startBlogM. Szymanek: Referendum? Podpisałbym i uczestniczył (cz. 2)

M. Szymanek: Referendum? Podpisałbym i uczestniczył (cz. 2)

Reprezentant Ludowców szczerze o Częstochowie.

Wysłane przez Kamil Bednarski | lip 10, 2025 | Częstochowa | 14 min czytania

Mateusz Szymanek z Młodej Polski, która należy do Polskiego Stronnictwa Ludowego w drugiej części rozmowy z nawylot.tv, która dotyczyła spraw lokalnych, mówi o swoim poparciu dla referendum odwoławczego, rozczarowaniu Krzysztofem Świerczyńskim, nowym stadionie dla Częstochowy i projekcie dwukadencyjności złożonym w sejmie przez jego formację.

Co chciałbyś, aby zmieniło się w mieście?

Może powiedzmy takie trzy rzeczy. Uważam, że kluczowe jest zadbanie w tej chwili o promocję miasta i tutaj są potrzebne inwestycje w infrastrukturę sportową, bo Częstochowa się w tej chwili kompromituje na forum Polski, dlatego że jesteśmy chyba jedynym miastem, które ma więcej niż 100 tysięcy mieszkańców i nie ma nowoczesnego stadionu, ani nawet nie planuje go budować. No bo to, co miasto robi z Elanexem, to uważam, że to nie są realne plany budowy, tylko to jest takie wodzenie za nos, co zresztą świetnie udowadniają dziennikarze sportowi na czele z Przemysławem Langierem, którzy się tej sprawie przyjrzeli.

Więc po pierwsze – promocja miasta, wizerunek miasta, bo dzisiaj są to bardzo ważne rzeczy, jak się miasto kojarzy w przestrzeni publicznej. To jest kluczowe, żeby ściągać młode osoby, studentów, pracowników, inwestycje – więc nie można przechodzić wobec takich kwestii jak wizerunek miasta przechodzić obojętnie. Dzisiaj PR i marketing to podstawa.

Po drugie – wykorzystanie tego, że Częstochowa ma niemałe zaplecze akademickie w postaci Politechniki i Uniwersytetu. Studiuje tutaj wielu studentów, a uważam, że nie ma dobrej koordynacji współpracy między uniwersytetami, uczelniami a sektorem biznesowym i samorządem. Tutaj miasto w rolę takiego mediatora powinno się wcielić. Ostatnio czytamy o kieruneku medycznym, który jest wielkim sukcesem naszego uniwersytetu – studenci stamtąd są wypychani na praktyki w szpitalu w Radomsku, zamiast pomagać tutaj w Częstochowie w naszych szpitalach i przychodniach. Ktoś nad tym ewidentnie nie panuje i nie jest w stanie wykorzystać ogromnego potencjału, jakim jest to, że są tutaj młodzi ludzie, którzy tutaj chcą studiować, tutaj chcą się rozwijać i chcieliby też mieć perspektywę tego, żeby tutaj później zostać. Więc proponowałbym bardzo mocną współpracę biznesu i nauki w Częstochowie, koordynowaną i wspomaganą aktywnie przez miasto.

Po trzecie – w końcu wyjść z jakąś ofertą do pielgrzymów, którzy są tak naprawdę głównym źródłem turystyki w mieście. Przez lata Lewica traktowała pielgrzymów jako zło, straszyła nimi, chciała ich opodatkować, a nie wychodziła do nich z zachętą pozostania tu na dłużej. Poza wizytą na Jasnej Górze, poza wizytą w klasztorze, ci ludzie być może chcieliby też skorzystać z gastronomii w naszym mieście, z innych uroków Częstochowy, być może z kultury. Ta kwestia została całkowicie położona. Uważam, że są w związku z tym możliwe do zdobycia ogromne pieniądze dla lokalnych przedsiębiorców oraz mieszkańców, bo Częstochowa jest odwiedzana przez miliony ludzi każdego roku.

Zostańmy przy stadionie, bo wiemy, że to temat tobie bliski. Kiedyś organizowaliście nawet konferencję. Każdy powie, że to temat spóźniony o wiele lat, ale co z nim zrobić dzisiaj? Nadal prowadzić oczekiwanie, podejmować dodatkowe działania, szukać nowej lokalizacji?

Powiem coś, co się pewnie wielu kibicom nie spodoba, bo wizualizacja stadionu na Elanexie była imponująca. To nie zmienia faktu, że powinno się jak najszybciej zrezygnować z tej lokalizacji. Po pierwsze dlatego, że struktura własnościowa, która tam jest, nie rozwiąże się jeszcze przez wiele, wiele lat. I nic nie wskazuje na to, żeby przez wiele, wiele lat miasto miało te tereny w spokojną własność objąć. Więc jeżeli mówimy o budowaniu czegoś na terenach, które nawet w tej chwili nie są własnością miasta, to mówimy o czymś bardzo przyszłym i niepewnym a w sytuacji Rakowa – ten stadion potrzebny jest, jak też słusznie zauważyłeś, na już. W ogóle nie powinna być z tego powodu ta lokalizacja rozważana.

Drugi powód, dla którego ta lokalizacja nie powinna być rozważana, to są koszty. Wstępne kosztorysy tego stadionu – zresztą spóźnione kosztorysy, dlatego też interweniowaliśmy, żeby wykazać, jak bardzo miasto się nie spieszy z tym, żeby ten stadion zbudować – pokazują, że całość inwestycji to jest chyba 400 milionów złotych. Czyli mniej więcej tyle, ile kosztował stadion Śląska Wrocław i Lecha Poznań – ogromne czterdziestotysięczne areny na Euro 2012 – i za tyle samo mielibyśmy budować stadion na kilkanaście tysięcy w Częstochowie. No po prostu Częstochowy na to nie stać. Ta lokalizacja jest bardzo droga i zdecydowanie za droga jak na takie 200 – tysięczne miasto.

I moim zdaniem, biorąc pod uwagę jak ogromne są problemy finansowe miasta, a też jak pilna jest potrzeba klubu, powinniśmy poszukać rozwiązań, które są najtańsze i najszybsze do realizacji. I mi przychodzą do głowy dwa projekty. Jeden to jest wspólny stadion Rakowa i Włókniarza na Zawodziu. Są w Polsce stadiony, które łączą żużel i piłkę nożną – na przykład stadion w Rzeszowie. I to uważam, że dla obu klubów, mimo że to jest rozwiązanie kompromisowe, dlatego kibice zarówno Rakowa, jak i Włókniarza nigdy nie skaczą z radości, jak je słyszą – to jednak oba kluby by zyskały nowocześniejsze i zadaszone areny. Jest tam zaplecze parkingowe, dojazdowe, drogowe, więc nie trzeba by było bardzo dużo inwestować w tereny dookoła. Są to tereny miasta już też w tej chwili, więc pewnego rodzaju fundament jest. Mogłoby się to okazać zarówno tanie, jak i szybkie do przeprowadzenia, co w tej chwili jest bezcenne.

Mówimy tutaj o nowym obiekcie, bo studium wykluczyło rozbudowę aktualnego stadionu przy Olsztyńskiej.

Tak. Trzeba by tutaj zburzyć trybuny i rozpocząć budowę takiego nowoczesnego obiektu od nowa. Tym bardziej, że ten obiekt – nawet gdyby go spróbować jakoś prowizorycznie przystosować – nie jest wygodny do oglądania piłki nożnej i nie jest też najwygodniejszym obiektem do oglądania żużla. Są już zarówno nowocześniejsze areny piłkarskie, jak i żużlowe w Polsce, więc tutaj mówię o budowie od nowa, ale chociaż teren jest miasta i infrastruktura dookoła jest gotowa.

A nie uważasz, że minister Nitras będzie niechętny na dofinansowanie jakiegokolwiek projektu? Poseł Strach mówił nam, że nie powinien o tym sam decydować, ale czy rzeczywiście nie będzie takiego zagrożenia?

Nie będzie mowy o przekonaniu ministra Nitrasa do finansowania jakiegokolwiek projektu, jeżeli miasto nie będzie miało zabezpieczonych kwestii własnościowych i po prostu nie rozpocznie realizacji tego projektu. Żeby z kimkolwiek rozmawiać o dofinansowaniach, to trzeba mu dać jakąś spójną, realizowalną wizję, a w tej chwili miasto tego nie przedstawia. Bo to, co mamy, to jest studium wykonalności na terenach, na których nawet się nie da w tej chwili budować, jakaś olbrzymia cena i zero konkretów. Dużo łatwiej będzie nacisnąć na ministra, żeby przyznał dofinansowanie, jeżeli będziemy mieli jakiś konkret, niż w sytuacji, kiedy możemy mówić co najwyżej o jakichś projektach.

Jak zapatrujecie się na kwestię przywrócenia województwa częstochowskiego? Czy ruszycie z takim działaniem, z taką presją, żeby to powstało?

To jest ta czwarta rzecz, o której zapomniałem wspomnieć przy ofercie dla Częstochowy. Nie uważam, żeby województwo częstochowskie było korzystne dla Częstochowy, dlatego że byłoby to bardzo biedne województwo. Co nie zmienia faktu, że uważam, że status miasta wojewódzkiego dla Częstochowy jest konieczny i bardzo potrzebny. I tutaj misto powinno aktyenie lobbować, żeby albo uzyskać status miasta wojewódzkiego w obecnie funkcjonującym województwie śląskim, albo w którymś z sąsiadujących z nami województw – czyli świętokrzyskim albo łódzkim, ewentualnie opolskim – dlatego że te województwa są niedociążone ludnościowo w stosunku do Śląska.

Uważam, że Częstochowa ma wszystkie przesłanki, żeby być miastem wojewódzkim – po prostu wielkościowo, kulturowo i historycznie . Nie widzę żadnych przesłanek, dlaczego Opole może być miastem wojewódzkim mając 100 tysięcy mieszkańców, a Częstochowa, która ma 200 tysięcy, nie może być. Uważam, że też wtedy jest to dużo łatwiejsze do przeprowadzenia, bo po prostu dużo łatwiej przyznać status miasta wojewódzkiego i przenieść tutaj sejmik i kilka urzędów administracji, niż tworzyć od podstaw całkowicie nowe województwo, co wiąże się z ogromnymi kosztami. Poza tym, tak jak wspomniałem, to województwo byłoby najprawdopodobniej najmniejszym, najbiedniejszym województwem w Polsce, gdyby powstało. Też nie bardzo ościenne powiaty chcą z nami rozmawiać o tworzeniu tego województwa. Wiem, że mieszkańcy Lublińca są bardzo na nie, mieszkańcy Myszkowa nie są zdecydowanie na tak. Więc z kim mielibyśmy to województwo tworzyć? Te powiaty wolą być w śląskim, dlatego że to jest bardzo bogate województwo i jest dużo funduszy do pozyskania w ten sposób.

Więc raczej status miasta wojewódzkiego, a nie województwo. No i najprawdopodobniej staniemy też w najbliższych latach w Polsce przed koniecznością reformy administracyjnej, reformy wojewódzkiej, dlatego że obecne województwa powstały tylko i wyłącznie w takim celu, żeby było łatwo rozdysponowywać środki unijne. W momencie, kiedy my się staniemy płatnikiem netto do Brukseli, to nie będzie już sensu utrzymywać podziału administracyjnego po to, żeby dobrze rozdysponowywać fundusze unijne, bo one będą w pomijalnej wielkości. Więc będziemy mogli się wtedy skupić na podziale administracyjnym bardziej pragmatycznym – i albo stworzymy makroregiony (6-7 „megawojewództw”), albo wrócimy do 49 województw i zlikwidujemy powiaty. Trzeba być tutaj czujnym i Częstochowa musi walczyć o swoje, żeby już drugi raz nie zostać tak potraktowana jak w 1998 roku i po prostu pominięta.

Wspominałeś, że wiele rzeczy w rządach prezydenta Matyjaszczyka ci się nie podobało, a jak oceniasz ostatni okres zarządzania miastem przez Lewicę i KO?

Na przestrzeni ostatnich 20 lat — Częstochowa często jest czwartym najszybciej wyludniającym się w liczbach bezwzględnych miastem w Polsce. Przed nami jest tylko Łódź, która jest negatywnym fenomenem w skali Europy pod względem utraty liczby mieszkańców, oraz Bytom i Katowice, gdzie są szkody górnicze i masa osób wyprowadza się, bo boi się zawalenia mieszkań. Jesteśmy więc w absolutnej pejoratywnej czołówce, ponieważ Częstochowa przez ostatnie kilkanaście lat za rządów lewicy nie podjęła żadnych spektakularnych inwestycji ani w infrastrukturę, ani promocję miasta, które były podejmowane za poprzednich władz.

Zobaczmy, że wszystkie największe projekty dla naszego miasta — trzecia linia tramwajowa na Raków, hala na Zawodziu, remont stadionu Włókniarza, remont Alei Najświętszej Marii Panny — były rozpoczęte jeszcze za prezydenta Wrony. Obecna władza boi się podejmować większych projektów infrastrukturalnych, na czele z ciągnącym się od lat problemem ze stadionem Rakowa, który jest wizytówką nieudolności miasta i polityki, mającej na celu, by nie podejmować dużych wyzwań. Nie wiem, czy z lenistwa, czy ze strachu, ale taka zachowawcza polityka w przypadku miasta w ciężkiej sytuacji demograficznej, jak Częstochowa, które zostało źle potraktowane przez reformę samorządową, musi prowadzić do tego, że miasto się nie rozwija, lecz zwija. Brakuje zdecydowanie odwagi i świeżości. Lewica nie prowadzi tu strategicznego rządzenia — co najwyżej prowadzi bieżące zarządzanie miastem i budżetem i to obserwujemy od kilkunastu lat. Brak spójnej wizji i patrzenia w przyszłość, a jedynie skupianie się na kampaniach do najbliższych wyborów samorządowych. PR i propaganda idą im lepiej niż rządzenie.

Jeśli chodzi o tę świeżość, przeciwnicy prezydenta pewnie drżą teraz przez projekt złożony przez Ludowców w sejmie, dotyczący zniesienia dwukadencyjności. Czy byłbyś za tym, żeby odwieść swoje ugrupowanie od tego pomysłu?

Jest bardzo mało szans, że ten projekt znajdzie się na biurku prezydenta, a potem jeszcze otrzyma podpis prezydenta Nawrockiego. Uważam, że ograniczenie w postaci dwukadencyjności nie było konieczne, ponieważ ludzie mają prawo sami decydować, czy ktoś im odpowiada, czy nie. Najprawdopodobniej dwukadencyjność nie zostanie zniesiona, co oznacza dla prezydenta Matyjaszczyka i jego ekipy duży problem, ponieważ przez te lata nie wykształcili drugiego tak rozpoznawalnego polityka jak Krzysztof Matyjaszczyk, który mógłby odnosić takie sukcesy wyborcze. W obecnej sytuacji może to doprowadzić do przejęcia władzy w Częstochowie przez KO, jak stało się to w prawie każdym większym mieście w Polsce.

Trzecia Droga wprowadziła do rady miasta dwóch reprezentantów Mieszkańców Częstochowy. Czy obserwujesz poczynania Marcina Marandy i Krzysztofa Świerczyńskiego? Twoim zdaniem wejście w układ było niezbędne?

Popierałem Krzysztofa Świerczyńskiego zarówno w wyborach samorządowych, jak i sejmowych, natomiast jestem rozczarowany, że zdecydował się na współpracę z prezydentem Matyjaszczykiem, choć i tak nie stanowi on o większości w Radzie Miasta i nie jest w stanie strategicznie walczyć o swoje postulaty. Uważam, że to zmarnowany potencjał. Lepiej było ustawić się w opozycji, konstruktywnie krytykować prezydenta przez pięć lat i spróbować w nowym rozdaniu z bardziej wiarygodnej, krytycznej pozycji ponownie wystartować jako kandydat środka. W tym wypadku, gdy zdecydowano się na współpracę, uważam, że to duża utrata wiarygodności i przez to brakuje w Częstochowie opozycji antyprezydenckiej, która jednocześnie byłaby niepisowska.

Powinni poprzeć referendum odwoławcze, o którym mówi się coraz więcej? Czy ty i twoje środowisko poprze inicjatywę referendum?

Tak, zarówno podpisałbym się pod referendum, jak i później w nim uczestniczył.

Jaka jest twoja polityczna ambicja? Konkretne stanowisko w rządzie, europarlament czy wystarczy na przykład sejmik województwa?

Najbardziej, przede wszystkim – to jest pierwsza rzecz, o którą zabiegam i o której marzę – to jest zmienić coś w Częstochowie i mieć wpływ na to, jak zarządzana jest Częstochowa. Uważam, że zostanie radnym to jest mój cel na najbliższe wybory samorządowe i coś, o czym mogę głośno mówić. A co się jeszcze w życiu uda i gdzie los zaprowadzi – to tak odległa przyszłość, że na razie o tym nie myślę. Nie traktuję polityki jako zawodu, tylko jako dodatkową działalność.

Myślę, że w wyborach parlamentarnych wystartuję, dlatego że na pewno będzie jakaś lista, którą uznam za ciekawą i wartościową, i będę chciał ją wesprzeć swoim nazwiskiem – przynajmniej w to wierzę, że taka lista z udziałem Polskiego Stronnictwa Ludowego powstanie. Natomiast przede wszystkim priorytetem dla mnie jest najpierw zmiana w swoich małych ojczyznach i tutaj wywarcie jakiegoś wpływu, a dopiero później, ewentualnie z tym doświadczeniem, pójście do ogólnokrajowej polityki.

A może od razu start na prezydenta Częstochowy po skutecznym referendum?

Spełniam już kryteria – jestem powyżej 25. roku życia, więc mam bierne prawo wyborcze. Dlaczego nie? Może trzeba zaczynać młodo, żeby później zdążyć nie tylko wystartować, ale też przy jednej z kolejnych prób wygrać jakieś wybory.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo