(Nie)lubię wracać tam, gdzie byłem już. Norwid przegrywa z byłą drużyną Travicy
Gorzki powrót Ljubomira Travicy do Rzeszowa. Norwid przegrał z Resovią po czterosetowym boju.
Wysłane przez Filip Szpankowski | gru 14, 2025 | Częstochowa | 4 min czytania

Spis treści:
Powrót po latach
Po pokonaniu słoweńskiego Mariboru w Pucharze Challenge i pierwszej wygranej pod wodzą nowego szkoleniowca, przyszedł czas na sentymentalną podróż do byłej drużyny.
Przyjście Ljubomira Travicy do klubu z Podkarpacia to był początek nowej ery dla tej drużyny. Do tamtego momentu Resovia Rzeszów była zawsze pół kroku za wielką czwórką Polskiej Ligi Siatkówki. Przez trzy sezony Chorwat wywalczył tam dwa brązowe medale oraz jeden tytuł wicemistrza Polski, przez co na stałe wprowadził rzeszowian do ligowego topu. Po czternastu latach wrócił do Hali Podpromie z drużyną, której sufit był gdzie indziej. W czasie, gdy Resovia walczy o odzyskanie mistrzowskiego tytułu, Norwid stara się nie być czerwoną latarnią ligi.
Blisko ale i tak za daleko
Początek pierwszego seta był wyrównany. Oba zespoły dobrze spisywały się w polu serwisowym, a gra toczyła się punkt za punkt. Norwid nie ustępował Resovii, jednak im dalej w las, tym gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. Dobra gra Artura Szalpuka i Klemena Cebulja pozwoliła rzeszowianom zbudować kilkupunktową przewagę. Po naszej stronie pojawiły się błędy i nieskończone ataki dzięki czemu gospodarze kontrolowali końcówkę i cały set padł ich łupem.
Druga partia rozpoczęła się od dłuższych wymian i prowadzenia Norwida. Szybko jednak dały o sobie znać błędy w przyjęciu. Resovia agresywnie zagrywała, a Marcin Janusz miał komfort w rozprowadzaniu ataku. Norwidowi brakowało skuteczności, pomimo wielu piłek po swojej stronie nie wykorzystywał kontr. Na środku siatki wyróżniał się Sebastian Adamczyk, który kilkukrotnie punktował blokiem i atakiem, jednak cały zespół nie był w stanie utrzymać równego poziomu. Gospodarze po raz kolejny kontrolowali końcówkę i prowadzili już 2:0.
Trzeci set był wyraźnie najlepszym fragmentem meczu w wykonaniu częstochowian. Poprawiło się przyjęcie, co przełożyło się na znacznie lepsze rozgrywanie De Cecco. Resovia co prawda miała dużą szanse by wygrać seta, bo prowadzili już 14:11, jednak Norwid wziął się do roboty. Dużą rolę odegrał Bartosz Makoś, który popisywał się świetnymi obronami, a także Bartłomiej Lipiński, którego zagrywka sprawiała Resovii sporo problemów. W kluczowych momentach częstochowianie potrafili wygrywać długie wymiany, co wcześniej było dużym problemem. Zacięta końcówka przyniosła grę na przewagę z której zwycięsko wyszli częstochowianie, przedłużając rywalizację.
Czwarta odsłona zaczęła się od wysokiego prowadzenia Resovii. Marcin Janusz posyłając asa dał prowadzenie 5:1. Były momenty gdy Norwid swoimi blokami, czy asami serwisowymi dojeżdżał do gospodarzy, jednak cały czas zespół trenera Bottiego utrzymywał bezpieczną przewagę. Po bloku Mateusza Poręby, gospodarze wyszli na 15:10, a chwilę potem przez błędy w ataku Norwida było już 17:10. Końcówka to dobre zagrywki Jeanlysa, jednak to było za mało, by zatrzymać rzeszowian.
Jest lepiej ale…
„Chciałbym z nimi więcej potrenować” – takimi słowami przed meczem podzielił się Ljubomir Travica z komentatorem Polsatu Sport Tomaszem Swędrowskim. Nie można nie dostrzec ogólnej poprawy w grze Norwida po przyjściu Chorwata, jednak ligowych zwycięstw ciągle brakuję. Wywnioskować można, że potrzebuje on więcej czasu, by drużyna złapała jego filozofię gry. Nie wiadomo też, ile będzie miał cierpliwości do takich graczy, jak Milad Ebadipour, który zaliczył największy „zjazd” wobec poprzedniego sezonu, a przecież konkurencja w składzie nie śpi. Kolejna okazja na przełamanie już w środę. Do Częstochowy przyjeżdża ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Może to już nie ta drużyna, która seryjnie wygrywała Ligę Mistrzów, jednak wciąż jest to bardzo silna drużyna. Do hali w Częstochowie, by pokonać swoich byłych kolegów, wróci Quinn Isaacson. Czy to czas na pierwsze trzy punkty od ponad miesiąca?




