startBlogDemony Probierza wróciły. Wygrana z Maltą w zawstydzającym stylu

Demony Probierza wróciły. Wygrana z Maltą w zawstydzającym stylu

Podopieczni Jana Urbana wygrali 3:2 z Maltańczykami, dopełniając formalności, natomiast styl tej wygranej nijak się miał do poprzednich meczów i trzeba go jak najszybciej wyrzucić z głowy.

Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | lis 18, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Starcie na Malcie ostatecznie zakończyło zmagania eliminacyjne biało-czerwonych. Gole Roberta Lewandowskiego, Pawła Wszołka i Piotra Zielińskiego dały nam wygraną 3:2, co w praktyce jest pozytywnym ich zwieńczeniem. Jednak nie takiej gry i nerwów oczekiwaliśmy od będących w świetnej formie podopiecznych Jana Urbana. Tym bardziej, patrząc na ostatnie zmagania, kiedy to dwukrotnie przeciwstawiliśmy się Holendrom, a Finlandię i Litwę odprawiliśmy niczym europejska potęga. Niemniej patrząc na całokształt, to kończymy eliminacje w sposób całkowicie zadowalający i zgodnie z przewidywaniami, o przyszłoroczny mundial zagramy na wiosnę w barażach.

Koniec zmagań, ale nie koniec emocji

Dzisiaj dopiero dowiemy się, czy w barażach znajdziemy się w pierwszym koszyku, przez co unikniemy rywalizacji z Włochami, Turcją oraz Ukrainą ogólnie, a w półfinale zmierzymy się z kimś z koszyka czwartego. Dzięki wczorajszej wygranej reprezentacji Polski, Walia już nie ma szans, aby wyprzedzić nas w rankingu. Więc mimo pewnego niesmaku biało-czerwoni swoje zadanie na to zgrupowanie zrealizowali, ponieważ to, czy uciekniemy Walijczykom, zależało w 100% od nas. Niemniej jednak obecności w pierwszym koszyku nie możemy być jeszcze pewni. Wszystko zależy bowiem od tego, czy Dania i Austria wygrają swoje grupy. Jeśli choć jedna z tych ekip swój mecz przegra (Dania jedzie do Szkocji, a Austriacy podejmą u siebie Bośniaków), to straci obecnie zajmowane przez siebie 1. miejsce w grupie i znajdzie się w barażach, tym samym wypychając Polskę z ostatniego miejsca w pierwszym koszyku. I Dania, i Austria w rankingu są wyżej od Polski, w przeciwieństwie do obecnie zajmujących miejsca barażowe Szkotów i Bośniaków. Ciekawostką jest fakt, że najbardziej ryzykowny dla Polaków mecz, czyli starcie Szkocji z Danią, sędziować będzie Szymon Marciniak.

Pozostaje pewien niedosyt

Oddajmy cesarzom co cesarskie – reprezentacja Polski ma za sobą naprawdę udane eliminacje, ze wskazaniem na zmagania jesienne, gdzie udało nam się ani razu nie przegrać z Holendrami. Warto podkreślić, że były to jedyne utracone punkty przez Holendrów podczas tych eliminacji, do których ostatecznie straciliśmy trzy punkty. Wszystko za sprawą feralnej czerwcowej porażki z Finami w Helsinkach i to właśnie ten mecz prawdopodobnie budzi teraz u nas największe emocje, ponieważ mimo wszystko zadecydował o losach całych eliminacji. Można jednak tylko gdybać, co by było gdybyśmy zgodnie z oczekiwaniami z Helsinek wrócili z tarczą. Wszak należy pamiętać, że to właśnie bezpośrednio tamta porażka przesądziła o zwolnieniu z posady selekcjonera Michała Probierza, pod którego wodzą reprezentacja Polski była – nie oszukujmy się – zarówno mało efektowna, jak i mało efektywna. I to właśnie przejmujący po nim stery Jan Urban dał reprezentacji nowe życie i pozwolił polskim kibicom marzyć o czymś więcej niż tylko baraże. Nie da się również ukryć, że to dzięki jesiennej formie ponad stan finalnie mamy ogromne szanse na znalezienie się w pierwszym koszyku, ponieważ jedno zwycięstwo, a być może i jeden remis mniej i nie mielibyśmy szans na wyprzedzenie Walijczyków. Zatem za biało-czerwonymi zadanie wykonane, a dziś polscy kibice siłą rzeczy stają się kibicami Danii i Austrii.

Po wczorajszym meczu ciężko wskazywać na indywidualności. Jako drużyna zagraliśmy poniżej oczekiwań, a karygodne i nieprzystojące zawodnikom na tym poziomie błędy w obronie sprawiły, że straciliśmy dwie bramki, a w końcówce jeszcze przy wyniku 2:2 ratować musiał nas kapitalną interwencją Bartłomiej Drągowski. To właśnie nasz golkiper, mimo że w hierarchii dopiero trzeci – a biorąc pod uwagę wszystkich aktywnych polskich bramkarzy – piąty, zasługuje na miano MVP tego spotkania, przynajmniej wybierając spośród samych biało-czerwonych. Wydatnie do wygranej przyłożył się również zdobywający swoją 88 bramkę w narodowych barwach Robert Lewandowski, po którego strzale również do bramki piłkę dobił Paweł Wszołek oraz oczywiście bardzo aktywny lider środka pola – Piotr Zieliński, który odważnym strzałem ustanowił wynik meczu. Z kolei antybohaterem został niestety Jakub Kiwior, który przy pierwszym straconym golu dał się ograć jak dziecko we mgle, a później sprokurował rzut karny. Miejmy jednak nadzieję, że zarówno dla obrońcy FC Porto, jak i dla całej naszej drużyny narodowej był to jedynie wypadek przy pracy i w marcu w barażach obejrzymy taką reprezentację, jaką oglądaliśmy w przeciągu całej jesieni. Wtedy o awans na szósty dla nas wielki turniej pod rząd możemy być spokojniejsi.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo