startBlogCracovia za mocna. Raków bez pomysłu i bez energii

Cracovia za mocna. Raków bez pomysłu i bez energii

Medaliki wracają z Krakowa na tarczy. Częstochowianie przegrali z Cracovią 2:0 po golach Martina Minczewa i Mauro Perkovicia. To spotkanie w wykonaniu podopiecznych Marka Papszuna trudno ocenić inaczej niż jednym słowem – katastrofa.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | paź 19, 2025 | Piłka nożna | 5 min czytania

Brak energii po przerwie

Po serii dobrych meczów – wygrane z Widzewem i Motorem oraz przekonujące zwycięstwo w Lidze Konferencji – wydawało się, że Raków wraca na właściwe tory. Przerwa reprezentacyjna miała pomóc w regeneracji, ale patrząc na sobotni występ przy Kałuży, można odnieść wrażenie, że całkowicie rozbiła rytm częstochowian. Zespół Marka Papszuna wyglądał na ospały, pozbawiony świeżości i pomysłu. Od samego początku to gospodarze narzucili tempo, a Raków nie potrafił się do tego dostosować. Pierwsze 30 minut przypominało szachy – dużo ostrożności, niewiele konkretów, a gra toczyła się głównie w środku pola. Problem w tym, że Cracovia potrafiła w odpowiednim momencie przyspieszyć, Raków – nie.

Błąd, który zmienił wszystko

W 33. minucie zespół z Częstochowy zapłacił za brak koncentracji. Mateusz Klich zagrał prostopadłą piłkę za linię obrony, Bogdan Racovitan nie zdołał jej przeciąć, a Filip Stojilković dopadł do futbolówki i dograł wzdłuż pola bramkowego. Martin Minczew nie mógł tego nie wykorzystać – 1:0 dla Cracovii.

Raków próbował zareagować, ale jego ofensywne działania kończyły się na 30. metrze od bramki Sebastiana Madejskiego. Brakowało dokładności, dynamiki i – co najgorsze – jakiegokolwiek pomysłu. Piłka krążyła od stopera do stopera, przez środek pola, z powrotem do bramkarza. Zero ryzyka, zero kreatywności, czyli Raków który takie granie pokazuje częściej, niż rzadziej. Do przerwy statystyki mówiły wszystko: 10–1 w strzałach dla Cracovii. Okropny obraz bezradności gry Medalików.

Szybki nokaut po zmianie stron

Po przerwie Raków wyszedł z szatni z nadzieją, że uda się jeszcze odwrócić losy meczu, ale te nadzieje prysły bardzo szybko. Już w 51. minucie kolejna strata w środku pola – tym razem piłkę przed własnym polem karnym zgubił Apostolos Konstantopoulos. Gospodarze błyskawicznie ruszyli z kontrą, Stojilković i Minczew znów rozmontowali defensywę Rakowa, a Mauro Perković uderzył technicznie obok bezradnego Kacpra Trelowskiego. 2:0 i było po wszystkim.

Od tego momentu gra wyglądała tak, jakby Raków zupełnie stracił wiarę. Cracovia spokojnie kontrolowała wydarzenia na boisku, a częstochowianie bili głową w mur. Próby dośrodkowań, niecelne strzały, błędy w przyjęciu – obraz drużyny kompletnie pozbawionej rytmu i jakości. Czy można to nazwać klasycznym Rakowem po przerwie reprezentacyjnej? Nie wiemy, choć się można domyśleć.

Zgaszona ofensywa

Największy zarzut wobec Rakowa można mieć do gry ofensywnej. Zespół, który w poprzednich spotkaniach imponował różnorodnością ataków i płynnością w rozegraniu, w Krakowie wyglądał jak cień samego siebie. Ani Jonatan Brunes, ani Tomasz Pieńko, ani później wprowadzeni rezerwowi nie potrafili znaleźć sposobu, by przedrzeć się przez dobrze zorganizowaną defensywę Cracovii. Do 87. minuty Raków nie oddał ani jednego celnego strzału. Dopiero wtedy, po próbie Patryka Makucha, Madejski musiał po raz pierwszy interweniować, chociaż to uderzenie nie mogło zaskoczyć bramkarza z poziomu B-Klasy, a co dopiero golkipera Cracovii. Dla porównania – gospodarze mieli 15 prób, z czego kilka naprawdę groźnych. Różnica w intensywności i zdecydowaniu była aż nadto widoczna.

Bez lidera, bez środka, bez energii

Zazwyczaj to właśnie tam Raków buduje swoją siłę – na dominacji, agresji i przejęciach. Tym razem było odwrotnie. Środek pola praktycznie nie istniał. Oskar Repka i Karol Struski byli spóźnieni w odbiorze, a brakowało też kogoś, kto wziąłby odpowiedzialność za rozegranie. W efekcie piłki rozgrywali obrońcy, a ataki kończyły się zanim zdążyły się zacząć. Cracovia nie potrzebowała wiele, żeby ten chaos wykorzystać. Każde niedokładne podanie, każdy błąd w ustawieniu – natychmiast karcony kontrą.

W oczy rzucał się brak przywódcy na boisku. Bez Frana Tudora (pauza za czerwoną kartkę z meczu z Motorem) Raków wyglądał, jakby nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za zespół. Stratos Svarnas starał się kierować defensywą, ale sam popełniał błędy, Racovițan nie miał swojego dnia, a wahadłowi grali zbyt asekuracyjnie, by stworzyć jakiekolwiek zagrożenie. Trudno wskazać kogokolwiek, kto w tym meczu zagrałby na poziomie, do którego przyzwyczaił kibiców. Raków był po prostu bezbarwny – bez energii, bez wiary, bez jakości, beznadziejny.

Medaliki zagrały na Kałuży jeden z najsłabszych meczów w tym sezonie. Bez tempa, bez pomysłu, bez charakteru. Cracovia była lepsza w każdym elemencie – od organizacji gry, przez pressing, aż po skuteczność. Wynik 2:0 oddaje pełen obraz spotkania, choć gdyby gospodarze byli bardziej precyzyjni, mogło skończyć się znacznie wyżej. Raków ma o czym myśleć – i nad czym pracować. Szczególnie biorąc pod uwagę, że już w najbliższy czwartek ekipa Marka Papszuna rozegra spotkanie w ramach drugiej kolejki Ligi Konferencji na Czechach z Sigmą Ołomuniec, a w niedzielę z kolei na zondacrypto Arenie będą podejmować Lechię Gdańsk w 13. kolejce PKO Ekstraklasy.

Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Cracovia – Raków, które znajduje się poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo