Nitras odchodzi. Resort sportu i turystyki ma nowego szefa
Jakub Rutnicki zmienia z „ławki rezerwowych” Sławomira Nitrasa.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | lip 23, 2025 | Częstochowa | 10 min czytania

Spis treści:
Za nami rekonstrukcja rządu Donalda Tuska, a jedna z istotniejszych zmian dotyczyła ministerstwa sportu i turystyki. Ze stanowiskiem szefa tego resortu pożegnał się Sławomir Nitras, a w najbliższych dniach zastąpi go inny poseł KO, Jakub Rutnicki. W swojej krótkiej, nieco ponad półtorarocznej kadencji, Nitras niektórymi wypowiedziami i decyzjami sprawił, że w pewnych kręgach i środowiskach zostanie zapamiętany inaczej niż pozostali ministrowie w tej dziedzinie z ostatnich lat. Kiedy zatem miewał on swoje pięć minut w debacie publicznej i jaka jego decyzja odbiła się szerszym echem w Częstochowie?
Minister antystadionowy?
Jednym z bardziej rozgrzewających tematów w przestrzeni medialnej była infrastruktura. W ciągu ostatniego roku rządów Prawa i Sprawiedliwości ówczesny premier Mateusz Morawiecki zapowiedział przekazanie 103 milionów złotych dla Chorzowa na nowy stadion dla Ruchu, 45 milionów dla Zabrza na ukończenie stadionu przy ulicy Roosevelta, czyli postawienie czwartej trybuny oraz 35 milionów dla Częstochowy na modernizację kameralnego obiektu przy Limanowskiego 83. Po zmianie władzy oczywiste stało się pytanie czy te deklaracje zostaną podtrzymane i samorządy będą mogły liczyć na pomoc. Odpowiedź ministra nadeszła w czerwcu ubiegłego roku podczas spotkania z dziennikarzami na doskonale znanym częstochowskim kibicom stadionie Zagłębia Sosnowiec.
„Jesteśmy na obiekcie, który powstał bez wsparcia ministerialnego. W Katowicach buduje się obiekt, który powstaje bez wsparcia finansowego, nie tak daleko, w Opolu, który powstaje obiekt bez wsparcia finansowego ministerstwa. W Gliwicach powstał obiekt bez wsparcia ministerialnego. Należy sobie w pierwszej kolejności zadać pytanie: czy wobec Sosnowca, Zabrza, Katowic, Opola, mówię tylko o ziemi śląskiej, czy to byłoby w porządku, gdyby miasta budowały obiekty własnym wysiłkiem, a inny klub dostałby obiekt za darmo? Wydaje mi się, że byłoby to nie w porządku. Nie będę finansował stadionów, bo one nie służą sportowi powszechnemu, tylko służą komercyjnemu sportowi. Samorządy, tak samo jak budują teatry, opery, tak samo powinny budować stadiony piłkarskie, bo to jest część niezbędna infrastruktury sportowej każdego, dużego, szanującego się miasta” – podkreślił minister.
Strategia ministerstwa zatem stała się jasna. Trudno liczyć na dofinansowania dla stadionów piłkarskich, których budowa w ocenie ministra Nitrasa leży wyłącznie wśród kompetencji samorządów. Ta opinia była to zatem zimny prysznicem dla kibiców w Częstochowie, ale również dla sympatyków Ruchu Chorzów. Pewną ciekawostką w tej kwestii jest fakt, że pomimo podkreślania przez ministra, że stadion w Katowicach powstał bez wsparcia ministerstwa, to jednak dla obiektu przy ulicy Bukowej, co prawda symboliczne, ale jednak dofinansowanie o wartości 7 milionów złotych się znalazło. 29 listopada 2024 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki ogłosiło rozstrzygnięcie „Programu wsparcia inwestycji sportowych”, mającego na celu pomoc samorządom przy budowie i modernizacji infrastruktury sportowej. Lista podmiotów, które zostały zakwalifikowane do finansowania liczy 65 inwestycji. Łączna suma dofinansowania wynosi 98.801.826 zł. Punkt numer 50 to budowa Stadionu Miejskiego w Katowicach z kwotą dofinansowania 7.000.000 zł. Więcej dostał tylko wniosek „Modernizacja terenów sportowych przy ul. Wawelskiej w Warszawie – etap 2024” (dawna Skra) – 9.069.200 zł. Miasto Katowice tym wsparciem się nie pochwaliło, jednak sam minister pojawił się na otwarciu nowego obiektu, gdzie zresztą podczas inauguracyjnego meczu Gieksy z Górnikiem Zabrze został głośno wygwizdany przez kibiców. Skąd zatem ta niechęć do ministra na trybunach?
Kontrowersje wokół ministra Nitrasa
Jesienią 2023 podczas kampanii Legii Warszawa w fazie grupowej Ligi Konferencji Europy mecze wyjazdowe do Alkmaar oraz do Birmingham przeszły do historii w sposób niezwykle negatywny. W Alkmaar skończyło się to skandalicznym potraktowaniem przez holenderską policję nie tylko polskich kibiców, ale również i samych zawodników, co skończyło się aresztowaniem kapitana Legii Josue Pesqueiry oraz obrońcy Radovana Pankova. W Birmingham z kolei poza starciami brytyjskich służb z kibicami punktem kulminacyjnym było wyproszenie z pubu prezesa zarządu Wojskowych Dariusza Mioduskiego. I to właśnie zapytany w marcu 2024 w Kanale Sportowym o finansowanie wyjazdów polskich ekip w europejskich pucharach w ramach programu Poland Travel Sławomir Nitras niezwykle kontrowersyjnie odniósł się do wydarzeń z Birmingham. „Ja potem patrzę na obrazki w telewizji, to co się działo w Holandii z Legią. Czy widzę prezesa klubu… Byliście kiedyś w pubie w Anglii? Ja byłem! Nigdy mnie nikt nie wyprosił z pubu w Anglii. Ale jakby ktoś mnie wyprosił z pubu w Anglii, a byłbym osobą publiczną, to nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby się chwalić, że mnie ktoś wyrzucił z pubu w Anglii. I państwo polskie za taką promocję ma płacić? Że wszystkie gazety brytyjskie piszą, że nie kibice czy kibole. Ale, że wręcz prezesi prawie się leją. My będziemy Anglików uczyli?” – mówił Nitras.
„Jak rozmawiamy o kibicu z Żylety, to mogę się godzić, że jemu wolno więcej niż prezesowi klubu. Można krzyknąć coś, co prezesowi nie wypada. Ale jeżeli ktoś jest w Anglii, to sugeruję mu, żeby jednak uważał, że policjant brytyjski wie lepiej, jakie jest w Wielkiej Brytanii prawo niż on. A po drugie jeżeli ktoś bierze pieniądze z budżetu państwa za promocję Polski za granicą, to ja oczekuję, że nie będzie się prał z policją za granicą. A jeżeli się będzie prał, to ja tych pieniędzy nie dam” – kontynuował ówczesny minister.
Sprawa bardzo szybko stała się medialna oraz polityczna. Jako pierwszy skomentował to poseł opozycji Sebastian Kaleta. „Oj będzie głośno o tej wypowiedzi Nitrasa. Przekręcanie przebiegu wydarzeń przez prawą rękę dosłownie i w przenośni Rafała Trzaskowskiego nie spotka się bez reakcji kibiców. Podobnie było po poprzednim ataku Nitrasa na Legię. Dodatkowo kompletnie nieznośna jest ta maniera Nitrasa, który ciągle, co kilka zdań, mówił „ja ja ja” jeśli chodzi o dystrybuowanie publicznych pieniędzy. To nie są prywatne pieniądze Nitrasa. Sodówa” – skomentował na platformie X.
A o jakim pierwszym ataku mowa? Minister Nitras już świeżo po meczu na dniach po tym jak został ministrem sportu skomentował te incydenty. „Patrzę na to z ogromnym smutkiem. To nie jest tak, że każdy wyjazd polskiego klubu zagranicę kończy się awanturami. Jest chyba jakiś problem z kibicami Legii, bo to jest kolejny raz, kiedy nie dostosowują się do standardów obowiązujących w innych krajach. Jest pytanie, czy nie powinniśmy tych standardów podnieść. I stosować takie, które gwarantują bezpieczeństwo wszystkim na stadionie, a nie powodują, że stadion jest zdominowany przez grupę najbardziej zagorzałych fanów. Musimy się z tym zmierzyć jako państwo. Wydaje mi się, że zarówno kluby ekstraklasy jak i związek piłkarski powinny poważnie się nad tym pochylić. Na pewno jest to powód do refleksji” – oświadczył minister sportu i turystyki w TOK FM.
Do sprawy bardzo szybko się odnieśli kibice Legii, już na kolejnym domowym meczu na ‘’Żylecie’’ pojawił się transparent “Nitras zmień dilera”, a po wywiadzie w Kanale Sportowym “Żyleta” również nie pozostała dłużna i odpowiedziała transparentem ‘’Zmiana dilera nie pomogła, Nitras przestań ćpać’’. O tych wydarzeniach nie zapomnieli, na tegorocznym finale PP pojawił się kolejny transparent uderzający w ministra. Finalnie ten konflikt nie okazał się jedynie wymianą słów. W ubiegłym sezonie Polska była w Lidze Konferencji reprezentowana przez Jagiellonię i ponownie przez Legię, jednak wspomniane wcześniej dofinansowanie z programu Poland Travel trafiło tylko do Jagiellonii. Wszystko przez zmianę przepisów wystosowaną właśnie przez ministerstwo sportu i turystyki, które mówią, że dofinansowaniem nie mogą być obejmowane kluby, na które w ciągu ostatniego półrocza została nałożona kara dyscyplinarna od UEFY, co jest oczywistym uderzeniem w Legię, ale nie tylko w nią bo doskonale wiemy jak UEFA nie tylko lubi szastać karami na lewo i prawo, ale przede wszystkim nie ma po drodze z polskim środowiskiem kibicowskim.
Finisz urzędowania czyli kontrowersji ciąg dalszy
Po raz ostatni Sławomir Nitras swojemu negatywnemu nastawieniu do Legii Warszawa dał upust po finale Pucharu Polski, w którym to Legia pokonała 4:3 Pogoń Szczecin, której minister jest zadeklarowanym kibicem. W pierwszym momencie polityk nie pogratulował wygranej stołecznemu klubowi, z czego później tłumaczył się podczas wywiadu u Bogdana Rymanowskiego w Radiu Zet.
„Ja nie wiem, czy… Ja gratuluję… piłkarzom Legii Warszawa” – zaczął minister, jąkając się. „Oni byli lepsi tego dnia. Zdecydowała moim zdaniem znacznie mocniejsza ławka, Pogoni ewidentnie zabrakło tego drugiego oddechu. Jestem kibicem Pogoni, więc nie miejcie do mnie pretensji, że w dniu meczu raczej nie jest to dla mnie najprzyjemniejszy moment. Ale dzisiaj mogę spokojnie pogratulować” – wyjaśnił 52-latek, a jego słowa wywołały oburzenie sporej części kibiców.
Inną kontrowersją była sprawa rozgrywanego w Polsce turnieju finałowego Ligi Mistrzów siatkarzy, o której poinformował portal Weszło. Nie byłoby podczas jego przebiegu niczego szczególnego, gdyby nie fakt, że siatkarze Aluronu CMC Warty Zawiercie rozgrywali swój półfinał z Jastrzębskim Węglem zaledwie dzień przed finałem, podczas gdy włoska Perugia grała swój mecz już w piątek, choć pierwotnie miał on się odbyć również w sobotę. Skąd zatem ta zmiana terminarza? Otóż rywalem Perugii w półfinale miał być Projekt Warszawa niespodziewanie jednak wyeliminowany w ćwierćfinale przez turecki Halkbank. Jak się okazało, na pewien pomysł wpadł właśnie Sławomir Nitras, który wspólnie z wywodzącą się z KO prezydent Łodzi Hanną Zdanowską zadbał o to, aby pierwszy półfinał rozgrywanego w Łodzi Final Four odbył się już w piątek, tak aby… Rafał Trzaskowski mógł pojawić się na meczu Projektu Warszawa przed ciszą wyborczą. W końcowym rozrachunku nie pomogło to Jurajskim Rycerzom, którzy mając mniej czasu na regenerację przegrali decydujące starcie.
Nowy minister Jakub Rutnicki, czy jest to postać anonimowa?
Rzucamy jednak okiem na następcę na fotelu ministra. Jakub Rutnicki, podobnie jak Sławomir Nitras w momencie obejmowania urzędu ministra sportu i turystyki, nie jest postacią anonimową. W latach 2019-2023, czyli podczas poprzedniej kadencji sejmu był on przewodniczącym komisji Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, zatem doświadczenie w tej kwestii posiada. Podczas obecnej kadencji kilkukrotnie znajdował się na świeczniku, kiedy podczas swoich wystąpień na mównicy zawsze wzbudzał emocje wśród posłów opozycji, jakie nie do końca służą powadze polskiego sejmu. Miał również swój moment niekoniecznie w pozytywnym tych słów znaczeniu, kiedy podczas składania podpisów dla zgłoszenia kandydatury Rafała Trzaskowskiego, jak gdyby nigdy nic podniósł jedną ręką kilka pudełek rzekomo pełnych podpisów, co było podważane pod względem wytrzymałościowym.
Przed ministerstwem sportu wciąż stoi wiele wyzwań, infrastruktura sportowa w Polsce naprawdę robi coraz większe wrażenie, a i szkolenie młodych sportowców w wielu dyscyplinach na papierze wygląda coraz lepiej, pojawił się zatem potencjał jakiego nie można zmarnować, a wykorzystaniem tego może być już nie raz wspominana organizacja Euro 2036. Tego projektu nie można odkładać, a planowanie i prace należy rozpoczynać już teraz. Inną sprawą jest coraz gorszy w Polsce stan sportów zimowych, gdzie z kolei infrastruktura jest w opłakanym stanie, a przecież Polska i zimowe tradycje sportowe ma ogromne. Już w przyszłym roku zimowe Igrzyska w Mediolanie, czy będą one zimnym prysznicem dla władzy?


