Wystawa Małgorzaty Hupy w Ośrodku Promocji Kultury Gaude Mater
Nowe wrażenia przy ulicy Generała Jana Henryka Dąbrowskiego 1.
Wysłane przez Artur Kita | gru 23, 2025 | Częstochowa | 4 min czytania

W Ośrodku Promocji Kultury Gaude Mater zrobiło się ostatnio wyjątkowo barwnie – i to nie tylko dlatego, że ktoś zapomniał zgasić światło. Otwarto tam indywidualną wystawę Małgorzaty Hupy, Artystki, która najwyraźniej uznała, że jeden styl to stanowczo za mało, a jeden sposób patrzenia na świat – wręcz podejrzanie skromny.
Na ekspozycji spotykają się więc rysunki i obrazy w różnych stylistykach: od abstrakcji, która puszcza do widza oko, przez realizm, który patrzy wprost, aż po malarstwo strukturalne, które – niczym dobrze zbudowana ściana – domaga się, by podejść bliżej i sprawdzić, „z czego to właściwie jest”. Każda praca mówi własnym językiem, ale wszystkie zdają się należeć do tej samej, dość licznej rodziny.

Na wernisażu nie byliśmy, ale słyszeliśmy, że przyciągnął publiczność, która nie przyszła tylko „rzucić okiem”. Rozmowy z autorką trwały długo, widzowie krążyli między obrazami, wracali do nich, zatrzymywali się, kiwali głowami – czasem z uznaniem, czasem z zamyśleniem, a czasem z tym wyrazem twarzy, który mówi: „nie do końca wiem, co tu się dzieje, ale bardzo mi się to podoba”.
Odwiedziliśmy wystawę kilka dni później. Bez gwaru, bez toastów, za to w skupieniu. W takiej atmosferze obrazy Małgorzaty Hupy zaczynają mówić może trochę ciszej, ale za to wyraźniej. Nie trzeba się spieszyć – one cierpliwie czekają.
Sama Artystka to częstochowianka, choć jej biografia ma też warszawski rozdział. Dyplom magistra sztuki z wynikiem bardzo dobrym uzyskała na Wydziale Sztuki UJD w Częstochowie, co już samo w sobie brzmi jak solidna podstawa, ale to dopiero początek wyliczanki. Zajmuje się malarstwem akrylowym, olejnym, technikami mieszanymi oraz rysunkiem. Jest członkinią Częstochowskiego Stowarzyszenia Plastyków im. Jerzego Dudy-Gracza. A jeśli ktoś pomyślał, że to już sporo – spokojnie, to jeszcze nie koniec. Małgorzata Hupa to bowiem kobieta wielu talentów i zawodów. Ekonomistka, kolorystka, malarka, a także wizażystka, manikiurzystka, linergistka i kosmetyczka. Gdyby sztuka była sportem drużynowym, ona grałaby jednocześnie na kilku pozycjach – i jeszcze znalazłaby czas, by zaprojektować stroje.

Od zawsze zachwyca ją świat widziany przez pryzmat światła, koloru i porządku geometrycznego, ale również człowiek, flora i fauna. Otaczającą rzeczywistość postrzega jako niekończący się zbiór ładu i bezładu – swoistą walkę dobra ze złem, radości ze smutkiem, piękna z brzydotą. Według niej życie to nie gładka linia, lecz seria wzlotów i upadków, w których magia miesza się z codziennością. I, jak sama mówi, wszystko cudem jest. Te cuda – czasem oczywiste, czasem zupełnie nie – zatrzymuje w swoich pracach.
Jej obrazy nie narzucają jednej interpretacji. Raczej zapraszają do rozmowy, do własnych skojarzeń, do chwilowego zatrzymania się w biegu. Może właśnie dlatego oglądane w ciszy działają tak mocno – pozwalają zobaczyć w nich trochę porządku, trochę chaosu, a gdzieś pomiędzy… siebie. Prace Małgorzaty Hupy były prezentowane na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych, ale ta w Gaude Mater ma w sobie coś szczególnego. Być może to kwestia miejsca, być może światła, a być może tego, że każdy obraz zdaje się szeptać: spójrz jeszcze raz. I trudno się temu oprzeć.
To wystawa, z której wyszliśmy odrobinę bogatsi – w kolor, w refleksję i w przekonanie, że cuda naprawdę są wszędzie. Trzeba tylko umieć je zauważyć.

Artur Kita @ak



