Niespodzianki nie było. Włókniarz rozjechany przez Toruń
Częstochowskie Lwy musiały uznać wyższość Aniołów z Torunia w zaległym meczu 11. kolejki PGE Ekstraligi.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 2, 2025 | Żużel | 4 min czytania

Spis treści:
To mogło być przełamanie, a wyszedł kolejny koszmar. Krono-Plast Włókniarz Częstochowa po raz szósty z rzędu przegrywa w PGE Ekstralidze, tym razem u siebie z PRES Grupą Deweloperską Toruń 35:55. Zaczęło się jeszcze przed pierwszym biegiem i to od ciosu, po którym ciężko było się pozbierać.
Pawlicki w szpitalu, Włókniarz w opałach
Wszyscy liczyli, że Piotr Pawlicki wróci do ścigania po miesięcznej przerwie i pociągnie drużynę do pierwszej wygranej od dłuższego czasu. Na treningach wyglądało to obiecująco, ale… wystarczyła rozgrzewka, by plan runął. Silny ból żeber, decyzja o wycofaniu się i wizyta w szpitalu. Ta wiadomość wstrząsnęła kibicami zgromadzonymi na stadionie. Do tego wciąż brak Madsa Hansena. Efekt? Zanim mecz się zaczął, Włókniarz już był w poważnych tarapatach.
Dobry start juniorów, a potem równia pochyła
Pierwsze tchnienie nadziei dał bieg młodzieżowy — pewne 5:1 dla Karczewskiego i Halkiewicza. Kibice dostali mały zastrzyk optymizmu, ale radość trwała krócej niż reklama w Eleven Sports. Torunianie szybko odzyskali prowadzenie, a potem zaczęli robić swoje. Lambert pokazał Worynie, że forma wraca, a Kawczyński zaskoczył swoją jazdą i spokojnie przywoził punkty, jakby był stałym bywalcem ekstraligowych torów. Do siódmego biegu wynik trzymał się jeszcze w miarę przyzwoicie, ale od ósmego zaczęło się poważne lanie. Michelsen z Kvechem wręcz przejechali się po Worynie, a po chwili Dudek z Lambertem dołożyli kolejne 4:2. Na koniec trzeciej serii Sajfutdinow zrobił swoje, a Kawczyński… no cóż, pokonał obu rywali tak, że kibice Włókniarza przecierali oczy.
Doyle solidny, Woryna bez błysku
Jeśli ktoś miał ciągnąć wynik, to właśnie ta dwójka. Doyle swoje zrobił — 12 punktów w takim meczu to naprawdę przyzwoity dorobek, choć w jedenastym biegu Australijczyk zahaczył kołem o taśmę i w powtórce nie mógł już pomóc w odrabianiu strat. Woryna zaczął dobrze, wygrywał pojedynki z Lambertem, ale im dalej w mecz, tym trudniej było mu nawiązać równą walkę z rozpędzonymi torunianami. Reszta? Lampart i Hellstroem-Baengs jechali słabo, przegrywając nawet z juniorem gości.
Michelsen z kompletem, Toruń z pełną kontrolą
Dla gości wszystko układało się po ich myśli. Michelsen wrócił do Częstochowy i nie zobaczył pleców żadnego z rywali. Lambert punktował regularnie, Sajfutdinow też dorzucał swoje, a Kawczyński wykręcił wynik ponad stan. Nawet pechowy upadek Duchińskiego niczego nie zmienił w obrazie meczu.
Po dwunastym biegu wszystko było jasne — Toruń zgarnia nie tylko zwycięstwo, ale i punkt bonusowy. W piętnastej gonitwie Doyle z Woryną podwójnie pokonali Kawczyńskiego i Lamberta, ale to był już tylko zwycięski bieg na osłodę gorzkiego obrazu całego spotkania.
Sytuacja Włókniarza coraz gorsza
To była szósta porażka z rzędu w lidze oraz dziesiąta wliczając inne mecze. Ostatni raz tak źle było tu jedenaście lat temu. Zespół wygląda na rozbity mentalnie, a jeśli nic się nie zmieni, to widmo spadku może stać się rzeczywistością. Pawlicki? Nie wiadomo, kiedy wróci. Hansen? Wciąż poza grą. A reszta? Wygląda na to, że nie potrafi wziąć ciężaru meczu na swoje barki.
Toruń? Szóste zwycięstwo z rzędu, pewność siebie, forma i głód punktów. Włókniarz? Kolejna lekcja pokory. I pytanie, ile jeszcze takich porażek potrzeba, by ktoś w klubie naprawdę się obudził?




