski). Choć był Dyrektorem, nie przestawał być blisko ludzi. Spotykało się go w Alejach, w foyer Teatru, na różnych miejskich wydarzeniach. Wszędzie ten sam uśmiech, ta sama serdeczność. W Częstochowie naprawdę się zadomowił. Nawet, gdy musiał dzielić czas między Teatr a serialowy 13 posterunek, gdzie grał niezapomnianego komendanta Władka, nigdy nie zapominał o naszym mieście. Prowadził imprezy charytatywne, spotykał się z ludźmi, pomagał. Wszyscy wiedzieliśmy, że to ktoś wyjątkowy – taki, który zostawia po sobie coś więcej niż tylko role. Dlatego jego śmierć w 2005 roku tak bardzo nami wstrząsnęła. Odszedł nagle.
Jednak przez te wszystkie lata wciąż był z nami – w teatrze, na muralu przy Staszica, na ławeczce w Alejach obok Haliny Poświatowskiej. I teraz, po dwudziestu latach, wraca na dobre – tam, gdzie naprawdę był u siebie. W sobotę, 25 października, Marek Perepeczko spocznie na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie. To symboliczny moment – spełnia się życzenie Marka, by spocząć w mieście, które tak bardzo pokochał. Dziś, gdy wchodzę do foyer Teatru im. Adama Mickiewicza, które nosi Jego imię, zawsze zatrzymuję się przy jego popiersiu. To miejsce podobno było jego ulubionym zakątkiem w całym gmachu. Czasem mam nawet wrażenie, że zaraz wejdzie do niego – uśmiechnięty, pewnym krokiem, jak zawsze. A może tak powtórzyć „Marku, Twoje Foyer” w reżyserii Roberta Drosławskiego?”



