startBlogRaków dopełnił formalności. Zwycięstwo okupione lekkim strachem

Raków dopełnił formalności. Zwycięstwo okupione lekkim strachem

Czerwono-niebiescy zrobili to, co do nich należało i wygrali w drugim meczu eliminacyjnym do europejskich pucharów.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | sie 1, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Raków Częstochowa pokonał w meczu wyjazdowym słowacką MSK Žilinę 3:1 i awansował do III rundy eliminacji Ligi Konferencji UEFA, gdzie zmierzy się z izraelskim Maccabi Haifa.

Polski futbol znów na fali

Pierwsza awansowała Jagiellonia. Mecz Dumy Podlasia zakończył się najszybciej ze wszystkich spotkań polskich ekip wczorajszego wieczoru. „Jaga” pokonała serbski Novi Pazar 3:1 i w kolejnej rundzie jej przeciwnikiem będzie duński Silkeborg. Legia Warszawa również zrobiła swoje, chociaż po pierwszej połowie piłkarze stołecznego klubu musieli odrabiać straty. Dla polskiego futbolu najważniejsze są kolejne zwycięstwa, a ekipa Edwarda Iordănescu dobrze zaprezentowała się przed własną publicznością i pokonała czeski Baník Ostrawa 2:1. W III rundzie eliminacji Ligi Europy Wojskowi zmierzą się z cypryjskim AEK Larnaka, w którym występuje znany polskim kibicom Karol Angielski – zanotował on nawet asystę w rewanżowym meczu z NK Celje. Trochę nie po kolei, ale Raków zawsze zostawiamy na końcu, bo to właśnie Częstochowianom poświęcimy najwięcej czasu.

Najgorsza pierwsza połowa

Ekipa pod wodzą Marka Papszuna do rewanżu z Žiliną przystępowała ze znaczącą zaliczką z pierwszego spotkania i była zdecydowanym faworytem do awansu. Ale jak to bywa w futbolu, przeciwnika nie wolno lekceważyć, a tym bardziej „zostać w szatni” po pierwszym gwizdku. A jednak, to właśnie się wydarzyło. W taki sposób, że większość z nas mogła przecierać oczy ze zdumienia. Piłkarze Rakowa totalnie zapomnieli, że mecz już się zaczął. Przeciwnik wszedł w spotkanie bardzo mocno, konstruował składne akcje, a Medaliki? Przyglądały się. Brak pressingu, brak dokładności w wymianie kilku prostych podań. Widz, który włączyłby ten mecz i nie wiedział, jakiej klasy są oba zespoły, mógłby odnieść wrażenie, że to podopieczni Pavla Stano są drużyną wyżej notowaną. W 13. minucie stało się to, co musiało – strata Patryka Makucha, który był bardzo statyczny i nie potrafił dobrze zachować się z piłką przy nodze, nieudane podbicie piłki przez Zorana Arsenicia przy dograniu w pole karne, spóźniony Stratos Svarnas z kryciem zawodnika i na koniec David Ďuriš, który kapitalnym uderzeniem z półwoleja zza pola karnego pokonał bezradnego Kacpra Trelowskiego. Mieliśmy 1:0 dla Słowaków.

Nie mogliśmy doszukiwać się absolutnie żadnych pozytywów w grze czerwono-niebieskich. Ba – obraz meczu był na tyle zły, że może nie pachniało sensacją, ale w powietrzu czuć było coś niepokojącego dla kibiców z Polski. Czy to była najgorsza połowa Medalików w tym sezonie? Zdecydowanie tak. Pozytywy? Tylko zdobyty gol przez Patryka Makucha, który poniekąd zmazał plamę po sprokurowaniu straty. Tak – nieważne jak, ważne, że wpadło. Jak w pierwszym meczu obu ekip Oskar Repka nastrzelił kolano obrońcy, tak tutaj ofensywny pomocnik Rakowa nabił w głowę wychodzącego bramkarza gospodarzy i otworzył sobie drogę do pustej bramki. Ogromny błąd golkipera, ale takie sytuacje też trzeba wykorzystać.

Kacper „Respirator” Trelowski

W sytuacji, gdy formacja defensywna nie pomaga w utrzymaniu wyniku, warto, by bramkarz miał swój „dzień konia”. Każdy, kto wczoraj kibicował Rakowowi, wie, kto został MVP meczu. Bezapelacyjnie i bezsprzecznie tytuł ten powędrował do Kacpra Trelowskiego. Mówi się, że nie ma co gdybać, ale co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie fantastyczna interwencja Kacpra w 30. minucie, kiedy to po uderzeniu głową Ďuriša z okolic piątego metra obronił piekielnie trudną piłkę? Częstochowianie przegrywaliby już 0:2 i zrobiłoby się naprawdę nerwowo. Trelowski kolokwialnie podpiął tlen pod całą drużynę i tylko jego postawa pozwoliła utrzymać się w grze. W drugiej połowie również spisywał się bardzo dobrze i miał kilka kluczowych interwencji. Cała drużyna jest winna swojemu bramkarzowi obiad w dobrej restauracji.

Otrzeźwienie w drugiej połowie

W przerwie spotkania trener Marek Papszun musiał powiedzieć kilka gorzkich, ale męskich słów w szatni. Drużyna wyszła kompletnie odmieniona względem tego, co oglądaliśmy przed przerwą. Mimo zdobytego gola przez Patryka Makucha, to właśnie on był pierwszym graczem, który mógł odpocząć i oglądać resztę meczu z ławki. W jego miejsce pojawił się Jesús Díaz – zmiana bardzo dobra. Kolumbijczyk był aktywny, kreował, pokazywał się na pozycjach i robił wszystko, by rozbić szyki obronne rywali. Czerwono-niebiescy wreszcie zaczęli grać swoje. Pressing w ataku dawał efekty, częściej utrzymywali się przy piłce i kontrolowali wydarzenia na boisku. Pierwsze efekty przyszły szybko. Karol Struski, mimo swoich błędów, pokazał, że potrafi wziąć ciężar gry na siebie. Przejął piłkę na wysokości koła środkowego, ruszył z nią w stronę bramki przeciwnika i oddał płaski strzał zza pola karnego – na tyle groźny, że
bramkarz Lubomír Belko „wypluł” piłkę przed siebie. Tam znalazł się Jonatan Brunes, który inteligentną „wcinką” wyprowadził drużynę na prowadzenie.

Zmiany zrobiły robotę

O Jesúsie Diazie już było wspominane, ale cóż to było za wejście Lamine’a Diaby-Fadigi! Tercet Díaz–Rocha–Fadiga został autorem jak dotąd najładniejszej akcji Rakowa w tym sezonie. Genialny timing, gra na jeden kontakt: od Diaza, przez Fadigę, Rochę, i wykończenie Francuza po odegraniu Portugalczyka przypieczętowało wynik meczu. Diaby-Fadiga w swoim trzecim meczu z rzędu zdobył gola i aktualnie jest ex aequo z Jonatanem Brautem Brunesem w liczbie trafień. Jeśli tylko Francuz utrzyma ten poziom, będzie istotną postacią Medalików w tym sezonie.

Warto też wspomnieć o wejściu Bogdana Racovițana, który wraca po kontuzji zerwanych więzadeł krzyżowych. Rumuński obrońca zameldował się na boisku w 76. minucie i był pewnym punktem obrony. Bardzo dobrze zachował się w dwóch sytuacjach, kiedy to Žilina przeprowadzała swoje nieliczne ataki.

Pewne zwycięstwo, choć nerwów nie brakło

Za styl nie przyznaje się punktów – takie są fakty i nie ma co z tym dyskutować. Ale margines błędu w eliminacjach Ligi Konferencji jest minimalny. Na zbyt duży minimalizm pozwolili sobie wczoraj zawodnicy Marka Papszuna. Na szczęście MSK Žilina nie jest na tyle klasowym zespołem, by doszło do katastrofy. Niemniej jednak pierwsza połowa musi być traktowana jako żółta kartka dla sztabu i drużyny. Konieczne jest wystrzeganie się błędów, które mogły skończyć się dużo gorzej, gdyby nie interwencje Kacpra Trelowskiego – przede wszystkim ta z 30. minuty, która zasługuje na miano momentu meczu, nawet przy tak ładnej akcji tercetu Díaz–Rocha– Fadiga.

Już za tydzień Medaliki zmierzą się na własnym stadionie z Maccabi Haifą w pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Konferencji, a rewanż odbędzie się tydzień później na Węgrzech. Poziom rywala będzie zdecydowanie wyższy, ale jeśli chcesz grać w fazie ligowej europejskich pucharów, to takie dwumecze trzeba wygrywać. Dodatkowo w przypadku awansu do IV rundy Raków Częstochowa będzie drużyną rozstawioną w losowaniu, co może bardzo pomóc w kontekście ewentualnego awansu do fazy ligowej.

Zapraszamy do obejrzenia naszego studia pomeczowego, w którym gościem był były piłkarz, a później trener Rakowa – Dawid Jankowski.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo