Dwie armie w trudnym momencie. Raków z kolejną szansą na przełamanie
Terminarz absolutnie nie rozpieszcza Medalików. Cztery dni po hicie z Legią czas na zaległe starcie z Lechem Poznań, które w Częstochowie znaczy jeszcze więcej.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | wrz 24, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Spis treści:
Przy okazji burzliwego okresu wokół czerwono-niebieskich i najgorszego ligowego startu na dobrą sprawę odkąd Raków wrócił do Ekstraklasy, terminarz absolutnie nie ułatwia wyjścia na prostą. Medaliki weszły w okres dwóch tygodni z pięcioma meczami w kalendarzu. Dodatkowo wszystkie z tych starć to mecze hitowe, które w Częstochowie określa się mianem meczów klasy premium. Rywalizacja Rakowa z Lechem w ciągu ostatnich pięciu lat to materiał niemal filmowy, przed której każdą kolejną odsłoną dreszcze czują nie tylko kibice. Ostatnie trzy starcia z Kolejorzem przy Limanowskiego 83 kończyły się kolejno wynikami 0:2, 4:0 i 0:0. Teraz kolejna odsłona rywalizacji przypada na mecz zaległy, „wepchany” w niezwykle napięty terminarz obu zespołów.
Raków musi się przełamać
Choć punkt z zawsze groźną Legią trzeba szanować, to jednak do oczekiwań i optymalnej formy wciąż niezwykle daleka droga. Zarówno starcia z Górnikiem jak i z Legią uwydatniły jeden poważny i zarazem kluczowy problem Rakowa – ofensywną niemoc. Z Górnikiem Raków – nie licząc przewrotki Marko Bulata – wypracował sobie na dobrą sprawę jedną sytuację stuprocentową, w której to Ivi Lopez nie zdołał pokonać Marcela Łubika. Cały mecz nawet w drugiej połowie opierał się na nieudolnych próbach sforsowania obrony Górnika, który to spokojnie dowiózł do końca swoją skromną przewagę. Z Legią – choć padł remis bramkowy – sytuacja nie miała się lepiej. Paradoksalnie była nawet jeszcze gorsza. Poza rzutem karnym – którego na bramkę zamienił Ivi Lopez – ciężko wskazać choć jedną sytuację, w której bramka broniona przez Kacpra Tobiasza byłaby w poważnym stopniu zagrożona.
Z rzeczy na plus warto wskazać fakt, że przeciwko Legii Raków potrafił już skutecznie bronić i mimo porażającej ofensywnej niemocy udało się przynajmniej utrzymać remis i uchronić się przed katastrofą, jaką byłaby kolejna porażka w beznadziejnym stylu. Gol dla Górnika padł po błędzie obrony, a ze stołeczną ekipą udało się już ich wystrzec. Strata bramki w starciu z takim rywalem zawsze musi być brana pod uwagę, co dobitnie udowodniło zaskakujące „huknięcie” Stojanovicia. Niemniej, kiedy rywal strzeli gola, nie ma lepszej odpowiedzi niż samemu dołożyć dwie. Raków w dwóch ostatnich starciach, absolutnie nie wykazał do tego zdolności, a wręcz przeciwnie, grając z Rakowem można zakładać, że bierze się udział w meczu do jednej bramki, po której Raków niczym ranny zwierz nie jest zdolny do odpowiedzi. Mecz z poznańskim Lechem będzie zatem szansą na to, aby Raków w końcu pokazał, na co go stać w ofensywie, a patrząc na letnie ofensywne zakupy Medalików, na pewno stać na wiele.
Lech również ma swoje problemy
Choć sytuacja w Poznaniu nie maluje się aż tak kryzysowo i burzliwie jak ma to miejsce w Częstochowie, to nie ulega wątpliwości, że Kolejorz też ma coś do udowodnienia. Przede wszystkim potrzebują oni złapania rytmu, który przyniesie im regularne punktowanie w Ekstraklasie. W ostatni weekend wywieźli oni spokojnie trzy punkty z Niecieczy, jednak tydzień wcześniej sensacyjnie ulegli znajdującemu się w przeciętnej dyspozycji Zagłębiu Lubin. Kolejnym problemem, który Rakowa akurat na szczęście nie dotknął, jest plaga kontuzji. Na dłuższy okres wypadły z drużyny z Poznania takie nazwiska jak Ali Gholizadeh, Patrik Walemark, Daniel Hakans oraz Radosław Murawski.
Zatem Kolejorz przyjeżdżający do Częstochowy będzie równie zdeterminowany i głodny dobrego wyniku, co gospodarze. I choć kaliber starć tych drużyn jest niezależny od sytuacji i momentu sezonu, to trzeba przyznać, że środowe starcie wypada na moment wychodzenia na prostą zarówno Rakowa, jak i Lecha. Zatem obie drużyny mają wiele do udowodnienia, co tylko dodaje emocji nadchodzącemu spotkaniu. Tych nie brakuje, ponieważ starcia Rakowa z Lechem urosły do miana można by rzec polskiego klasyka. W przeciągu ostatnich kilku lat są to najrówniej grające polskie ekipy, które nie schodzą ze szczytu, a dwa sezony 2021/22 i 2024/25 były bezpośrednią rywalizacją obu tych ekip o najwyższe cele. Co przyniesie ten sezon jeszcze nie wiemy, ale środowe spotkanie zapowiada się naprawdę smakowicie.
Z tego miejsca zachęcamy do odsłuchania naszego programu przedmeczowego, w którym Kamil Głębocki, Igor Grzesiak, Iwo Mandrysz i Maksymilian Kokott podzielili się swoimi opiniami oraz przewidywaniami dotyczącymi meczu Rakowa z Lechem. W dalszej części z naszym studiem połączył się Dawid Dobrasz z Meczyków.



