startAktualnościKto szkodzi De Cecco w internecie? Argentyńczyk obrywa za nie swoje wpisy

Kto szkodzi De Cecco w internecie? Argentyńczyk obrywa za nie swoje wpisy

Bezprecedensowa sytuacja na X.

Wysłane przez Kamil Bednarski | sty 27, 2026 | Częstochowa | 4 min czytania

Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa po wczorajszej porażce z InPost ChKS-em Chełm zakopał się na dnie tabeli, w strefie spadkowej PlusLigi. Katastrofalna postawa drużyny naszpikowanej gwiazdami zadziwia siatkarską społeczność, która rok wcześniej obserwowała zupełnie inne oblicze Norwida. Przedsezonowa zmiana na ławce trenerskiej zburzyła siłę i charakter zespołu oraz ruszyła domino niefortunnych wydarzeń, które może skończyć się katastrofą. Marazm błękitno-granatowych jest tym bardziej zastanawiający, że przecież latem wymieniony został tylko jeden element układanki podstawowego składu, nie uwzględniając zamieszania w formacji libero.

Ruch wymuszony odejściem Quinna Isaacsona miał pozwolić Częstochowianom wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Nad ulicę Żużlową zawitał bowiem Luciano De Cecco, czyli legenda tego sportu. Niestety, 37-latka stać jedynie na przebłyski. Reprezentant Argentyny mimo dobrego występu na mundialu przez większość dotychczasowych spotkań na polskich parkietach był cieniem samego siebie. Dopiero ostatnie tygodnie były delikatną zwyżką formy byłego rozgrywającego włoskiej Modeny. Wczoraj jednak De Cecco znów nie pomógł kolegom w wygraniu arcyważnego w kontekście utrzymania starcia, a bałagan wokół medalisty Igrzysk Olimpijskich przeniósł się z boiska do internetu.

Poniedziałkowy blamaż z beniaminkiem doprowadził do eskalacji niezadowolenia kibiców, jak i nieprzechylnych opinii ekspertów, czy to dotyczących poszczególnych siatkarzy, czy też prezesa Łukasza Żygadły. A niemałych rozmiarów fala krytyki pod adresem De Cecco spotkała się z reakcją. Kogo? De Cecco? Nie, nie. Konkretnie to prowadzącego profil De Cecco, a nie samego zawodnika, o czym użytkownicy serwisu mogą się dowiedzieć dopiero po przetłumaczeniu jego biogramu: „Prowadzone przez osoby trzecie. Nie biorę odpowiedzialności za to, co jest pisane na tym koncie!”. De facto wpisy konta posiadającego 60 tysięcy obserwujących i nieoznakowane jako nieoficjalny profil w samej nazwie, przez znaczną część odbiorców wciąż są postrzegane jako stanowisko samego siatkarza. A to staje się problemem w momencie, kiedy publikowane są treści ośmieszające zainteresowaną stronę.

„Na każdy dziwny skuteczny manewr z Popielą przypada jedno głupie schowanie rąk przez De Cecco” – stwierdził w jednym z tweetów Piotr Złoch z podcastu Szósty Set. Ta teza nie została właściwie zrozumiana przez prowadzącego konto argentyńskiego siatkarza, który zareagował ostro: Luciano nie ma nic wspólnego z tym, co mówisz! Dalej, frustracie, pisz kolejne rzeczy, nie mając żadnego pojęcia! . A takich wątków możemy się doliczyć przynajmniej trzech.

„Sfrustrowani zawodnicy zawsze obgadują innych. Co za parodia siatkówki” – odpowiedział anonimowy admin profilu na szpilkę wbitą przez Andrzeja Wronę, który w poniedziałkowy wieczór ironicznie zapytał: „A co jeśli właśnie SPADKU brakuje argentyńskiemu rozgrywającemu do skompletowania „osiągnięć”? Były reprezentant Polski nieświadomy, że tak naprawdę nie rozmawia z dawnym kolegą z parkietu, odparł: „Uwielbiam twój talent i osiągnięcia, ale nie podoba mi się twój brak dystansu. Uspokój się. Więcej poczucia humoru”. Wkręcone osoby możemy liczyć w setkach, jeśli nie tysiącach. Rozprzestrzenione po innych serwisach screenshoty z dyskusji fałszują obraz utytułowanego rozgrywającego, który według medialnych doniesień, ma niebawem wrócić do Rosji.

O tym, że osoba lub osoby odpowiedzialne za profil siatkarza Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa są mu stosunkowo bliskie, możemy wywnioskować po wpisach zawierających zakulisowe informacje. W nich między wierszami da się odczytać uzasadnienie potrzeby posiadania „adwokata” na sytuacje, w których dobre imię Luciano zostaje naruszane. „Piszcie sobie, co chcecie, on już wie, z jaką nienawiścią się zawsze spotyka, dlatego trzymał się z daleka od mediów społecznościowych” . Sęk w tym, że żaden z komentarzy do tej pory nie postawił siatkarza w gorszym świetle, od nasyconych syndromem „oblężonej twierdzy” postów publikowanych przez jego znajomych. I to nie tylko w oczach kibiców czy dziennikarzy.

Bo jak zareagować mogą koledzy z drużyny, kiedy zobaczą, że za czyimś pośrednictwem ten bardziej doświadczony zrzucałby z siebie odpowiedzialność tekstem: „Nie wiedziałem, że Luciano gra w tenisa! Myślałem, że to sport zespołowy! Dawaj, pisz dalej o innych! Gadają, nie mając pojęcia… Wszystko to Luciano, a reszta nie istnieje!” Brzmi to przynajmniej jak: „Dlaczego ja, a nie oni?”. W drużynie walczącej o przetrwanie kolejne podziały, nieporozumienia czy gesty naruszające jedność i dyscyplinę są dziś najmniej potrzebne.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo