startAktualnościSędziowie nie ponoszą żadnych realnych konsekwencji

Sędziowie nie ponoszą żadnych realnych konsekwencji

Wysłane przez dr Artur Kita | mar 5, 2026 | Piłka nożna | 5 min czytania

Miałem już nigdy więcej nie zabierać głosu w tej sprawie, ale… nie mogę się powstrzymać, więc trochę jeszcze o honorze, godności, nadętości i może jeszcze też o narcyźmie czyli o gwizdku absurdu albo o tym, jak polskie sędziowanie zmieniło futbol w kabaret omyłek. A może też o świętych krowach i kozłach ofiarnych?

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że polska piłka nożna przegrywa głównie przez brak jakości piłkarzy, taktyki, czy pieniędzy, to najwyraźniej nie ogląda meczów z „dźwiękiem”. Bo wystarczy wsłuchać się w gwizdek sędziego, by zrozumieć, że największym przeciwnikiem futbolu w Polsce nie jest pressing rywala, lecz interpretacja przepisów z gatunku fantasy – najlepiej improwizowana, najlepiej sprzeczna z wczorajszą.

Na szczycie tej piramidy absurdu stoi Kolegium Sędziów PZPN – instytucja, która z powodzeniem mogłaby prowadzić szkolenia z zakresu: „Jak nie wyciągać wniosków”. Kolegium owo zdaje się funkcjonować według prostej filozofii: Błąd nie jest problemem – problemem jest jego publiczne zauważenie.

Sędziowie, którzy wypaczają przebieg spotkań, mylą się w elementarnych sytuacjach lub interpretują przepisy wbrew zdrowemu rozsądkowi i nie ponoszą żadnych realnych konsekwencji. Co więcej – w nagrodę dostają kolejne nominacje. W Ekstraklasie błąd nie eliminuje. Błąd… awansuje (sic!). Jeśli arbitrzy z meczu Piast Gliwice – Motor Lublin zostaliby odsunięci za spalonego po rzucie rożnym (tak, po rzucie rożnym!!!), byłby to jasny sygnał, że w polskim sędziowaniu nie obowiązuje kastowość. Ale…czy zostali?!?
Jedni są nietykalni, inni idealni do pokazowego ukarania – najlepiej wtedy, gdy błąd był wstydliwy, ale akurat nie wypaczył wyniku. Logika? Niepotrzebna. Bo po co?
Konsekwencja? Opcjonalna.

W dojrzałych systemach sportowych błąd sędziego uruchamia trzy procesy:

  1. analizę,
  2. korektę,
  3. konsekwencję!

W Polsce uruchamia czwarty:

  • WYPARCIE!

Sędziowie, którzy wypaczają przebieg meczów, czy błędnie interpretują fundamentalne przepisy, nie tylko nie są odsuwani, ale otrzymują kolejne nominacje. To nie jest przypadek. To czytelny sygnał systemowy: Nie liczy się poprawność decyzji. Liczy się LOJALNOŚĆ WOBEC STRUKTURY! W ten sposób tworzy się środowisko, w którym ryzyko popełnienia błędu jest zerowe, bo konsekwencje nie istnieją.

System VAR miał być remedium na pomyłki. Tymczasem stał się narzędziem ich legalizacji. Pełni funkcję ALIBI! Najlepszym przykładem jest europejski chaos interpretacyjny spod znaku UEFA, zarządzanej przez Roberto Rossettiego. UEFA, FIFA, konfederacje, związki krajowe – każdy interpretuje „Przepisy gry” inaczej. Efekt? Piłkarze nie wiedzą, czy mogą wyskoczyć do główki. Kibice nie wiedzą, czy mogą się cieszyć. A sędziowie… też nie wiedzą, więc improwizują. Decyzja z meczu Newcastle – Karabach (z udziałem „naszego” VAR-owca) pokazała, że sędziowie mają dziś większy mętlik w głowie niż studenci prawa na pierwszym roku.

Kulminacją absurdu są oczywiście rzuty karne za zagranie ręką. Decyzja sędziego w meczu Wisła Płock – Widzew Łódź była:

  • sprzeczna z „Przepisami gry”,
  • sprzeczna z oficjalnymi kryteriami IFAB,
  • sprzeczna ze szkoleniami prowadzonymi przez Kyrosa Vassarasa.

Ale zgodna z jednym: Z BRAKIEM ODPOWIEDZIALNOŚCI. Widzew strzelił gola. Mecz się potoczył. A sędzia? Następna kolejka, kolejny gwizdek, kolejne decyzje.
Kibice Widzewa słusznie przypominają sytuację Frana Álvareza ze Stalą Mielec – bo pamięć kibicowska bywa dziś lepsza niż pamięć instytucjonalna.

Tak, UEFA zmienia interpretacje przepisów zbyt często. Tak, robi to chaotycznie. Ale to nie tłumaczy BEZREFLEKSYJNEGO kopiowania chaosu przez polskie władze sędziowskie. Kolegium Sędziów nie tylko nie chroni arbitrów przed tym bałaganem – ONO GO CEMENTUJE! Nie filtruje tego chaosu, a importuje go hurtowo, bez adaptacji i bez tłumaczenia. Efekt?

  • Zamiast jasnych wytycznych mamy – „ZALEŻY”.
  • Zamiast odpowiedzialności – CISZĘ.
  • Zamiast autorytetu – IRYTACJĘ i ŚMIECH.

Sędziowie nie wiedzą:

  • kiedy ręka jest ręką,
  • kiedy faul jest faulem,
  • kiedy „intensywność” ma znaczenie, a kiedy nie.

Decyzja zależy nie od przepisu, lecz od aktualnego „nastroju interpretacyjnego”.

Na koniec trzeba zadać pytanie, czy my jeszcze oglądamy piłkę nożną, czy już program rozrywkowy z elementami sportu? Bo dziś wynik meczu coraz częściej nie wynika z gry, decyzje nie wynikają z przepisów i konsekwencje nie wynikają z błędów. A sędzia? Sędzia zawsze ma rację. Nawet wtedy, gdy jej nie ma. I dopóki Kolegium Sędziów PZPN nie uzna, że największym zagrożeniem dla sędziowania nie są krytycy, lecz BRAK SAMOKRYTYKI, dopóty polska piłka będzie przegrywać – zanim jeszcze wyjdzie na boisko. To, co dzieje się dziś w polskim sędziowaniu, nie jest problemem sportowym. To problem:

  • instytucjonalny,
  • zarządczy,
  • etyczny.

Bez jawnych ocen, realnych kar, publicznych wyjaśnień, rozliczalności decydentów, polska piłka będzie funkcjonować w stanie permanentnego kryzysu zaufania. A bez zaufania nie ma ani rywalizacji, ani rozwoju, ani sensu. SĘDZIA NIE MUSI BYĆ NIEOMYLNY! ALE SYSTEM, KTÓRY NIE REAGUJE NA OMYŁKI, JEST NIEWYBACZALNY!

dr Artur Kita, @ak

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo