Pogrom we Wrocławiu. Sparta rozbiła ROW!
Faworyt nie zostawił złudzeń.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | cze 21, 2025 | Żużel | 4 min czytania

Spis treści:
W ramach 9. kolejki PGE Ekstraligi Betard Sparta Wrocław podejmowała na własnym torze Innpro ROW Rybnik. Spotkanie zakończyło się wynikiem 57:33. Rybniczanie zostali wręcz rozjechani jak pierwszoligowa drużyna. Dla Sparty to był spacerek, a kibice we Wrocławiu mieli swoje małe święto.
Goście zostali w parku maszyn
Pierwsza seria startów toczyła się pod zdecydowane dyktando Spartan. Gospodarze byli znakomicie przełożeni, co skutkowało wyśmienitymi startami spod taśmy. Po trzech biegach wrocławscy kibice mieli powody do ekstazy – trzy podwójne zwycięstwa i wizja bardzo szybkiego zamknięcia meczu przed własną publicznością. ROW odpowiedział w czwartym biegu – po indywidualnym zwycięstwie Maksyma Drabika gonitwa zakończyła się wynikiem 4:2 dla rybniczan.
ROW wpadł do rowu
Sympatycy Rekinów w drugiej serii startów nie byli świadkami znaczącej poprawy jazdy swoich podopiecznych. Ewidentnie tor we Wrocławiu nie chciał współpracować z ich maszynami. Łaguta, Krawczyk i Kurtz swoimi indywidualnymi popisami zapewniali biegowe zwycięstwa, a Rybnik? Próbował, ale Spartanie byli zdecydowanie lepsi – zarówno na starcie, jak i na dystansie. Choć w szóstym biegu Gleb Chugunov umiejętnie odpierał ataki kapitana gospodarzy, Maćka Janowskiego. Po „popisach” gości można było mieć wrażenie, że zapomnieli, po co przyjechali do Wrocławia, a Sparta takich błędów nie wybacza.
Minimalna poprawa, ale było już za późno
W trzeciej serii startów byliśmy świadkami minimalnej poprawy ze strony Rybnika. Na wiele się to jednak nie zdało, gdyż każdy bieg tej serii przegrali. Co prawda nie w stosunku 5:1, ale taki obrót spraw spowodował, że Betard Sparta praktycznie zamknęła mecz. Po dziesięciu biegach na tablicy wyników widniał rezultat 42:18 i kwestia końcowego wyniku była już rozstrzygnięta. Maksym Drabik dowoził ważne punkty do mety, ale do tego momentu zdobył tylko jedną „trójkę”. Warto dodać, że Nicki Pedersen, jeden z liderów ROW-u, w trzech startach przywiózł zaledwie jeden punkt, w wyniku czego trener Piotr Żyto postanowił, że Duńczyk nie wyjedzie już tego wieczoru na tor.
Gwóźdź do trumny i pierwszy remis
Nikt o zdrowych zmysłach raczej nie przypuszczał, że w tym meczu Rybnik postawi się wrocławianom, ale też chyba żaden z kibiców nie spodziewał się aż takiego nokautu. Ten mecz wyglądał bardziej jak sparing ekstraligowej drużyny z pierwszoligowcem. Spartanie nie zwalniali tempa – maszyny zawodników były doskonale dostosowane do warunków panujących na torze, a ten jeden remis nie był w stanie wprowadzić jakiegokolwiek niepokoju w szeregach gospodarzy. Wręcz przeciwnie – w kolejnym biegu byliśmy świadkami kapitalnego wyścigu zakończonego podwójnym zwycięstwem Spartan. Na trybunach panowała znakomita atmosfera – wrocławscy kibice bawili się w najlepsze, a do meksykańskiej fali dołączyli nawet fani z Rybnika. Bo co im pozostało? Na pewno nie radość z postawy własnej drużyny.
Słodko-gorzkie pożegnanie
W biegach nominowanych goście niejako osłodzili sobie te jakże trudne i bolesne dla nich zawody. Mogło się skończyć dwoma drużynowymi zwycięstwami w obu wyścigach, ale w 14. gonitwie te plany pokrzyżował im Maciej Janowski, który po kapitalnym ataku w końcówce wyrwał 3 punkty Glebowi Chugunovowi. W 15. biegu goście odnieśli drugie drużynowe zwycięstwo. Pokonali podwójnie parę wrocławskiej Sparty. Wszystko rozstrzygnęło się praktycznie na wyjściu spod taśmy – para Drabik i Chugunov spokojnie kontrolowała wydarzenia na torze do mety. Ten wieczór był bolesny dla kibiców z Rybnika. Dotkliwa porażka i długi powrót do domu.




