Raków wraca z tarczą. Ważny punkt wywalczony na trudnym terenie
W 3. kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji Europy Raków Częstochowa zremisował ze Spartą Praga 0:0.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lis 7, 2025 | Piłka nożna | 8 min czytania

Spis treści:
Europejski raport
Tak jak w poprzedniej kolejce LKE, tak samo w tej – wszystkie polskie ekipy rozgrywały swoje mecze na wyjazdach. Emocji było co niemiara, a polscy kibice mogą mieć powody do niezadowolenia z poczynań pucharowiczów.
Celje – Legia
Pierwsze na boiska wybiegły drużyny Rakowa i Legii. Ekipa pod wodzą tymczasowego trenera Iñakiego Astiza pojechała na Słowenię, gdzie mierzyła się z aktualnym liderem tamtejszej ligi – NK Celje. Początek spotkania ułożył się wyśmienicie dla stołecznego klubu, bo już w 17. minucie swoją debiutancką bramkę dla Legii zdobył Kacper Urbański. Do przerwy Wojskowi utrzymali korzystny wynik. W drugiej części spotkania Legioniści zaczęli mocno i agresywnie, kilkukrotnie zagrażając bramce Žana Lebana, ale bramkarz słoweńskiej drużyny miał dzisiaj swój dzień i kapitalnie ustawiał się przy strzałach zawodników Legii. Jak to w piłce – niewykorzystane okazje lubią się mścić i Celje doprowadziło do wyrównania w 72. minucie, a pięć minut później, za sprawą kapitalnego uderzenia z woleja z okolic 30. metra, Žan Karničnik pokonał Kacpra Tobiasza po raz drugi. Tym samym Legia, mając mecz praktycznie pod kontrolą, wypuściła zwycięstwo z rąk.
Rayo – Lech
Mistrz Polski udał się do Madrytu, gdzie mierzył się z ósmą siłą poprzedniego sezonu La Liga – Rayo Vallecano. Ku zaskoczeniu wszystkich kibiców zgromadzonych na stadionie, to Lech rozpoczął strzelanie na Vallecas. Za sprawą Luisa Palmy już w 11. minucie Kolejorz wyszedł na prowadzenie, a niespełna pół godziny później drużyna z Poznania podwyższyła na 2:0 po bramce Antoniego Kozubala. Do przerwy w Madrycie byliśmy świadkami niemałej niespodzianki. Niemniej gospodarze w drugiej części meczu wzięli się ostro do pracy. W 58. minucie bramkę kontaktową zdobył Isi Palazón. W 83. minucie, po festiwalu błędów w obronie Lecha, wprowadzony dosłownie trzy minuty wcześniej Jorge de Frutos doprowadził do wyrównania. Wydawało się, że wynik remisowy utrzyma się do końca, ale w ostatniej akcji meczu kapitalnym passem przez ponad połowę boiska popisał się Pathé Ciss, a Álvaro García idealnie przyjął piłkę i pokonał Bartosza Mrozka płaskim strzałem. Dramat Lecha – z 0:2 do 3:2 – stał się faktem.
Shkendija – Jagiellonia
Jagiellonia wybrała się na swój mecz do Macedonii, a tam czekała na nią Shkëndija Tetowo. Duma Podlasia wydawała się być faworytem w tej potyczce, choć – jak już powszechnie wiadomo – w Europie nie ma już słabych drużyn. Warto zaznaczyć, że od początku w składzie Jagiellonii zameldował się były gracz Rakowa – Dawid Drachal. Do przerwy nie działo się zbyt wiele, o czym mogą świadczyć statystyki – 0 celnych strzałów po stronie gospodarzy i 1 celny po stronie gości. Po zmianie stron to mistrz Macedonii zadał pierwszy cios. Po rzucie rożnym w 49. minucie i zagraniu na krótki słupek, Liridon Latifi pokonał strzałem głową Miłosza Piekutowskiego i na stadionie National Arena Toshe Proeski w Skopje gospodarze prowadzili 1:0. Jagiellonia w czwartkowy wieczór nie grała zbyt intensywnie, co przekładało się na wydarzenia boiskowe. W 97. minucie za symulowanie w polu karnym drugą żółtą kartkę zobaczył Jesús Imaz i musiał opuścić boisko przed końcem meczu. Sędzia tych zawodów doliczył w sumie siedem minut do podstawowego czasu gry, ale przez przerwy graliśmy ciut dłużej – i w końcu, w 100. minucie, po przepięknym, sytuacyjnym strzale zza pola karnego, Jagiellonia wyrównała za sprawą Sergio Lozano, tym samym ratując jeden punkt.
Powrót Tudora, pierwszy skład Zycha
Na godzinę przed meczem w Pradze poznaliśmy skład Medalików. Ku zaskoczeniu pewnie niejednego kibica, w wyjściowej jedenastce mogliśmy zobaczyć Frana Tudora. W trakcie pucharowego meczu z Cracovią na Limanowskiego 83 kapitan Medalików opuścił boisko w przerwie spotkania z kontuzją, a pierwsze sygnały odnośnie jego zdrowia mogły budzić lekki niepokój. Na szczęście uraz nie był na tyle poważny, by wykluczyć wahadłowego Rakowa na dłużej – i na spotkanie ze Spartą Fran był gotowy, aby pomóc drużynie.
Oliwier Zych, po tym jak wskoczył do pierwszego składu w wygranym meczu z Lechią i kapitalnych występach z Cracovią oraz Jagiellonią w Białymstoku, zameldował się na dobre między słupkami Rakowa. Bramkarz wypożyczony z Aston Villi udowodnił wszystkim, że warto na niego stawiać – i w ten oto sposób zobaczyliśmy młodego golkipera w meczu w stolicy Czech.
Statyczna Sparta, groźny Haraslín
Wicelider czeskiej ekstraklasy zaczął dość agresywnie. Pierwsze zagrania Bordowych to bezpardonowe wejścia i chęć pokazania Medalikom, że nie przyjechali na mecz, w którym będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Sparta próbowała narzucić swój styl i prowadzenie gry, ale ekipa Marka Papszuna bardzo umiejętnie organizowała swoje poczynania, starając się neutralizować groźne zapędy Czechów już w zarodku. Czerwono-niebiescy od czasu do czasu próbowali przejmować inicjatywę w spotkaniu, co swoje odzwierciedlenie miało po raz pierwszy w 17. minucie meczu, kiedy to Karol Struski oddał pierwszy celny strzał zza pola karnego.
Trener Sparty Brian Priske w 24. minucie został zmuszony do dokonania pierwszej zmiany w swoim zespole – w miejsce kontuzjowanego Albiona Rrahmaniego pojawił się stary, dobry znajomy z ekstraklasowych boisk, grający niegdyś w Lechii Gdańsk – Lukáš Haraslín. Były zawodnik Lechitów po wejściu na boisko wprowadził niemałe zamieszanie, a obrońcy Rakowa musieli mieć się na baczności. Po akcji Słowaka z 33. minuty piłka wylądowała w siatce Medalików, ale sędzia odgwizdał spalonego. Niemniej jednak to właśnie Haraslín był najbardziej aktywnym zawodnikiem gospodarzy – to po jego akcjach z końcówki pierwszej połowy Oliwier Zych bronił bardzo groźne strzały, które mogły zakończyć się golami dla Spartan.
Raków kapitalny w obronie
Czerwono-niebiescy zagrali fantastyczne zawody w formacji defensywnej. Sparta nie mogła rozwinąć skrzydeł w ofensywie ze względu na ogromne zaangażowanie i umiejętne ustawianie się poszczególnych formacji Rakowa w fazie bronienia. Każdy z zawodników Marka Papszuna wywiązywał się ze swoich zadań w obronie w sposób iście fenomenalny. Czesi nie byli w stanie znaleźć odpowiedniej ilości miejsca, żeby zagrozić Medalikom. Bordowi mieli w zamyśle grę podaniami prostopadłymi, jednak obrońcy Rakowa umiejętnie blokowali ścieżki do takich zagrań, co powodowało, że prażanie zmuszeni byli do gry w ataku pozycyjnym, w którym Raków w czwartkowy wieczór czuł się jak ryba w wodzie. Szczególne pochwały należą się Karolowi Struskiemu i Bogdanowi Racovitanowi – to oni byli wyjątkowo aktywni w poczynaniach destrukcyjnych. Pewni w swoich interwencjach, a także potrafiący w odpowiednim momencie uspokoić grę i rozegrać akcję.
Ofensywa bez większego błysku
Oprócz strzału Karola Struskiego z pierwszej części meczu, Raków nie miał zbyt wiele do powiedzenia w akcjach ofensywnych. Co prawda, na początku drugiej połowy po podaniu z głębi pola Struskiego w kierunku Jonatana Brauta Brunesa, Norweg miał okazję na oddanie strzału, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 61. minucie bramkarz gospodarzy wyciągał piłkę z siatki po strzale Michaela Ameyawa, ale gol nie został uznany ze względu na pozycję spaloną. Najlepszą sytuację na wyjście na prowadzenie Medaliki miały po rzucie rożnym podyktowanym w 88. minucie, kiedy to Apostolos Konstantopoulos wyskoczył najwyżej do piłki i po strzale głową futbolówka wylądowała na słupku.
Ważny punkt
Pewnie większość kibiców wzięłaby jeden punkt w spotkaniu ze Spartą przed meczem w ciemno. Wymagający rywal, trudny teren, a jednak ekipa pod wodzą Marka Papszuna pokazała w czwartkowy wieczór ogromny charakter – cały zespół zostawił mnóstwo sił i przede wszystkim kawał serducha na boisku, za co należą się ogromne brawa. Ten punkt w kontekście dalszej walki w LKE może okazać się na wagę złota, a patrząc na następnych rywali, wzrasta prawdopodobieństwo, że Raków wywalczy bezpośredni awans do 1/8 finału. „Mecz z takim rywalem wymaga poświęcenia i charakteru. Doceniam ten wysiłek zawodników i serce jakie włożyli. Bo tylko dla widza telewizyjnego jest tak prosto odebrać piłkę takiemu rywalowi” – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Marek Papszun.
Raków się nie zatrzymuje – już w niedzielę czerwono-niebiescy wybiorą się do Kielc, gdzie zmierzą się z Koroną w ramach 15. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Zapraszamy do obejrzenia naszego studia po meczu Sparta – Raków, które znajduje się poniżej.




