startBlogKlasyk dla Legii! Dwa ciosy w pierwszej połowie pozamiatały Widzewem

Klasyk dla Legii! Dwa ciosy w pierwszej połowie pozamiatały Widzewem

W ostatnim zaległym meczu 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała na wyjeździe Widzew Łódź 2:0.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | maj 15, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

W zaległym meczu 31. kolejki PKO Ekstraklasy udaliśmy się w czwartkowy wieczór do Łodzi, gdzie na stadion Widzewa przyjechała Legia Warszawa. Mecze obu zespołów zawsze elektryzowały zarówno jednych, jak i drugich, ale też całą piłkarską Polskę. Mimo, że mecz ten nie był już o konkretną stawkę, na boisku mogliśmy zobaczyć mnóstwo walki, a na trybunach — istny ogień za sprawą kibiców obu zespołów.

Legia z dwoma błyskami, reszta do zapomnienia

Termometry w majowy wieczór w Łodzi pokazywały tylko cztery kreski, ale kibice od samego początku podnieśli mocno temperaturę — genialna oprawa fanatyków Widzewa i głośny doping. Do pełni szczęścia brakowało tylko emocji na boisku. No właśnie — i tutaj był lekki problem. Pierwszy kwadrans to kontrola Legii. Goście zdominowali środek pola. Byli więcej czasu przy piłce, ale zbyt wiele z tego nie wynikało. Aż do 17. minuty, kiedy to Marc Gual z głębi boiska zagrał kapitalne, prostopadłe podanie do prawej strony na wychodzącego Ryoyę Morishitę, który wyprzedził obrońcę i pierwszy dopadł do piłki, po czym lekkim, ale precyzyjnym strzałem między nogami pokonał Gikiewicza. Na stadionie Serca Łodzi to goście objęli prowadzenie. Po zdobyciu bramki przez Legię to Widzew próbował przejąć inicjatywę, ale Legioniści mimo, że trochę bardziej agresywnie, to jednak skutecznie przerywali akcje zaczepne. Łodzianie grali bardzo statycznie i widać było po nich, że nie mieli pomysłu na rozgrywanie piłki.

W 34. minucie katastrofalny błąd popełnił Rafał Gikiewicz — rozgrywał piłkę w obronie z Mateuszem Żyro, ale w pewnym momencie zdecydował się na mocniejsze wybicie, którym nabił Luquinhasa. Piłka wylądowała pod nogami blisko ustawionego Guala, ten przełożył futbolówkę na lewą nogę, wyczekał moment i strzelił gola na 2:0. I znów — gol stracony i Widzew próbuje atakować, ale widać było, że to nie jest ich dzień na tworzenie sytuacji. Legia na spokojnie panowała nad tym, co przeciwnicy chcieli zrobić.

Największą krzywdę Legii mogła wyrządzić sobie… sama Legia — kiedy to w 37. minucie Jan Ziółkowski nie trafił w piłkę przy próbie przecięcia dalekiego podania, a zza jego pleców wybiegł Fran Alvarez. W stuprocentowej sytuacji, sam na sam z Tobiaszem, fatalnie przestrzelił obok prawego słupka. Ten strzał był idealnym podsumowaniem pierwszej połowy w wykonaniu gospodarzy – totalna katastrofa.

Widzew podjął rękawice, ale to było za mało

Widzew Łódź od samego początku drugiej części spotkania wyszedł na boisko jak zupełnie inny zespół. Zaczęli bardzo agresywnie, w wysokim pressingu i z chęcią odmiany losów spotkania. Łodzianie w pięć minut drugiej połowy oddali pięć strzałów. Co prawda nie były one groźne, ale były one jasnym sygnałem dla Legii ze strony Widzewa, że nie złożyli jeszcze broni. Zdobywcy Pucharu Polski stanęli w gardzie i liczyli na kontrataki. Pierwszy z nich mógł zamknąć mecz – w 54. minucie Luquinhas zagrał do Guala, a ten w sytuacji sam na sam nie był w stanie pokonać Gikiewicza. Gual próbował poprawić jeszcze jednym strzałem w 56. minucie, ale znów kapitalnie zachował się bramkarz gospodarzy. Druga połowa była podobna do pierwszej, jednak z tą zmianą, że to Widzew kontrolował grę i był lepszy w ataku pozycyjnym.

W końcu w 76. minucie, po składnej akcji, piłkę z lewej strony w pole karne Legii dogrywał lekką podcinką Peter Therkildsen, a tam Juljan Shehu obrócił się na plecach Maxiego Oyedele i oddał mocny strzał po długim słupku — piłka zatrzepotała w siatce. Eksplozja radości w Sercu Łodzi nie trwała jednak długo, ponieważ po konsultacji z VAR-em Piotr Lasyk wskazał pozycję spaloną i nadal Legia prowadziła 2:0. Było to jednak poważne ostrzeżenie, że nie można się tylko i wyłącznie bronić i liczyć na kontry. Gdyby Widzew zaczął spotkanie w taki sam sposób jak drugą połowę, to można śmiało powiedzieć, że ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Gospodarze mimo wszystko do samego końca próbowali zagrozić bramce Kacpra Tobiasza, ale dzisiejszy wieczór nie był dla nich na tyle szczęśliwy, żeby w 45 minut odwrócić losy tego meczu.

Od 90. minuty mogliśmy jeszcze zobaczyć dwie czerwone kartki dla Legionistów — pierwszą obejrzał Patryk Kun, kiedy to obalił niczym zawodnik MMA wychodzącego zza jego pleców Alvareza. Pierwotnie sędzia Lasyk pokazał żółtą kartkę dla wahadłowego Legii, ale będący tego wieczoru na VAR-ze Szymon Marciniak zawołał swojego kolegę do monitora, a Piotr Lasyk po obejrzeniu powtórki nie miał wątpliwości i zmienił swoją decyzję. Już pod sam koniec, a dokładnie w 94. minucie, drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką został ukarany strzelec pierwszej bramki — Ryoya Morishita, po faulu na nikim innym jak na… Alvarezie, który w drugiej połowie sprawiał sporo problemów zawodnikom gości.

Legia na ostatnie 24 spotkania z Widzewem nie przegrała aż w 23 meczach.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo