Patryk Makuch – nieoceniony, ale wciąż niedoceniony
Patryk Makuch jako żołnierz, który zawsze wypełnia powierzone mu zadania, ale nie tylko. To on stoi za awansem Rakowa do IV rundy eliminacji.
Wysłane przez Iwo Kępiński | sie 19, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Spis treści:
Napastnicy w Rakowie Częstochowa nigdy nie mieli łatwo, o czym świetnie przekonuje się teraz Patryk Makuch. Trener Papszun od dawna stawia na napastników od zadań specjalnych, co często tworzy krytykę wymierzoną bezpośrednio w jego stronę. Za taki typ dziewiątki uważany jest również Makuch. Czy można mieć zarzuty dotyczące jego gry? Tak, ale czy jest to zawodnik zbędny? Zdecydowanie nie, co pokazał w ostatnich tygodniach, wywierając ogromny wpływ na awans Rakowa Częstochowa do IV rundy eliminacji UEFA Conference League.
Dwumecz z Żiliną
Patryk Makuch w rywalizacji ze słowackim zespołem odegrał niebagatelną rolę. W spotkaniu na Limanowskiego 83, gdy Makuch rozpędził się jak meteor w przestrzeni kosmicznej, rywal był kompletnie spóźniony i zatrzymał go faulem, co poskutkowało drugą żółtą kartką – w konsekwencji czerwoną. Tydzień później podał rękę Rakowowi w niełatwym starciu rewanżowym, skutecznie zakładając pressing na bramkarzu rywali i sekundy później strzelając bramkę. Mogłoby się wydawać, że bramka ta była nieco efektem przypadku, ale odmiennym zdaniem na antenach naszego kanału podzielił się trener Dawid Jankowski. „Ja szczęścia nie uznaję, wszystko jest jakoś wypracowane. Jakąś walką o piłkę, zaangażowaniem czy wysokim pressingiem. Zdecydowane wyjście Makucha do tej piłki doprowadziło do tego, że bramkarz popełnił taki, a nie inny błąd”.
Rewanż z Maccabi
Napastnik czerwono-niebieskich wyróżnił się także w starciu rewanżowym z Maccabi Haifa. Ponownie złapał zawodnika rywali na drugą żółtą kartkę, co zaowocowało odesłaniem izraelczyka do szatni, a po tym już całkowicie posypała się drużyna Maccabi. Taki akcent udziału Patryka Makucha w spotkaniu zyskał na znaczeniu w oczach polskich kibiców, gdyż nie był to zwykły mecz. Był to mecz o wysoką stawkę, bo o awans do IV rundy kwalifikacji Ligi Konferencji. A do tego przede wszystkim pojedynek naznaczony wielkimi kontrowersjami, związanymi z wydarzeniami przed, w trakcie i po jego zakończeniu. Rola 26-letniego napastnika w starciu rewanżowym była jedną z ważniejszych. Patryk Makuch zbierał dużo pochwał po tym spotkaniu, ale w tym wszystkim urodził się jeden problem.
Kontuzja
Wszystko co piękne, szybko się kończy. Tak może się czuć Patryk Makuch, który w starciu rewanżowym z Maccabi Haifa odniósł poważną kontuzję. Na tyle poważną, że został wykreślony przez klub z oficjalnej kadry meczowej na dwumecz z bułgarską Ardą. Obecnie ciężko określić czas rekonwalescencji. W najbliższych dniach oficjalny komunikat powinien pojawić się na oficjalnej stronie klubu. Niemniej istnieje podejrzenie zerwanego więzadła w barku, a to nie wróży nic dobrego. Kontuzja 26-latka to niewątpliwie spory kłopot dla Marka Papszuna, który uważa go za bardzo ważny element swojej układanki. Makuch to zawodnik, który zawsze daje z siebie sto procent. Mimo to, jego działania nie zawsze są zauważalne gołym okiem.
Swoją opinią w jednym z ostatnich programów podzielił się nasz redaktor, Kamil Głębocki. „Patryk Makuch jest jednym z tych, którzy najbardziej przyczynili się do awansu do czwartej rundy. Jego kontuzja? Osobiście żałuję, bo jednak Patryk przy sytuacji z Brunesem jest pierwszym wyborem i broni się – może nie bramkami – ale pracą”.
Sytuacja kadrowa
Dwa tygodnie w piłce nożnej to wieczność. W Rakowie doskonale się o tym przekonali. Z tercetu pewniaków – Brunes, Makuch, Rocha na polu gry obecnie pozostał wyłącznie ten ostatni. Natomiast w aktualnej sytuacji trudno wprost powiedzieć, czy klub z Limanowskiego 83 jest otwarty na sprowadzenie dziewiątki. Oprócz Leo Rochy można rozważać wariant z Laminem Diaby-Fadigą na dziewiątce, gdzie nominalnie występował w Jagielloni jako zmiennik Afimico Pululu. Nieznany jest nadal los Jonatana Brauta Brunesa, którego Raków nie ma ochoty sprzedawać mimo dotychczasowego uporu Norwega.
Obecnie wszystko w drużynie Medalików funkcjonuje niemal w postaci domina, bo cele transferowe wyznacza niejako to na jakich pozycjach grać będą Fadiga, Amorim czy Makuch. Dziś nie sposób wytypować, kto w czwartek otrzyma szansę zaprezentowania się od pierwszej minuty, choć lekkim faworytem wydaje się właśnie Francuz, który nominalnie miał grać w Częstochowie na dziesiątce. Kontuzja Patryka też wpływa na skład personalny na pozycji numer dziesięć. Wydawało się, że na kontuzji napastnika zyskać może Jesus Diaz. Kolumbijczyk ma jednak sporego pecha, bo uraz Makucha zbiegł się w czasie z powrotem Iviego Lopeza, który niewątpliwie w hierarchii jest stawiany ponad Diaza.




