Tomasz Pieńko „może zagwarantować, że Raków stanie się nieco mniej szablonowy”
Porównywany do Rafaela Leao, łączony z hiszpańską Granadą Tomasz Pieńko ostatecznie trafił pod Jasną Górę. W jakiego dokładnie zawodnika zainwestowały Medaliki?
Wysłane przez Jarosław Kłak | lip 30, 2025 | Piłka nożna | 7 min czytania

Spis treści:
W ostatnich dniach doszło do finalizacji transferu, o którym mówiło się już od dłuższego czasu. Szeregi Rakowa Częstochowa zasilił Tomasz Pieńko. Przychodzący z Zagłębia Lubin piłkarz to 21-letnia dziesiątka, o którą zabiegał trener Marek Papszun. Ta pozycja w Rakowie wydaje się więc być całkiem nieźle obsadzona, tym bardziej, gdy spojrzymy na to, że za kilka tygodni do rywalizacji powróci Ivi Lopez. Niemniej zanim wszyscy zaczniemy wcinać popcorn, oglądając walkę o pierwszy skład, warto nieco bliżej przyjrzeć się nowemu nabytkowi. W tym pomógł nam Filip Trokielewicz – dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna”, któremu sprawy Miedziowych są bardzo bliskie.
Wychowany w Lubinie
Tomasz Pieńko całe swoje piłkarskie dzieciństwo spędził grając w Lubinie. Pierwotnie dla Amico Lubin, a od 2015 roku rozpoczął swoją dziesięcioletnią przygodę w Zagłębiu Lubin. Tam szkolił się, przechodząc z etapu juniora do seniora. Swój pierwszy krok w futbolową dorosłość postawił 20 sierpnia 2021 roku, debiutując na poziomie PKO BP Ekstraklasy w meczu przeciwko Wiśle Płock. O rozwoju Pieńki więcej powiedział nam wcześniej wspomniany Filip Trokielewicz. „Jeśli chodzi o jego rozwój, mam trochę ambiwalentne odczucia. Pamiętam, jak napompowany był balonik, gdy stawiał on pierwsze kroki w zespole Miedziowych. Cechowała go energia, przebojowość, brak kompleksów. Nasuwa mi się tu analogia względem Dominika Sarapaty, który tego lata przeniósł się z Górnika Zabrze do Kopenhagi, choć są to piłkarze grający na różnych pozycjach. Z biegiem czasu rola Tomka rosła, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że oczekiwania rozmijały się nieco z rzeczywistością. Myślę, że Tomek był w Zagłębiu trochę zakładnikiem tego, że jest z Lubina. Ciążyła na nim duża presja, którą chciał udźwignąć, lecz niekoniecznie zawsze potrafił. Uważam, że nie pomogło mu również to, że był desygnowany do gry przede wszystkim na skrzydle. W moim mniemaniu docelową pozycją Tomka powinna być dziesiątka, mimo że szkoleniowcy Zagłębia raczej go tam nie widzieli”.
„Przypomina Rafaela Leao”
Jaka jest charakterystyka piłkarska zawodnika, który wzmocnił ekipę Medalików? Nasz rozmówca powiedział nam o podobieństwie Tomasza Pieńki do portugalskiej dziesiątki AC Milanu – Rafaela Leao, natomiast zaznaczył również, co kuleje u 21-latka. „Tomasz Pieńko jest na pewno zawodnikiem dość uniwersalnym – może zagrać na skrzydle, za plecami napastnika albo na pozycji numer dziewięć. Znając jednak specyficzny model gry Marka Papszuna, jestem przekonany, że Pieńko jest profilowany jako dziesiątka. 21-latek imponuje tym, jak potrafi połykać przestrzeń za plecami obrońców – to jeden z jego największych atutów. Kiedyś pewna osoba ze środowiska, w trakcie dyskusji o Pieńce, zwróciła mi uwagę na to, że pod tym kątem przypomina trochę Rafaela Leao, choć oczywiście to tak trochę z przymrużeniem oka. Piętą achillesową Tomka jest nadal decyzyjność. Zdecydowanie zbyt często zdarza mu się podejmować złe decyzje. Nawet biorąc pod uwagę ubiegły sezon, który indywidualnie był w jego wykonaniu najlepszy w karierze, trudno nie odnieść wrażenia, że mógł z niego wycisnąć więcej”.
Lekarstwo dla Medalików
Piłkarz urodzony we Wrocławiu, w Rakowie jest przewidywany do gry na pozycji numer dziesięć. Wokół klubu z Limanowskiego 83 w ostatnich latach dużo narzekało się na to, że dziesiątkom brakuje kreatywności, tudzież szeroko pojętej niekonwencjonalności. Taką z jednej strony mógłby gwarantować Jesus Diaz, jednak u niego umiejętności nie idą w parze z rozumieniem gry i podejmowaniem właściwych decyzji boiskowych. Być może Tomasz Pieńko będzie tym, który rozwiąże ten problem, co zaznaczył nam Filip Trokielewicz. „Marek Papszun musi mieć na niego plan, skoro od kilku okienek regularnie zabiegał o to, aby Pieńko przeniósł się pod Jasną Górę. Oglądając mecze Rakowa, jak na dłoni widać, że momentami brakuje przyspieszenia akcji. Raków intensywnością zamęcza swoich przeciwników, ale jednocześnie zdarza się, że męczy widzów. Myślę, że Tomek może zagwarantować właśnie to, że Raków stanie się nieco mniej szablonowy w swoich ofensywnych poczynaniach. Ponadto powinien świetnie odnaleźć się w intensywnej grze częstochowian, bo motoryka to jeden z jego największych atutów”.
„To ułożony facet”
Od Filipa Trokielewicza usłyszeliśmy również kilka słów na temat Pieńki od strony poza boiskowej i zdaje się, że nie powinien mieć problemów z podporządkowaniem się do organizacji w Rakowie Częstochowa. „Pieńko nie jest na pewno typem lidera w szatni. To gość, który przemawia raczej na boisku. W Zagłębiu starał się brać na siebie odpowiedzialność, choć – tak jak wspomniałem wcześniej – nie zawsze mu to wychodziło. Na pewno nie powinien sprawiać problemów – to ułożony facet, który otacza się zaufanymi ludźmi. Co ciekawe, jeszcze do niedawna nie miał menedżera. Pieczę nad jego karierą sprawowała rodzina”.
Wybór Rakowa. „Optymalne rozwiązanie”
Tomasz Pieńko oprócz Rakowa miał też oferty z Lecha Poznań oraz z zagranicy. Według eksperta to właściwa decyzja piłkarza o pozostaniu w Polsce i wyborze Medalików. „Tego lata Tomek nie mógł liczyć na zbyt wiele interesujących propozycji. Było zainteresowanie właśnie ze strony Rakowa, a także Lecha Poznań, Granady i z MLS. Sądzę, że wybrał optymalne rozwiązanie, ponieważ nie mam przekonania, że poradziłby sobie za granicą. Nie zdziwiłbym się, gdyby wyjazd na tym etapie kariery oznaczał powrót do Polski za rok czy półtora – z podkulonym ogonem. Zagłębie faktycznie zarobiło sporo, ale nie jest tajemnicą, że liczyło na więcej. Biorąc jednak pod uwagę, że Pieńko miał zaledwie rok kontraktu, wydaje mi się, że każda ze stron ubiła niezły interes” – stwierdził Filip Trokielewicz.
Namnożyło się dziesiątek
Liczba dziesiątek w Rakowie naprawdę konkretnie się zwiększyła. Po kontuzji wrócił Michael Ameyaw, który znakomicie prezentował się w okresie przygotowawczym i w pierwszym meczu z Gieksą. Oprócz niego jest Adriano Amorim, który nie do końca wiadomo, czy będzie rywalizować na dziesiątce czy wahadle. Do klubu trafił Lamine Diaby-Fadiga, który w ostatnich dwóch meczach strzelił dwa gole. Jest też wykupiony ze Stali Rzeszów Jesus Diaz, co do którego jednak sporo osób, w tym sam trener Marek Papszun ma poważne obiekcje. Do tego wszystkiego nawet Patryk Makuch grał w pierwszych meczach podwieszony pod Jonatanem Brunesem, a już do trenowania wkrótce powróci Ivi Lopez. Jeszcze gdzieś głęboko w zamrażarce jest schowany Jakub Myszor. Do wszystkich wymienionych dołącza Tomasz Pieńko, któremu rywalizacja może wymóc na nim przyspieszony rozwój. Niemniej na dziesiątkach możemy być świadkami w najbliższych tygodniach naprawdę sporej rotacji. Jak w tym wszystkim odnajdzie się przychodzący z Zagłębia Pieńko? Na jego temat w jednym z ostatnich programów na naszym kanale NA WYLOT wypowiedział się ekspert Canal+ Sport – Remigiusz Kula. „To taki zawodnik, który w skali naszej ligi jest żywym sreberkiem. Natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że jest to zawodnik bardzo nieregularny. Jego liczby na mnie specjalnego wrażenia na poziomie PKO BP Ekstraklasy nie robią, chociaż jest to oczywiście młody piłkarz. Wydaje mi się, że musi przejść szkołę trenera Papszuna, że to wszystko potrwa, że to będzie proces. […] Dla mnie on w Zagłębiu był zbyt mało regularny, żeby móc powiedzieć, że będzie to złoty strzał Rakowa i stanie się gwiazdą zespołu”.
Jesteśmy świadkami kolejnego transferu wewnątrz ligi w wykonaniu Rakowa Częstochowa. To powinno cieszyć wszystkich obserwatorów PKO BP Ekstraklasy, że ten kapitał, zarówno piłkarski, jak i finansowy, pozostaje w naszej lidze. Tomasz Pieńko w koszulce Miedziowych na poziomie pierwszej drużyny zagrał łącznie 112 meczów, strzelając w nich 12 goli. Przed nim nowe wyzwania w czerwono-niebieskich barwach.




