startBlogGorzki powrót do ligowego grania. Raków słabszy od Wisły Płock

Gorzki powrót do ligowego grania. Raków słabszy od Wisły Płock

Raków Częstochowa przegrał z Wisłą Płock 2:1 w ramach 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 27, 2025 | Piłka nożna | 8 min czytania

Nie takiego meczu oczekiwali zgromadzeni na zondacrypto Arenie kibice czerwono-niebieskich. Po całkiem niezłym meczu w eliminacjach do Ligi Konferencji UEFA Raków tym razem poległ w katastrofalnym stylu.

Powrót Ekstraklasy na Limanowskiego

Medaliki rozpoczęły granie na własnym stadionie w PKO BP Ekstraklasie. Częstochowianie podejmowali w niedzielne popołudnie Wisłę Płock. Ostatni mecz obu ekip miał miejsce właśnie na „Limance”, 5 listopada 2022 roku, kiedy to maszyna Marka Papszuna zdemolowała płocczan aż 7:1. Jednak warto pamiętać, że każdy kolejny mecz to zupełnie inna historia, a ta opowiedziana przez futbolowych bogów 27 lipca była zgoła odmienna.

Komora maszyny losującej jest pusta, a więc zmiana składu

Trener Marek Papszun dokonał aż sześciu zmian w porównaniu do wyjściowej jedenastki na pucharowe starcie z MSK Žilina. Mając na uwadze, że częstochowianie wypracowali sobie sporą zaliczkę przed czwartkowym rewanżem w eliminacjach europejskich pucharów, kibice mogli być lekko zaskoczeni aż taką ilością zmian względem tego, co mogli obejrzeć w ostatnim meczu przy Limanowskiego. W obronie – debiutant w oficjalnym meczu Apostolos Konstantopoulos, a w środku pola kolejny debiutant w pierwszej jedenastce – Ibrahima Seck. Na wahadłach Srdjan Plavšić oraz Adriano Amorim i w końcu z przodu Leonardo Rocha i Lamine Diaby-Fadiga. Tak, warto dać odpocząć niektórym piłkarzom, ale czy konieczna była wymiana ponad połowy składu? Fakt, że Medaliki mierzyły się dzisiaj z beniaminkiem, mógł również rzutować na ilość roszad, ale to właśnie mecze z takimi przeciwnikami często dają się dość mocno we znaki faworyzowanym ekipom.

Niezły początek, niemrawa Wisła

Co tu dużo gadać – atmosfera na stadionie w Częstochowie jak zwykle sprzyjała. Pełne trybuny, kapitalny doping i serca przepełnione nadzieją po ostatnim zwycięstwie. Przeciwnik czysto teoretycznie słabszy, bez wyróżniających się postaci, ale z poczuciem obowiązku wykonania solidnej roboty na tle wicemistrzów Polski. Raków zaczął metodycznie, a więc powoli, już w takim swoim stylu – na uśpienie przeciwnika i wykonanie mocnego ruchu, tego uderzenia, które zachwieje w posadach obroną płocczan. Jednakże to nie po wyśmienitej, wręcz z iście chirurgiczną precyzją akcji Medaliki objęły prowadzenie, a po błędzie przy wybiciu Daniego Pacheco. Michael Ameyaw przejął piłkę, a następnie wymuskanym podaniem obsłużył Lamina Diaby-Fadigę. Ten ze skraju pola karnego uderzył po długim słupku, nie do obrony dla bramkarza gości i to Raków objął prowadzenie. Wisła popełniała wiele prostych błędów. Nieudane wybicia, złe przyjęcia, ale częstochowianie nie do końca potrafili to wykorzystać. Można było odnieść wrażenie, że spotkały się dwa zespoły, w których szeregi wkradło się dość sporo chaosu.

Trelowski ratuje, Trelowski psuje

Chwila nieuwagi potrafi odwrócić przebieg spotkania. Moment rozkojarzenia, może bycie myślami gdzie indziej – w takiej sytuacji katastrofa może wychylić się zza rogu. To właśnie wydarzyło się jeszcze w pierwszej połowie za sprawą Adriano Amorima. Brazylijczyk podczas walki o górną piłkę z Łukaszem Sekulskim postawił stempel na nodze Polaka i
sędzia Paweł Raczkowski po interwencji VAR-u podyktował jedenastkę dla gości. Na całe szczęście w bramce Rakowa jest człowiek od zadań specjalnych, który już nie raz ratował Medalików przed utratą gola z jedenastu metrów. I tak było i tym razem, chociaż tutaj bardziej nie popisał się Sekulski, niż świetną interwencją wykazał się Trelowski, ale nie możemy odbierać Kacprowi tego, że rzut karny wyłapał. Piłkarz Wisły Płock udowodnił, że ze skradania się do oddania strzału z białej kropki zazwyczaj nic nie wychodzi.

Bramkarz gospodarzy zebrał zasłużone gratulacje od kibiców i kolegów z drużyny, jednak chwilę później… no właśnie. Paweł Raczkowski odgwizdał faul w odległości około 25 metrów od bramki golkipera Medalików, a do piłki podszedł Iban Salvador i wyrównał wynik spotkania po uderzeniu ze stojącej futbolówki. I tutaj niestety Trelowski się nie popisał, bo uderzenie powędrowało w róg, który pilnował. Strzał co prawda był precyzyjny, ale bramkarz pokroju Kacpra Trelowskiego takie uderzenia powinien bronić. Do przerwy zatem gospodarze remisowali na własnym stadionie z Wisłą 1:1.

Słabiutki Seck, przeciętny Konstantopoulos

Łącznie czterech zawodników zagrało dziś po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce. Byli to Leonardo Rocha, Lamine Diaby-Fadiga oraz Konstantopoulos i Ibrahima Seck. Skupmy się jednak na tej ostatniej dwójce. Chciałoby się powiedzieć „ależ to były wejścia!”, ale niestety – nie były zbytnio warte uwagi. Jak jeszcze występ greckiego obrońcy można zaliczyć do w miarę udanych, ponieważ nie popełnił żadnego wyraźnego błędu i był dość mocny fizycznie na tle przeciwników, tak występ Senegalczyka pozostawił wiele do życzenia. Szybko złapana żółta kartka w pierwszej połowie spowodowała, że musiał grać asekuracyjnie i z głową, a było po nim widać, że stres niestety mu towarzyszył. Kilka błędów w przyjęciu czy wyprowadzeniu, a czarę goryczy przelał faul w drugiej części gry, po którym co prawda sędzia Raczkowski się zlitował i nie odesłał go do szatni, ale chwilę po tym zdarzeniu to Marek Papszun oddelegował środkowego pomocnika pod prysznic.

Zagubiony Ariel

Zdecydowanie to nie był dobry mecz w wykonaniu Ariela Mosóra. Nerwowy w obronie, nieporadny przy wyprowadzaniu. Popełniał błędy, a jeden z nich spowodował utratę bramki przez Raków, kiedy to najpierw przegrał pojedynek główkowy z Łukaszem Sekulskim, a następnie złamał linię spalonego po zagraniu – notabene – Sekulskiego. Również samo zachowanie obrońcy Medalików było dość niemrawe. Mosór stał w miejscu jak wryty, nie próbując doskoczyć do któregokolwiek z atakujących przeciwników.

Całokształt na 2 z minusem

Ciężko wyróżnić któregoś z zawodników Marka Papszuna w kontekście tego przegranego meczu. Amorim próbował dryblować, ale nie przynosiło to żadnego efektu. Plavsić był cieniem zawodnika, którego pamiętamy chociażby z sezonu, kiedy Raków grał w Lidze Europy. Fadiga – mimo zdobycia ładnego gola – nie był w stanie później poradzić sobie z przeciwnikami. Rocha? Kompletnie niewidoczny i ta zmiana w przerwie za Patryka Makucha nie dziwi nikogo. Zmiennicy? Struski zagrał kolejny mecz z głową w chmurach. Diaz chciał, ale nie mógł, co zresztą nie powinno dziwić. Makuch, mimo całkiem przyzwoitego meczu z Żiliną, dzisiaj nie dał rady na tle beniaminka. Patryk na pozycji numer 10 powinien być alternatywą, a nie powoli stającą się normą.

Na plus można wyróżnić, tak jak wyżej, Apostolosa Konstantopoulosa oraz Oskara Repkę. Oboje zaliczyli całkiem przyzwoite zawody, ale niestety to o wiele za mało, żeby wygrać mecz z przeciwnikiem, który zostawia serce na boisku.

Wrzutka wrzutkę wrzutką pogania

Stały schemat Rakowa od dłuższego czasu. Jak nie idzie, to dośrodkowania w pole karne. Ile dzisiaj tych centr zostało posłanych w szesnastkę Wisły Płock, a ile z nich było minimum przyzwoite? Z jednej strony Plavsić, który nie zagrał ani jednego dobrego dośrodkowania – grał albo za mocno, albo na tyle lekko, że piłka nie przechodziła nawet przez pierwszego obrońcę. Z drugiej strony (już po zmianie) Erick Otieno, który robił dokładnie to samo, z tym wyjątkiem, że miał chociaż siłę cały czas dogrywać tak, żeby piłka przechodziła najbliżej ustawionego przeciwnika. Cały sztab Medalików powinien zrobić coś z tymi dośrodkowaniami, bo totalnie nic nie przynoszą, a w innych meczach może przez to uciekać więcej punktów.

Przekombinowanie i brak pomysłu

Trzeba powiedzieć wprost. Sztab dzisiaj przekombinował w kontekście składu, który wypuścił do boju. Sezon dopiero się zaczął, zawodnicy rozegrali tylko dwa mecze, potyczka pucharowa na plus z niezłą zaliczką, a mimo wszystko, tak duże roszady. Oczywiście, zawodnicy powinni się ogrywać, jednakże takie mecze często i gęsto mogą zaważyć w dalszej części sezonu. Jesteśmy na samym początku zmagań Ekstraklasy i Raków już zalicza dość mocne potknięcie. Dlatego teraz najważniejsza jest reakcja całego sztabu oraz zespołu. Czerwono-niebiescy muszą być mocni przed własną publicznością. Przeciwnicy, którzy przyjeżdżają na Limanowskiego, powinni się bać tego, co ich czeka, a dzisiaj Wisłę czekał w miarę spokojny mecz, który wygrali, zabierając ze sobą trzy punkty do Płocka. Teraz czas na wyciągnięcie wniosków i skoncentrowanie się na kolejnym spotkaniu.

NASZE STUDIO POMECZOWE:

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo