Referendum, którego nie było. „Częstochowa kona”
W Częstochowie zmian nie będzie. Komitet referendalny odniósł sromotną porażkę w zbieraniu podpisów.
Wysłane przez Filip Szpankowski | paź 17, 2025 | Częstochowa | 4 min czytania

Spis treści:
Miało być głośno, miała być zmiana i nowa energia. Zamiast tego Częstochowa dostała pokaz bezradności. Nie będzie referendum w sprawie odwołania prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka. Komitet referendalny poinformował w swoich mediach społecznościowych, że nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.
Wielkie słowa, efektów brak
Za inicjatywą przeprowadzenia referendum stał Dariusz Goliszek, który już raz próbował odwołać Matyjaszczyka ze stanowiska prezydenta. Komitet który powołał miał być oddolnym głosem mieszkańców zmęczonych obecną sytuacją. W założeniu miała być to inicjatywa ponad podziałami, choć na stronie komitetu organizatorzy nie zostawiali suchej nitki na lokalnej opozycji. Rzeczywistość okazała się brutalna, a sama idea przedsięwzięciem bez struktur, określonej strategii i co najważniejsze – bez kontaktu z częstochowianami. Kompromitacja to chyba najłagodniejsze słowo jakiego można użyć. Bo jak inaczej określić sytuację, gdzie w dwustutysięcznym mieście dumny komitet nie potrafi zebrać 16 tysięcy podpisów? W ciekawy sposób wypowiedział się nasz dziennikarz Kamil Głębocki. „Usłyszałem, że Pan Goliszek nawet nie wiedział że trzeba zbierać podpisy. Usłyszałem także, że nie wiedział że trzeba mieć jakiekolwiek pieniądze na kampanię. To się nadaje na film i wszystko to dokładnie omówię. Częstochowa kona właśnie przez takich ludzi” – napisał na portalu X.
Komitet deklarował, że zbiórka trwa w całym mieście – na promenadzie, w okolicach Placu Biegańskiego i przy centrach handlowych. Część podpisów zbierano również przy okazji meczów Rakowa Częstochowa, nawet w Sosnowcu podczas meczu Ligi Konferencji z Univeritateą Craiova. Pomysłodawcy tłumaczyli, że to naturalne – przecież wielu częstochowian dojeżdża na mecze, czy pracuje poza miastem. Jednak ta strategia wzbudziła kontrowersje. W sieci komentowano, że trudno traktować poważnie inicjatywę, której członkowie zbierają podpisy „gdzie popadnie”, zamiast skupić się na rzeczywistym kontakcie z mieszkańcami i przekonywaniu tych którzy jeszcze wahali się przed złożeniem podpisu. Zwłaszcza, że lewicowa akcja odwetowa działała. W wielu miejscach można było znaleźć napisy „nie podpisuj się byle komu”.
Kolejny problem? Nie było spójnych informacji, gdzie i kiedy można się podpisać. Punkty zbiórki zmieniały się z dnia na dzień, nie powstała żadna mapa która określałaby, gdzie są wolontariusze, a ich samych ciągle brakowało. W Częstochowie niezadowolonych z działań władzy jest dużo, jednak nikt z komitetu nie zdołał utworzyć potężnej grupy, która zalałaby miasto kartami do podpisu.
Co dalej z Częstochową?
Ostatecznie referendum się nie odbędzie. Dla prezydenta Matyjaszczyka to polityczny oddech i dowód, że jego pozycja – mimo referendalnego szumu – jest stabilna. Dla inicjatorów – Dariusza Goliszka i częstochowskiej Konfederacji to bolesna lekcja. Organizatorzy wierzyli, że samo powołanie komitetu wywoła lawinę poparcia. A przecież nikt nie pójdzie złożyć podpisu tylko dlatego, że ktoś coś ogłosił w internecie.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz na teraz to dokończenie kadencji przez Krzysztofa Matyjaszczyka oraz Rade Miasta, być może bez większych problemów. Czy władza w Częstochowie będzie tak aktywna w realizacji obietnic, które złożyła podczas referendalnego szumu? Ciężko w to uwierzyć, bo jednak po piętnastu latach trochę poznaliśmy ekipę prezydenta i to jak podchodzą do spełniania obietnic. Na odpowiedź na interpelację jednej z radnych w sprawie ogłaszanego jakiś czas temu „Planu na Nową Częstochowę” czekamy już kolejne tygodnie.
Opozycja w mieście może czekać na swój moment, bo w tle cały czas pozostaje jednak rosnące niezadowolenie mieszkańców z kierunku, w którym idziemy. Być może za rok ktoś podejdzie do tematu raz jeszcze z prawdziwą kampanią, strategią i rozmową z mieszkańcami. Być może będzie to Piotr Pałgan z Grupy Elanex? Sam w rozmowie z naszym portalem jeszcze w czwartek mówił o takiej możliwości.



