Jonatan Braut Brunes – droga od „kuzyna Haalanda” do idola kibiców Rakowa
Jonatan Braut Brunes imponuje skutecznością w barwach Rakowa Częstochowa. W tym sezonie zdobył już szesnaście goli dla Medalików i kluby zagraniczne coraz mocniej ostrzą sobie na niego zęby. Czy uda się zatrzymać 25-letniego Norwega w klubie?
Wysłane przez Dariusz Mrowiec | gru 17, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Spis treści:
Mój trener to fanatyk wędkarstwa
Jonatan Brunes przyszedł do Medalików w lipcu 2024 roku w ramach wypożyczenia z belgijskiego OH Leuven. W pierwszych meczach był wprowadzany na murawę na końcowe kilkanaście minut i głównie był znany z tego, że jest kuzynem napastnika Manchesteru City – Erlinga Brauta Haalanda. W drugim swoim meczu w barwach Rakowa, Norweg dostał klasyczną „wędkę” od trenera. Pojawił się na placu gry w 61. minucie, by opuścić boisko w 80 minucie. Zmiana nie była spowodowana kontuzją, a nie stosowaniem się do założeń taktycznych Marka Papszuna. Wszystko zmieniło się po inauguracyjnej bramce w szóstej kolejce przeciw Lechii Gdańsk. Zyskał wtedy większe zaufanie w oczach trenera i zaczął coraz częściej pojawiać się na boisku w większym wymiarze czasu. Jednak dopiero po nowym roku stał się podstawowym napastnikiem czerwono-niebieskich. We wszystkich meczach do końca sezonu wychodząc w podstawowej jedenastce. W pierwszych czterech kolejkach rundy wiosennej nie był jednak w stanie ani razu trafić do siatki. Znów był tylko „kuzynem Haalanda”, a nie Jonatanem Brunesem – skutecznym napastnikiem… W marcu jednak znów odblokował się w meczu przeciwko Lechii Gdańsk i to dwukrotnie. Od tego momentu rozwiązał się worek z bramkami i Brunes zakończył sezon z czternastoma trafieniami na koncie. Wartość goli oczekiwanych (xG) 25-letniego Norwega wyniosła znacznie mniej, bo niewiele powyżej jedenastu goli (dane za ekstraklasa.org), tak więc Brunes wykazywał się bardzo wysoką skutecznością. Nie dziwi więc, że Raków skorzystał z klauzuli wykupu zawodnika z Belgii za dwa miliony euro. Co jak się wkrótce okazało, nie do końca spodobało się samemu napastnikowi…
Zimna skandynawska krew
Tegoroczny sezon Jonatan Brunes rozpoczął z przytupem. W pierwszych pięciu spotkaniach zdobył cztery gole. W sierpniu jednak doszło do spięcia zawodnika z władzami klubu. Napastnik w trzech spotkaniach, w tym w dwóch w ramach eliminacji Ligi Konferencji nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze meczowej. Oficjalnie skarżył się na dolegliwości zdrowotne, jednak nieoficjalnie chciał wymusić na klubie zagraniczny transfer. Trener Marek Papszun wielokrotnie odnosił się do tej kwestii mówiąc, że na linii trener-zawodnik nie ma żadnego konfliktu, sytuacja rozgrywa się na linii klub-zawodnik. Raków podobnie jak w późniejszej sytuacji z Markiem Papszunem, chcącym wymusić swoje natychmiastowe odejście do Legii Warszawa, nie ugiął się pod presją Brunesa. Ostatecznie, w połowie września zawodnik wrócił do składu Rakowa jako podstawowy gracz Medalików. Napastnik potrzebował kilku tygodni żeby wrócić do formy, aby w listopadzie i grudniu zdobywać gole w siedmiu z dziesięciu meczów. Na ten moment sezonu na koncie Norwega jest 16 bramek w tym 9 zdobytych w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy. Dorzucił do tego 4 trafienia w rozgrywkach europejskich i 3 w STS Pucharze Polski. Oczekiwana wartość goli w rozgrywkach ligowych to niespełna sześć (dane za ekstraklasa.org) w stosunku do dziewięciu zdobytych. W ciągu półtorej rundy w Ekstraklasie, Brunes strzelił dwadzieścia trzy bramki przy siedemnastu oczekiwanych. Norweg jest więc na plusie sześć goli w stosunku do sytuacji w jakich się znajdował. Świadczy to o jego zimnej skandynawskiej krwi pod bramką rywala. Raków w swojej najnowszej historii nigdy nie miał tak skutecznego napastnika.
Brunes – kluczowy puzzel w układance Rakowa
Po zakończeniu ostatniego tegorocznego meczu ligowego Brunes dość długo spacerował sam na murawie. Wyglądało to trochę jak pożegnanie z obiektem przy Limanowskiego. Miejmy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie i Norweg zostanie w klubie przynajmniej do końca sezonu. Raków czeka walka na trzech frontach i obecność Brunesa wydaje się na ten moment niezbędna do osiągnięcia sukcesów. Według portalu Transfermarkt 25-latek wyceniany jest obecnie na sześć milinów euro. Nie wydaje się, żeby Michał Świerczewski przystał na taką kwotę. Pieniądze, które są do zdobycia w rozgrywkach Ligi Konferencji, dalsze promowanie tam zawodników w przypadku awansów do kolejnych rund, budowanie rankingu klubowego kluczowego w późniejszej drodze klubu w eliminacjach europejskich pucharów, czy w końcu walka o mistrzostwo Polski i udział w eliminacjach Ligi Mistrzów, niosą potencjalnie o wiele większe korzyści niż kwota na jaką wyceniany jest Brunes. Norweg jest kluczowym puzzlem w układance, w której klub z Częstochowy osiąga sukcesy. Bez niego będzie o to o wiele ciężej. Wydaje się, że właściciel Rakowa byłby skłonny rozważyć sprzedaż Brunesa za kwotę zbliżoną do transferu Ante Crnaca czyli około 11 milionów euro. Jak jednak będzie i czy zimnokrwisty napastnik opuści Raków przekonamy się w ciągu najbliższych tygodni. Bez Norwega, gwaranta skuteczności Rakowa i jego kluczowego puzzla, możliwy krajobraz usiany sukcesami i trofeami, może okazać się niemożliwy do ułożenia.
Na ratunek Rocha
W związku z możliwym odejściem Norwega i beznadziejną postawą Imada Rondića, Raków skrócił wypożyczenie Leandro Rochy do Zagłębia. Klub z Lubina ma jednak możliwość by do końca stycznia wykupić Portugalczyka za kwotę miliona euro. Wydaje się wielce prawdopodobnie, że Miedziowi skorzystają z tej opcji. Rocha nie dostawał zbytu wielu szans od Marka Papszuna i być może pod wodzą Łukasza Tomczyka otrzymałby więcej minut na grę i pokazanie pełni swoich umiejętności. Widać, że obdarzony zaufaniem potrafi się odwdzięczyć skutecznością. W ciągu jego ostatniej rundy w Radomiaku (jesień 2024) i obecnie zakończonej w Zagłębiu w 28 spotkaniach trafiał do siatki aż 18 razy. Przyszłość Portugalczyka na ten moment jest jednak w rękach i sakiewkach Zagłębia Lubin.




