startBlogDawid Szulczek pod lupą

Dawid Szulczek pod lupą

Popularne powiedzenie mówi: „Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem Ci kim jesteś”. W przypadku trenera klubu piłkarskiego można sparafrazować to słowami: „Pokaż mi swoich współpracowników, a powiem Ci kim jesteś”. Przyjrzyjmy się więc bliżej nowemu asystentowi trenera Rakowa Łukasza Tomczyka – Dawidowi Szulczkowi.

Wysłane przez Dariusz Mrowiec | sty 4, 2026 | Piłka nożna | 9 min czytania

Już jako dziecko wiedział

Są ludzie, którzy w wieku 50 lat wciąż nie wiedzą, co chcieliby robić w życiu. Są i tacy, którzy jak Dawid Szulczek już w podstawówce mieli w głowie ułożony plan na całe życie. 35-letni szkoleniowiec w wywiadzie dla portalu „Weszło” z końca października zeszłego już roku mówił tak: „Już w podstawówce miałem taką wizję siebie, że najpierw parę lat pogram w piłkę, a potem pójdę w stronę trenerki. W licealnych czasach wierzyłem, że mogę być dużo lepszym szkoleniowcem niż zawodnikiem”. Szulczek w czasach juniorskich był nawet kapitanem Ruchu Chorzów, jednak bardzo szybko porzucił karierę piłkarską na rzecz trenerskiej: „Zacząłem od szkolenia dzieci. Pomagałem mojemu trenerowi w okręgówce. Następnie trafiłem jako asystent do Górnika Wesoła. Miałem 23 lata. I później jakoś tak to poszło”.

Rwący nurt Warty

Następnie Szulczek został asystentem w Rozwoju Katowice i Wigrach Suwałki, które to kluby zanotowały w tym czasie najlepsze wyniki w swojej historii. Potem przez rok pracował w Stali Mielec w tej samej roli i ponad pół roku w Wiśle Kraków. W sierpniu 2020 roku w końcu doczekał się posady pierwszego trenera w II-ligowych wówczas Wigrach. Doprowadził zespół do baraży, w których jego drużyna poległa 6:4 z KKS-em Kalisz. Po zwolnieniu Piotra Tworka po kilku kolejkach sezonu 2021/22 przejął ekstraklasową Wartę Poznań, którą spokojnie utrzymał w elicie. Rok później skończyła ona rozgrywki na ósmym miejscu, mimo że skład którym dysponował Szulczek bardziej predestynował do walki o utrzymanie.

Warta grała pragmatyczną piłkę, opartą głównie na grze z kontry i skuteczną w obronie, tracąc w całym sezonie jedynie 35 bramek. Zaczęto wtedy łączyć urodzonego w Świętochłowicach szkoleniowca z mocniejszymi drużynami. Został on jednak w klubie z Poznania, co skończyło się źle dla obu stron. W ostatnich trzech kolejkach drużyna nie zdobyła nawet punktu i przy niespodziewanej wygranej Korony Kielce na wyjeździe z Lechem Poznań spadła z Ekstraklasy. Uczciwie trzeba przyznać, że Szulczek i tak wykonał wtedy kawał dobrej roboty, gdyż skład Warty należał do najgorszych w lidze. Świadczy o tym to, że po odejściu trenera, rok później klub z hukiem spadł do II ligi, kończąc sezon na przedostatnim miejscu Betclic 1. Ligi. Szulczek wspomina ten okres następująco: „Było trochę zamieszania z odejściem i powrotem właściciela. Pojawiły się turbulencje, poślizgi w płatnościach. Zrobiło się zamieszanie. Na kilka kolejek przed końcem sezonu tak naprawdę kończysz pracę, bo ogłaszają nowego trenera […] Wcześniej było biednie, ale wszyscy trzymali się razem. W pewnym momencie przestali się trzymać. Skończyło się tragicznie, spadkiem” – mówił dla Weszło.

Trudna relacja z Ruchem

Po tych wydarzeniach Szulczek musiał przełknąć gorycz porażki i ograniczyć swoje ambicje oraz marzenia o angażu w drużynie z czołówki Ekstraklasy, czy w zagranicznym klubie. Ostatecznie pod koniec sierpnia 2024 roku wylądował w pierwszoligowym Ruchu Chorzów, gdzie wygrał aż 12 z 15 pierwszych spotkań! Wynik jak na realia Betclic 1. Ligi imponujący. W rundę wiosenną zespół jednak nie wszedł dobrze po remisie z Pogonią Siedlce, w kolejnym meczu doznając blamażu na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskiem z Wisłą Kraków 0:5. W marcu i kwietniu po czterech porażkach ligowych z rzędu zespół stracił realną szansę na awans. Ostatecznie Ruch prowadzony przez Szulczka skończył tamten sezon na niezadowalającym włodarzy klubu 10-tym miejscu. Mimo to, trener utrzymał posadę, jednak nie na długo. Zaledwie po trzech kolejkach nowego sezonu, w których drużyna zdobyła 4 punkty, postanowiono się pożegnać z 35-letnim szkoleniowcem. W wywiadzie z „Weszło” tak podsumowuje okres pracy w Chorzowie: „To klub dzięki któremu narodziła się we mnie pasja do piłki. Podchodziłem do tego tematu bardziej sercem niż głową […]. W relacjach tak czasami bywa, że strony nie pasują do siebie. My w Ruchu też do siebie nie pasowaliśmy. Muszę znaleźć miejsce gdzie moja wizja funkcjonowania będzie odpowiadała działaczom, włodarzom i szatni. Albo takie, gdzie ludzie zarządzający zespołem pozwolą mi trochę zmienić szatnię, jeżeli będzie taka potrzeba”.

Ocena pracy trenerskiej

Podsumowując dotychczasową pracę szkoleniową Dawida Szulczka jako asystenta trenera należy ocenić ją pozytywnie. Pracując w Górniku Wesoła, Rozwoju Katowice i Wigrach Suwałki kluby te osiągały swoje najlepsze wyniki w historii. Będąc asystentem w Stali Mielec skończyła ona rozgrywki sezonu 2018/19 zaplecza Ekstraklasy jedynie za plecami Rakowa Częstochowa i ŁKS Łódź. Potem przez ponad pół roku pracował jako asystent pod Wawelem i w rozmowie z Weszło podsumował to następująco: „Właściciele klubu podczas mojej pracy w Wiśle byli zadowoleni z naszej pracy, bo podnieśliśmy zespół po siedmiu porażkach, Wisła zaczęła strzelać więcej goli i utrzymała się w lidze”. Jako główny trener w Wigrach Suwałki spisał się dobrze doprowadzając drużynę do baraży. W Warcie Poznań przez dwa sezony robił wyniki ponad stan, a w ostatnim sezonie, gdy drużyna spadła z ligi zabrakło im jednego punktu do utrzymania. Potencjał tamtej drużyny wykorzystał – jak pokazały późniejsze losy jej zawodników – na maksa, a do utrzymania zabrakło odrobiny szczęścia.

Ostatni klub, jaki prowadził, czyli Ruch Chorzów, radził sobie pod jego wodzą przeciętnie, a sam Szulczek patrzył na tę sprawę tak: „Zwalnianie trenera po trzech meczach, gdy zdobyłeś cztery punkty, a masz przed sobą spotkanie z drużyną ze strefy spadkowej, nie jest według mnie w porządku. […] Uważam, że można było zakomunikować po sezonie, że mnie po prostu w klubie nie chcą. Tym bardziej, że jeszcze w maju miałem telefony i mogłem podjąć się innego projektu”. Całościowo ocenę kariery Szulczka zarówno jako asystenta trenera jak i pierwszego szkoleniowca drużyny trzeba ocenić zdecydowanie na plus.

Ziemia obiecana

Ostatecznie po kilku miesiącach bez pracy po Szulczka jako swojego asystenta sięgnął Łukasz Tomczyk. Obaj panowie już wcześniej mogli się spotkać, gdy były trener Warty pozostawał bezrobotny. 35-latek również miał już w swoim życiu epizod związany z Rakowem Częstochowa, o czym wspominał w wywiadzie dla Weszło sprzed 2,5 miesiąca: „W przeszłości byłem na stażu u Marka Papszuna w Rakowie, jeszcze zanim pracowałem jako asystent w Wiśle Kraków. […] W ostatnich dniach przyglądam się pracy w Polonii Bytom. […] Polonia robi coś bardzo ciekawego przy ograniczonym budżecie […]. Raków już kilka lat temu obserwowałem pod kątem organizacji”. Nie brakło również ciepłych słów w stronę byłego już trenera Medalików: „Trenera Papszuna można nazwać pionierem, jeśli chodzi o wprowadzanie modelu taktycznego i zasad gry”. W kontekście tych słów nie dziwi, że Szulczek przyjął ofertę Rakowa. Jeszcze kilkanaście tygodni temu Szulczek mówił tak: „Czuję, że jestem teraz w momencie, w którym muszę się podnieść i odbudować w dobrym miejscu. Nie jest ze mną na pewno tak źle, jak piszą niektórzy. Nie jest tak, że teraz czeka mnie tylko zjazd po równi pochyłej. Mam świadomość, że nie pracowałem jeszcze w klubie, w którym mógłbym zrobić coś więcej”. Niespełna trzy miesiące później Szulczek trafił do Rakowa, który jest dobrym miejscem do rozwoju. Zamiast równi pochyłej trafia na trampolinę, z której może się wybić wysoko w górę.

Od asystenta do pierwszego trenera Rakowa?

Transfer ten wydaje się z korzyścią zarówno dla byłego trenera Warty, dla Rakowa jak i dla Łukasza Tomczyka. Pierwszy szkoleniowiec Medalików będzie miał pod ręką osobę do pomocy z dużym doświadczeniem prowadzenia klubu w Ekstraklasie, a Szulczyk będzie mógł udowodnić, że zasługuje na pracę w czołowym polskim klubie, co pozwoli mu w przyszłości zostać pierwszym trenerem drużyny z czołówki polskiej ligi, a może nawet i samego Rakowa? Zdaje sobie z tego sprawę sam trener, który w październiku wywiadzie z Weszło na pytanie redaktora Radomskiego, czy czołowe polskie kluby są gotowe na jego zatrudnienie odpowiedział: „Myślę, że nie są. Zobacz – każda z tych drużyn, biorąc tego typu trenera, decydowała się na kandydata, który wcześniej był asystentem. Tak było z Siemieńcem, ze Szwargą. W pewnym sensie podobnie było z Goncalo Feio. Myślę, że Warta w Ekstraklasie nie robiła na nikim wrażenia i to nie byłaby w mniemaniu szefów dużych klubów odpowiednia weryfikacja”.

Widać więc, że Dawid Szulczek widzi drogę do objęcia posady pierwszego trenera Rakowa poprzez pracę jako asystent Łukasza Tomczyka. Jeśli Raków będzie osiągał dobre wyniki, prędzej czy później na stole pojawi się atrakcyjna oferta dla byłego trenera Polonii Bytom. Tym samym naturalnym następcą będzie Szulczek. Kwestia, jak wykorzysta swoją szansę. Dawid Kroczek czyli były asystent Marka Papszuna w Rakowie również miał być szykowany na głównego trenera po odejściu legendy klubu, a tak się jednak nie stało. Czy Dawid Szulczek wykorzysta swoją szansę? Na pewno po raz pierwszy będzie miał szansę na pracę w bardzo dobrze zorganizowanym klubie, gdzie przykłada się wagę do najmniejszych szczegółów, a charakter byłego trenera Warty wskazuje, że w końcu znalazł się we właściwym dla niego otoczeniu. Szulczek zakończył swój październikowy wywiad gdy jeszcze nie był łączony z Rakowem słowami: „Piłka jest nieprzewidywalna. W maju 2028 roku równie dobrze mogę pracować w III lidze, jak i świętować mistrzostwo Polski”. Kibice Rakowa mogą mieć nadzieję, że nie będą musieli tak długo czekać i już w 2026 roku Raków sięgnie po to trofeum. Po rundzie jesiennej Medaliki są na dobrej drodze ku temu celowi, pod względem prawdopodobieństwa minimalnie wyprzedzając Jagiellonię Białystok w drodze po tytuł. Do III ligi się nie wybieramy… Przynajmniej póki Michał Świerczewski jest właścicielem klubu, później może być z tym różnie…

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo