Raków Częstochowa w fazie ligowej LK. Medaliki górą w rewanżu
W czwartkowy wieczór drużyna Marka Papszuna przypieczętowała awans do fazy ligowej europejskich pucharów.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 29, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Spis treści:
Raków Częstochowa po raz drugi w swojej historii awansował do fazy zasadniczej europejskich rozgrywek – najpierw w sezonie 2023/24 pod wodzą Dawida Szwargi do fazy grupowej Ligi Europy, a teraz do fazy ligowej Ligi Konferencji Europy. Tym samym Marek Papszun sprawdzi się na europejskim podwórku.
Komplet polskich drużyn
Na takie chwile jak wczorajszy wieczór kibice polskiego futbolu czekali. Wszyscy nasi pucharowicze wywalczyli przepustkę do europejskiego grania. Chociaż oczekiwania co do rozgrywek mogły być trochę większe, to jednak trzeba przyznać, że cztery na cztery polskie ekipy w fazie ligowej LKE to ogromny sukces. Znajdą się zapewne mądre głowy, które powiedzą, że Norwegowie, Cypryjczycy czy Kazachowie mają swoje drużyny w Lidze Mistrzów, ale nie można przez to umniejszać tego, że eliminacje, w których startowaliśmy, zostały rozegrane co najmniej na ocenę 4+.
Oczywiście Lech Poznań awansował (jeśli w ogóle można to nazwać awansem) już po pierwszym spotkaniu eliminacji Ligi Mistrzów do ligowego grania w LK, ale reszta drużyn musiała sobie ten awans zapewnić dłuższą drogą. Legia odpadła w dwumeczu z cypryjską Larnaką w walce o Ligę Europy i tym samym musiała zmierzyć się ze szkockim Hibernian o Ligę Konferencji. W pierwszym meczu obu ekip drużyna z Warszawy była górą, pokonując Szkotów 2:1 na wyspach. Natomiast rewanż na Łazienkowskiej nie był dla ludzi o słabych nerwach. Po pierwszej połowie Legioniści prowadzili 1:0 i już jedną nogą byli w raju, ale w drugiej części gry Hibernian strzelił 3 gole w 11 minut i odwrócił losy dwumeczu. Wojskowi zdołali odpowiedzieć w doliczonym czasie gry i w Warszawie mieliśmy dogrywkę, w której podopieczni Edwarda Iordanescu szybko strzelili gola na 3:3 i w bólach dowieźli wynik do końca spotkania.
Jagiellonia zremisowała z albańskim Dinamem Tirana 1:1, zapewniając sobie promocję do Europy drugi rok z rzędu. Raków udał się do Bułgarii z jednobramkową zaliczką na starcie z Ardą Kyrdżali.
B-klasowe warunki w Europie
Każdy, kto interesuje się Ekstraklasą, zdaje sobie sprawę z tego, na jakim obiekcie Medaliki rozgrywają swoje mecze. Kolokwialny „Kurnik” już na dobre wpisał się w mowę potoczną kibica polskiej piłki. Jednak to, co czerwono-niebiescy zastali na stadionie 4. drużyny zeszłego sezonu ligi bułgarskiej, wołało o pomstę do nieba. Jak to powiedział nasz redakcyjny kolega Kamil Głębocki na łączeniu z Kyrydżali w naszym studiu przedmeczowym, murawa gospodarzy wyglądała jak „płyta” wyjęta żywcem z B-klasowych boisk.
Jakby nie patrzeć – boisko dla obu drużyn jest takie samo, ale można zadać sobie pytanie: kto „to” dopuścił do grania?
Mocny początek, chwilowa kontrola
Czego oczekiwaliśmy po tym meczu? Wielu z nas pewnie szybko zdobytego gola i kontroli ze strony piłkarzy Rakowa – i tak właśnie było. Już w 3. minucie po strzale z dystansu Petera Baratha i dość szczęśliwym rykoszecie Medaliki objęły prowadzenie. Taki rozwój wydarzeń na pewno wprowadził w szeregi zawodników, jak i kibiców, względny spokój – 2:0 od początku rewanżu wygląda lepiej i daje większy komfort psychiczny w kontekście dalszych wydarzeń. Reakcja po zdobyciu gola? Kontrolowanie gry, spokojne rozgrywanie i przeświadczenie o tym, że jest się zespołem lepszym. Taki obraz utrzymywał się jednak stosunkowo niedługo. Wszystko zaczęło się w 26. minucie, kiedy to gospodarze oddali pierwszy groźny strzał na bramkę Kacpra Trelowskiego, ale golkiper Rakowa dobrze przypilnował krótki słupek i skończyło się tylko na strachu.
Arda od tego momentu zaczęła grać piłką, wymieniała dokładne podania i przejęła kontrolę w posiadaniu futbolówki. To był pierwszy dzwonek ostrzegawczy dla ekipy spod Jasnej Góry, choć nie do końca dobrze słyszalny.
Karny, wyrównanie i czerwone kartki
Pisaliśmy już o tych nerwowych końcówkach w wykonaniu Rakowa i w końcu coś się zmieniło. To nie końcówka była nerwowa! Chociaż w sumie końcówka, ale pierwszego kwadransa drugiej połowy. Zoran Arsenić był spóźniony w swojej interwencji w polu karnym i sfaulował wychodzącego Dimitara Velkovskiego, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Rzut karny na bramkę zamienił Antonio Vutov i w Bułgarii mieliśmy wynik 1:1. Medaliki nadal prowadziły w dwumeczu, ale wystarczył jeden błąd, jedno złe zagranie czy przypadkowy faul i ten rewanż mógł wywrócić się do góry nogami. Na szczęście niektórzy z zawodników Ardy nie wytrzymali ciśnienia i 11 minut po zdobyciu wyrównującego gola drugą żółtą kartkę za wejście nakładką w Bogdana Racovitana zobaczył Georgi Nikolov. To wydarzenie pomogło w spokojnym prowadzeniu gry piłkarzom trenera Papszuna. Z minuty na minutę gospodarze opadali z sił, a Raków? Raków próbował, miał swoje sytuacje na zamknięcie dwumeczu – akcja Rochy-Lopeza, dwa strzały Adriano Amorima, które jednak zostały oddane w miejsce, gdzie stał bramkarz rywali, czy w końcu warty odnotowania kapitalny strzał z rzutu wolnego Iviego Lopeza, który wylądował na poprzeczce.
Nadeszła jednak 91. minuta – Ivi Lopez zagrał w kierunku Jesúsa Díaza w polu karnym na strzał do pustej bramki, ale gracz, który wywalczył karnego dla Bułgarów, sfaulował Díaza i zobaczył czerwoną kartkę. Raków otrzymał rzut karny, którego – na dwa razy – wykorzystał Ivi, i tym samym Medaliki przypieczętowały awans do fazy ligowej Ligi Konferencji Europy.
Styl pozostawia wiele do życzenia
Mówi się, że zwycięzców się nie sądzi, ale… Raków zrobił to, co do niego należało – awansował do fazy ligowej i to jest najważniejsze. Jednakże to, jak prezentują się podopieczni Marka Papszuna – czy to w Ekstraklasie, czy w eliminacjach – nie napawa optymizmem. Czerwono-niebiescy są czytelni, statyczni. W ich grze brakuje elementu zaskoczenia, dzięki któremu można wypracować sobie zdecydowaną przewagę na boisku. Jasne, był mecz z Termaliką w Niecieczy, gdzie Medaliki zagrały naprawdę niezły futbol, ale – z całym szacunkiem dla drużyny z Niecieczy – dwie stracone bramki z beniaminkiem też mówią wiele.
Teraz żarty już się skończyły. Dzisiaj nasze ekipy poznają rywali w fazie ligowej, a tam może zacząć się już o wiele trudniejsze granie. Fiorentina, Crystal Palace czy Beşiktaş – z takimi markami przewidywalne granie Rakowa nie przyniesie sukcesów. Potrzebne są dodatkowe pomysły, które sprawią, że maszyna Marka Papszuna z rozpędem wjedzie w fazę ligową.
Marek Papszun i kolejny sukces
Sukcesy rodzą się w bólach i nie biorą się znikąd. Kiedy Marek Papszun po raz drugi przychodził w roli trenera czerwono-niebieskich, miał do wykonania sporo pracy. To właśnie ta konsekwencja, ten upór trenera zaprowadził całą społeczność Rakowa do miejsca, w którym się teraz znajduje – wicemistrzostwo Polski w zeszłym sezonie premiujące grę w eliminacjach europejskich pucharów. Trzeba docenić to, że Medaliki wracają do Europy i już niedługo czekają nas ogromne emocje związane z Ligą Konferencji, a jak dobrze wiemy z poprzednich sezonów – te puchary dają się lubić polskim drużynom.
Już dzisiaj o godzinie 13:00 rozpocznie się losowanie fazy ligowej Ligi Konferencji UEFA z udziałem Rakowa i pozostałych polskich drużyn. Natomiast w niedzielę w Szczecinie Medaliki wracają do ligowego grania, gdzie stoczą bój o punkty z miejscową Pogonią.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu z Ardą na kanale YouTube, które znajdziecie w tym miejscu.




