GKS pokonuje Cracovię i zalicza spory awans w tabeli
Zacięta walka w środku tabeli trwa. Choć najwięcej emocji – w dobie zbliżającego się polskiego klasyku, po którym Lech może wyprzedzić Raków – budzi to, co dzieje się na samym szczycie, to drużyny pewne utrzymania w Ekstraklasie wciąż biją się o jak najwyższe lokaty. Bo wiadomo – im wyższe miejsce na koniec, tym większa gratyfikacja finansowa, a to zawsze mile widziany zastrzyk gotówki przed nowym sezonem. GKS Katowice po wyrównanym starciu pokonał Cracovię awansując aż o trzy miejsca w tabeli.
Wysłane przez Igor Grzesiak | maj 11, 2025 | Piłka nożna | 3 min czytania

GKS Katowice – Cracovia 2:1
Bardziej ekstraklasowo to spotkanie otworzyć się nie mogło, albowiem już w 2. minucie GKS cieszył się z bramki, którą zdobył po zamieszaniu powstałym oczywiście po najgroźniejszym stałym fragmencie gry na polskich boiskach: wyrzucie z autu. Dla każdego, kto choć trochę pograł w życiu w FIFĘ, podobne zamieszania — tak zwane „wylewy” w polu karnym — to chleb powszedni.
W ogóle kibice, którzy zamiast niedzielnego rosołu uznali, że wybiorą się na mecz na nowo otwartym stadionie w Katowicach, na nudę specjalnie narzekać nie mogli. Biorąc pod uwagę intensywność boiskowych zmagań, naprawdę trudno było odnieść wrażenie, że obie drużyny mogą już spokojnie dograć sezon do końca w papciach i z zimnym piwkiem w ręku. Słynnych cech wolicjonalnych odmówić im nie sposób. Zarówno GKS, jak i Cracovia potrafią pokazać więcej niż tylko zwykłą kopaninę. I właśnie takie spotkanie przyszło nam oglądać. Po stracie bramki, Pasy cierpliwie budowały ataki pozycyjne, szukając wyrównania, z wiarą, że metodyczność i spokój zaprowadzą je do celu. Gospodarze z kolei szansy na podwyższenie wyniku upatrywali głównie w kontratakach — szybkich, prostych i bez zbędnych ceregieli.
To Cracovia przejęła inicjatywę — Kudła między słupkami kilkukrotnie ratował GKS z opresji, ale w 36. minucie goście w końcu przełożyli swój dobry fragment na konkrety. Do siatki trafił jedyny Irakijczyk w Ekstraklasie – Amir Al-Ammari. Chwilę później Kuusk w polu karnym postanowił popisać się inteligencją boiskową godną Sergio Busquetsa i kompletnie bez sensu pchnął Filipa Rózgę, który znajdował się już właściwie poza boiskiem. Mimo wszystko sędzia Damian Kos nie zdecydował się wskazać na wapno.
Druga połowa toczyła się już w nieco spokojniejszym tempie. Trenerzy długo zwlekali ze zmianami, ale zarówno GKS, jak i Cracovia konsekwentnie realizowały swój pomysł na to spotkanie. Dużo pressingu i walki o pozycje. Więcej konkretów było jednak po stronie gospodarzy. Co cieszy najbardziej – zaangażowanie i energia szczególnie biły od młodych gniewnych. Rózga, Drachal, Kowalczyk – brawo panowie, tak to właśnie powinno wyglądać.
Mecz w 79. minucie rozstrzygnął Oskar Repka. Zawodnik, którego w ostatnich tygodniach bacznie obserwuje Widzew Łódź, wzbił się w powietrze, a obrońcy Cracovii mogli co najwyżej odbić się od tego silnie zbudowanego „byka” jak tyczki. W efekcie GKS przeskakuje aż o trzy pozycje i ląduje na siódmym miejscu, co tylko dobitnie pokazuje, jak wielki chaos i ścisk panuje w środku tabeli. Trzeba przyznać, że niedzielne spotkania dobrze nas rozgrzały przed dzisiejszymi derbami Polski.



