Raków czy Jaga? Legia czy Lech? Ostatnia prosta [ZAPOWIEDŹ]
Ekstraklasa wchodzi w fazę ostatecznych rozstrzygnięć. Na trzy kolejki przed końcem sezonu dalej nie wiemy, kto sięgnie po tytuł mistrzowski, a kto pożegna się z Ekstraklasą i wyruszy w podróż do pierwszoligowej rzeczywistości. Napięcie i presja rosną, a margines błędu nieustannie się kurczy. Każda kolejna seria spotkań może znacząco zmienić układ tabeli i zamieszać w walce zarówno o mistrzostwo, jak i o utrzymanie. W tym tygodniu na rozkładzie mamy dwa oczywiste hity, ale prawda jest taka, że w obecnych okolicznościach każde spotkanie może odcisnąć piętno na finalnych rozstrzygnięciach. Zapraszamy na zapowiedź 32. kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Wysłane przez Igor Grzesiak | maj 9, 2025 | Piłka nożna | 13 min czytania

Spis treści:
MOTOR LUBLIN – PIAST GLIWICE (09.05, GODZ. 18:00)
32. kolejkę rozpoczniemy w Lublinie. Motor, rewelacja rundy jesiennej, na wiosnę nieco spuścił z tonu — co nie zmienia faktu, że w tabeli drużyna trenera Stolarskiego wciąż zajmuje najwyższe, ósme miejsce spośród beniaminków. Faktem jest jednak, że Motor rundzie wiosennej najczęściej przegrywa — tak było również w ostatnim, mało widowiskowym spotkaniu z Cracovią. Zespół gra w kratkę, a w środku tabeli panuje duży ścisk, co oznacza, że lublinianie mogą zakończyć sezon na znacznie niższej lokacie. O spadek nie trzeba się martwić, jednak dobrze byłoby w nadchodzących meczach pokazać nieco więcej błysku, który oglądaliśmy w pierwszej części rozgrywek, i zakończyć sezon, pozostawiając po sobie równie dobre wrażenie, jak na jego półmetku. W piątek rywalem Piast — zespół, z którym Motor już w tym sezonie wygrał, i to na stadionie w Gliwicach.
Piast, o ile może być spokojny o utrzymanie — co w kontekście drużyny prowadzonej przez Aleksandara Vukovicia powinno być oczywiste — to na boiskach Ekstraklasy od około dwóch miesięcy, lekko mówiąc, nie bryluje. Zaledwie jedno zwycięstwo w ostatnich ośmiu meczach to wynik znacząco poniżej potencjału i oczekiwań. Jeśli dodać do tego kunktatorstwo i pragmatyzm w grze, a mówiąc wprost — nudę bijącą z ich spotkań — trudno patrzeć na drużynę z Gliwic z większymi emocjami. W meczach Piasta pada mało bramek i naprawdę niewiele się dzieje, choć liczymy na to, że tym razem będzie inaczej. Zadanie nie będzie łatwe, ale kiedyś odkuć się trzeba.
GÓRNIK ZABRZE – ŚLĄSK WROCŁAW (09.05, GODZ. 20:30)
Zwolnienie Jana Urbana, trzy remisy i trzy porażki — oto bilans Górnika w ostatnich sześciu spotkaniach. Robi wrażenie. Pomijając okoliczności zwolnienia byłego już trenera (swoją drogą — drugiego w ostatnich latach), Zabrzanie w zasadzie nie grają już o nic. Nie awansują do pucharów ani nie grozi im spadek z ligi, więc można by pomyśleć, że sytuacja jest na tyle komfortowa, by końcówka sezonu stała się okazją do budowy zespołu na przyszłość i pokazania na boisku swojej siły, grając „na luzie”. Cytując internetowego klasyka: „No tak średnio bym powiedział, tak średnio.” Brak w grze Górnika jakiegokolwiek polotu. Jeśli nic się nie zmieni do spotkania z walczącym o utrzymanie jak o życie Śląskiem, to mimo przewagi własnego stadionu, strata punktów znów wydaje się bardzo prawdopodobną wizją.
Śląsk, mimo pięciu punktów straty do „bezpiecznej strefy”, wciąż walczy o utrzymanie jak lew. Wiosną obecni (jeszcze) wicemistrzowie Polski znacząco poprawili swoją grę. A przecież jeszcze na półmetku sezonu ciężko było oczekiwać, że w ogóle zbliżą się do walki o ligowy byt. Nadzieja jednak wróciła, a ostatnie zwycięstwo w derbach Dolnego Śląska z pewnością pozytywnie wpłynęło na morale drużyny. Czy Śląsk Wrocław, podobnie jak przed dwoma sezonami, oszuka przeznaczenie i uchroni się przed spadkiem w ostatnich kolejkach? Zadanie jest piekielnie trudne — pięć punktów do nadrobienia w trzy mecze. Ale, jak już nie raz pokazała polska piłka, tu naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Sama wizja takiego wielkiego comebacku sprawia, że Śląskowi aż chce się kibicować. Jest tylko jedno „ale”: bez zwycięstwa w Zabrzu utrzymanie będzie graniczyło z cudem.

RADOMIAK RADOM – POGOŃ SZCZECIN (10.05, GODZ. 14:45)
Radomiak Radom utrzymał się w Ekstraklasie. Mało tego — nie przegrał od trzech spotkań i wyraźnie przeszkodził Lechowi Poznań w drodze do mistrzostwa Polski. Jak podał Szymon Janczyk na łamach portalu Weszło, trener Joao Henriques, który miał znaczący udział w osiągnięciu tego celu, zostanie w Radomiu na kolejny sezon — jego umowa automatycznie się przedłużyła w wyniku utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej. Cel został więc osiągnięty i można już myśleć o wzmocnieniach na nowy sezon, ale drużyna z Radomia wyraźnie pokazała w ostatnich kolejkach, że sezon jeszcze się nie skończył i do samego końca będą walczyć o jak najwyższy dorobek punktowy.
Drugi finał Pucharu Polski Pogoni Szczecin z rzędu i druga porażka — ponownie w ostatniej akcji meczu. Od tego wydarzenia minął tydzień, w trakcie którego obecny prezes klubu, Alex Haditaghi, zdążył wplątać się w otwarty konflikt z Jarosławem Mroczkiem, wydając mu zakaz stadionowy. Tymczasem w piłce nożnej — o dziwo — wciąż pozostaje gra w piłkę, a Pogoń, mimo tych zawirowań, wciąż ma szansę na łyżkę miodu w szklance dziegciu i grę w europejskich pucharów jesienią. Portowcy tracą obecnie trzy punkty do Jagiellonii, mając do rozegrania jeszcze jeden zaległy mecz. Bardzo możliwe, że walka o miejsce premiowane grą w Europie rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, gdy obie drużyny staną w szranki w Białymstoku. Nie ma jednak sensu zbyt wcześnie wybiegać w przyszłość. Najpierw trzeba pokonać Radomiaka, który pokazał już, że potrafi utrzeć nosa wyżej notowanemu rywalowi.
ZAGŁĘBIE LUBIN – WIDZEW ŁÓDŹ (10.05, GODZ. 17:30)
Zagłębie Lubin mogło zapewnić sobie utrzymanie już tydzień temu w derbach Dolnego Śląska, jednak Miedziowi polegli w starciu z walecznymi wrocławianami. Wciąż mają jednak po swojej stronie istotny atut — pięciopunktową przewagę nad strefą spadkową. Czy to wystarczy na trzy kolejki przed końcem? Odpowiedź zna chyba tylko wróżbita Maciej, dlatego dobrze byłoby jeszcze w tym sezonie zapunktować raz lub dwa, bo w piłce nożnej próżność bywa szybko karcona. W najbliższej kolejce lubinianie będą mieli okazję do zrewanżowania się Widzewowi, któremu w pierwszej rundzie ulegli 0:2. Przewagą może się okazać własne boisko oraz fakt, że łodzianie w zasadzie nie grają już o nic.
W Widzewie ostatnio najwięcej mówi się o sprawach pozaboiskowych. W mediach krążą plotki, że drużyna, w której czeka nas zmiana właściciela, jest zainteresowana sprowadzeniem w swoje szeregi byłego reprezentanta Polski, Mariusza Stępińskiego, oraz jak podał portal Weszło, Oskara Repki z GKS-u Katowice. By jednak zachęcić potencjalnych przyszłych zawodników, warto byłoby na koniec sezonu zdobyć kilka punktów i zaprezentować przyjemną dla oka grę. A wiemy że, Widzew — tak jak Polak — potrafi.
RAKÓW CZĘSTOCHOWA – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK (10.05, GODZ. 20:15)
Trzy mecze do końca – margines błędu? Praktycznie nie istnieje. Lider PKO BP Ekstraklasy, Raków Częstochowa, jest o kilka kroków od powtórzenia wyczynu sprzed dwóch sezonów i ponownego triumfu na polskich boiskach. Można powiedzieć, że zawodnicy trenera Papszuna mają wszystko w swoich nogach – trzeba tylko (i aż) wygrać co najmniej dwa mecze i jeden zremisować. Na papierze najtrudniejsze starcie wypada już w sobotę, ale nawet jeśli Raków zgarnie trzy punkty, to lepiej się jeszcze wstrzymać z otwieraniem szampanów. Skupienie trzeba dowieźć do samego końca, bowiem te ostatnie mecze mogą okazać się większym wyzwaniem mentalnym niż cała reszta sezonu razem wzięta.
W Jagiellonii gołym okiem widać zmęczenie materiału. Podopieczni Adriana Siemieńca, po wyczerpujących bojach na europejskiej scenie i odpadnięciu z Betisem, zdobyli zaledwie jeden punkt w trzech ostatnich meczach Ekstraklasy. W efekcie odczuwają coraz wyraźniejszy oddech Pogoni Szczecin na karku. Wciąż trzeba walczyć o utrzymanie miejsca premiowanego awansem do europejskich pucharów – żeby mieć szansę powtórzyć, a może nawet przebić tegoroczne sukcesy na międzynarodowej arenie. A zadanie w ten weekend jest piekielnie ciężkie. Raków w Częstochowie to rywal niesamowicie wymagających. Wiemy jednak, że białostoczanie już nieraz pokazali, że potrafią sięgać po niezwykle trudne cele.
Jako ciekawostkę możemy wyróżnić fakt, że dochodzą do nas głosy o tym, że raków jest zainteresowany sprowadzeniem Joao Moutinho, który obecnie jest wypożyczony do Jagiellonii. Czy to tylko plotki? Czas pokaże. Na razie wiadomo jedno: w sobotnim hicie nie zobaczymy go na boisku, bo zawodnik pauzuje za kartki.
Serdecznie zapraszamy już dziś godzinie 20. na nasze studio przedmeczowe na kanale NA WYLOT. Kamil Głębocki, Radek Baran i Iwo Mandrysz wezmą sobotnie spotkanie na warsztat i dogłębnie je przeanalizują.

LECHIA GDAŃSK – KORONA KIELCE (11.05, GODZ. 12:15)
Niedzielne zmagania rozpoczniemy w Gdańsku. Zanim jednak do Trójmiasta zjadą turyści z całej Polski z pełnym plażowym arsenałem – parawanami, kocami i kremami do opalania – czas zająć się tym, co naprawdę ważne. A więc: końcówką sezonu Ekstraklasy. O Lechii trudno mówić pomijając temat kłopotów finansowych i niepewności związanej z uzyskaniem licencji na grę w kolejnym sezonie. Na boisku – wszystko się zgadza. Trener John Carver wyciągnął zespół ze strefy spadkowej i, patrząc wyłącznie przez pryzmat wyników sportowych, niemal pewne wydaje się, że Lechia utrzyma się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Problem w tym, że „co z tego”, skoro bez licencji żaden punkt nie uratuje sytuacji. Mimo to przed nimi mecz ze świetną ostatnimi czasy Koroną, a drużyna skupia się na tu i teraz, co jasno podkreślił trener Carver na dzisiejszej konferencji prasowej.
Korona Kielce jest bez dwóch zdań rewelacją wiosny. Gdyby brać pod uwagę wyłącznie rundę rewanżową, klub ze stolicy województwa świętokrzyskiego zajmowałby czwarte miejsce w tabeli. Kosmos. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – i nic dziwnego, bo Korona ma realną szansę zakończyć sezon nawet na szóstej lokacie. W tych okolicznościach w Kielcach nikt nie myśli więc o zdejmowaniu nogi z gazu. Tym bardziej, że w środku tabeli panuje większy ścisk niż w kolejce do dziekanatu. Wszystko to sprawia, że w obliczu nawet tak ekscytujących starć jak Rakowa z Jagiellonią, czy Legii z Lechem, spotkanie w Gdańsku może okazać się cichym hitem kolejki.
GKS KATOWICE – CRACOVIA (11.05, GODZ. 14:45)
Jeśli mielibyśmy wskazać jedną cechę, która najlepiej oddaje grę Gieksy w tym sezonie, bez wątpienia byłaby to ambicja. Choć piłkarze GKS-u grają już właściwie o przysłowiową pietruszkę, nie widać u nich braku zaangażowania. Co prawda, patrząc na wyniki, trudno mówić o wyraźnej tendencji – ani zwyżkowej, ani spadkowej. Zespół trenera Góraka notuje wyniki w kratkę, co czyni niedzielne starcie kompletnie nieprzewidywalnym. Jedno jest jednak pewne: jeśli chodzi o cechy wolicjonalne, Gieksa napewno dowiezie.
Cracovia, choć jesienią słusznie uchodziła za rewelację ligi, od kilku tygodni coraz częściej zawodzi. Fakt, że wciąż utrzymuje się na wysokim, szóstym miejscu w tabeli, mówi raczej więcej o niekompetencji rywali niż o solidnej formie Pasów. Po domowej porażce z Lechią, wyjazd do Katowic wydaje się być dobrą okazją do zapunktowania – tym bardziej że za tydzień będzie o to zdecydowanie trudniej. Do Krakowa przyjedzie bowiem Legia Warszawa.
Z racji tego, że – jak podał GKS Katowice – partnerem spotkania została Bajka Pana Kleksa, liczymy na prawdziwy pokaz zabawy i wyobraźni na boisku. Choć z tą wyobraźnią… lepiej zachować umiar. W tej lidze widzieliśmy już zagrania tak absurdalne i komiczne, że sam Pan Kleks ze swoimi studentami nie wpadliby na podobne pomysły, nawet po niezłej porcji magicznego proszku z piegów.
LEGIA WARSZAWA – LECH POZNAŃ (11.05, GODZ. 17:30)
Legia Warszawa przed tygodniem sięgnęła po Puchar Polski, czym zapewniła sobie prawo do ponownej gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. I choć ligowa forma na przestrzeni całego sezonu zdecydowanie odbiegała od oczekiwań, ten sezon to również ćwierćfinał Ligi Konferencji Europy i trofeum do klubowej gabloty. Starcia Legii z Lechem to bez dwóch zdań jedne z najbardziej elektryzujących meczów w Ekstraklasie – przez wielu nazywane po prostu „derbami Polski”. Trudno sobie wyobrazić, że nakręceni zdobyciem pucharu podopieczni trenera Feio nie zechcą pokrzyżować planów jednemu z największych rywali w jego walce o mistrzostwo kraju.
Lech Poznań musi wygrywać i liczyć na potknięcie Rakowa. Choć dla niektórych – być może zbyt krótkowzrocznych – podopieczni Nielsa Frederiksena mistrzostwo przegrali już w Radomiu, Kolejorz wciąż jest w grze. Trudno zignorować ostatni mecz – demolka Puszczy aż 8:1 świadczy o tym, że Lech nie zamierza składać w tej walce broni. Na kartach punktowych Lechici przegrywają z Rakowem i już raz zostali znokdaunowani, ale przy serii zwycięstw i jednej wpadce rywala to ich ręka może powędrować w górę. Najtrudniejsze zadanie czeka ich jednak właśnie w niedzielę w Warszawie – meczu, na który zwrócone będą wszystkie oczy piłkarskiej Polski. I niezależnie od wyniku Rakowa dzień wcześniej – także zespół Marka Papszuna będzie śledzić ten pojedynek w napięciu.

PUSZCZA NIEPOŁOMICE – STAL MIELEC (12.05, GODZ. 19:00)
Zawodnicy Puszczy w zeszły weekend boleśnie przekonali się, jak wygląda zderzenie z rozpędzonym czołgiem, kiedy samemu prowadzi się Volkswagena Polo. Jak można się domyślać – miazga i nic przyjemnego. Po pogromie z Lechem trzeba się podnieść, bo sytuacja w tabeli jest krytyczna. Wyjście ze strefy spadkowej wydaje się niemal niemozliwe, ale jeśli szukać momentu na odbicie to właśnie teraz. W poniedziałek zmierzą się z jedyną drużyną, którą wciąż wyprzedzają, i to na własnym stadionie. A w Niepołomicach Puszcza potrafi zaskoczyć, czego najlepszym dowodem był chociażby mecz z Rakowem. W dwóch ostatnich spotkaniach zespołu z Małopolski padło aż osiemnaście bramek, co brzmi wręcz absurdalnie. Mamy więc cichą nadzieję, że i tym razem na stadionie w Niepołomicach zobaczymy prawdziwy grad goli.
W jeszcze gorszym położeniu znajduje się Stal Mielec. Osiemnaste miejsce w tabeli i aż siedem punktów straty do piętnastego Zagłębia – tu nie ma co owijać w bawełnę, utrzymanie to byłby cud. Do potencjalnych trzech zwycięstw Stali trzeba doliczyć odpowiednie wyniki w każdym kolejnym meczu Puszczy, Śląska, Lechii i Zagłębia. A to już więcej niż cud, to cały pakiet interwencji sił wyższych. Choć w Mielcu zapewne powoli zaczynają pakować walizki na podróż do Betclic 1. Ligi, to jednak warto jeszcze powalczyć, nawet jeśli nie o utrzymanie, to chociaż o godne pożegnanie z Ekstraklasą, w której rywalizowali przez ostatnich pięć sezonów.



