startBlogSzkodliwa dla Częstochowy niechęć władz miasta do Rakowa

Szkodliwa dla Częstochowy niechęć władz miasta do Rakowa

Destrukcyjna dla Częstochowy optyka władz miasta przeraża coraz bardziej. W tej sytuacji nawet specjalistyczne okulary, mające rację bytu jedynie w bajkach Stanisława Lema o robotach, nie pomogłyby wyostrzyć wzroku na jedną z najważniejszych spraw dla Częstochowy.

Wysłane przez Jarosław Kłak | cze 21, 2025 | Częstochowa | 9 min czytania

Wielki Raków to zdecydowanie najlepsza rzecz jaka przytrafiła się Częstochowie w ostatnich dziesięciu latach. Miasto, pogrążone w silnie narastającej depopulacji oraz stające się coraz bardziej smutne i bezpłciowe, zdecydowanie ożywiły sukcesy klubu z Limanowskiego 83. Można by rzec, że Michał Świerczewski, czyniąc z Rakowa jedną z najlepszych drużyn piłkarskich w Polsce, zaczął odświeżać wyblakły obraz miasta, dając mu nadzieję na to, że w końcu ktoś sobie przypomni o tej niegdyś wielkiej Częstochowie. Oprócz tego Raków sporej grupie mieszkańców dostarcza ekskluzywnej dawki rozrywki. Ekskluzywnej, bowiem mają oni możliwość kibicowania klubowi z ambicjami regularnego występowania na europejskich salonach, a także najstabilniejszej drużynie PKO BP Ekstraklasy ostatnich pięciu sezonów, w których trzykrotnie została wicemistrzem, a raz wygrała mistrzostwo. Niestety w tym wszystkim Częstochowa nie wyciska całego możliwego potencjału. Ba, większość tego potencjału jest spektakularnie marnowana i wyrzucana w błoto. Dlaczego? Ponieważ władzom Częstochowy nie jest po drodze z Rakowem. Oczywiście nie przystoi im zlać całkowicie klubu, bowiem to mogłoby oznaczać, że dziś lewica nie rządziłaby Częstochową. Jesteśmy więc w stanie znaleźć obrazki z PGE Narodowego, na których prezydent Krzysztof Matyjaszczyk szczęśliwie przyodziewa czerwono-niebieską szal. Jednakże w gruncie rzeczy to jest przykład zagrania czysto PR-owego, a w rzeczywistości prezydent Częstochowy i jego współpracownicy, jak można usłyszeć w kilku zaufanych źródłach, posiadają skrajnie negatywne emocje wobec Rakowa Częstochowa i przede wszystkim wobec jego społeczności kibicowskiej, która oczywiście jak wiemy, wprost odwzajemnia swoją niechęć. Jednak kiedy zostajesz prezydentem miasta, musisz dbać o wszystkich jego mieszkańców na równi, niezależnie od tego, czy ktoś cię popiera, bądź też nie. Władze raczej nie są wyznawcami owej filozofii – niestety, bo działa to ze szkodą dla Częstochowy.

Traktowanie klubu

Można byłoby w tym miejscu napisać częstochowską epopeję, której tematem wiodącym byłby stadion piłkarski. Ten temat idealnie obrazuje podejście władz miasta do Rakowa. Klub od kilkunastu lat ubiega się o obiekt z prawdziwego zdarzenia. Lata mijają, a telenoweli ciąg dalszy. W ostatnich dniach byliśmy świadkami debaty przedstawicieli klubu wraz z zarządcami miasta po drugiej stronie i choć jej zakończenie miało pozytywne wybrzmienie i obie strony umówiły się na wspólne rozmowy w przyszłym tygodniu, to jednak dokładnie analizując przebieg tej debaty, można było wyczuć jakie jest nastawienie ludzi z miasta. Rzecznik prasowy Urzędu Miasta Włodzimierz Tutaj momentami wypowiadał się tak idiotycznie głupio, że wiceprezydent Łukasz Kot musiał naprostowywać jego wypowiedzi, aby nie miały tak negatywnego przekazu. Przekomarzanie się z Wojciechem Cyganem i zadawanie mu pytań typu „a co jeśli byłoby dwunaste a nie drugie miejsce” pokazuje stosunkowo dużą nieudolność w konstruowaniu argumentów przeciw – o ile na tym to powinno polegać, bo przecież urząd miasta chce wybudować stadion, prawda…? Środowa debata pokazała również, jak duży przestrzał gospodarczo-ekonomiczny ma miejsce między obiema stronami. Prezes Piotr Obidziński – poważny biznesmen na skalę europejską rozmawia i przedstawia swoje argumenty o perspektywie rozwoju miasta, płynącej z tej inwestycji. Mówi wprost, na jakich płaszczyznach mogłoby zyskać miasto, jednak można było odnieść wrażenie, że przedstawiciele urzędu albo nie rozumieją tego, co się do nich mówi, albo nie chcą zrozumieć. Poniekąd jednak trzeba to usprawiedliwić, bo to dwa różne światy. Piotr Obidziński z pewnością na wszelkich spotkaniach biznesowych, w których często bierze udział, ani razu nie spotkałby się z takimi ludźmi.

Geneza sceptycyzmu władz Częstochowy wobec Rakowa ma swoje uwarunkowania na płaszczyźnie urażonej dumy prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka i lewicowej władzy. Wielokrotne wyzwiska pod jego adresem wyrażane przez kibiców Rakowa na dosłownie wszystkich meczach potęgują niechęć urzędu do Rakowa. Nie powinny dziwić jednak owe wyzwiska, bowiem przyglądanie się temu, jak Raków latami był olewany, nie mogło wywołać żadnego innego skutku. Rzecz jasna, miasto nie może Rakowa od tak porzucić. Oficjalnie obie strony muszą podążać tą samą drogą i robić to minimum, które jest automatycznie narzucone. Nie zmienia to faktu, że miasto najchętniej pozbyłoby się Rakowa. Takie nastawienie powoduje, że Raków jest traktowany jak pacjent, leczący się na NFZ.

Co jest marnowane?

Oschłe traktowanie Rakowa przez urząd miasta powoduje, że Częstochowa traci bardzo i to bardzo wiele. Klub jest ograniczany i nie może rozwijać się w tradycyjnych warunkach. Oczywiście, znów sprowadza się to do braku stadionu. Ale gdyby on był, to Częstochowa przyciągałaby z biegiem czasu kolejnych i kolejnych kibiców. Raków ma coraz więcej sympatyków w innych regionach Polski i tacy pozwalaliby na to, aby miasto zarabiało na warunkach szeroko pojętej turystyki. Jeszcze większe korzyści pod tym kątem przynosi gra w europejskich pucharach i fakt, że wówczas do Częstochowy przyjeżdżaliby piłkarze, działacze, dziennikarze i kibice zza granicy. Na nich również miasto by zarabiało, a jeszcze bardziej rozpowszechniałoby swoją markę. Kolejny problem jest taki, że przy dużym stadionie Raków mógłby zapraszać poważnych biznesmenów, których namawiałby do inwestycji właśnie w Raków i Częstochowę, ale kiedy nie można ich ugościć, bo przy Limanowskiego 83 nie ma zaplecza dla VIP-ów, to nie ma nawet o czym rozmawiać. 15-tysięczny obiekt umożliwiłby klubowi większe zyski z dnia meczowego, rozwiązałby problem braku biletów i zapewniłby komfort – nic nikomu by na głowę nie padało. Warto także wymienić, że nowoczesny, zadaszony obiekt umożliwiłby kibicom robienie niesamowitej atmosfery, która z tygodnia na tydzień byłaby prawdziwym częstochowskim świętem. Raków z poważnym obiektem zyskałby bardzo dużo, a sam stadion na Elanexie taki, jak projekt studencki Pauli Jaworek, mógłby nadać Częstochowie unikalną identyfikację i byłby miejscem, z którego każdy częstochowianin byłby dumny. I choć w rzeczywistości miasto stadion chce wybudować, to jednak wprost mówi, że nie zrobi tego za wszelką cenę. Jednak zdaje się, że gdyby teraz przykładowo Elana Toruń w przeciągu pięciu lat znalazła się w europejskich pucharach, awansując rok po roku od trzeciej ligi, to władze Torunia stanęłyby na rzęsach, aby wybudować 15-tysięczny stadion dla takiego klubu. Tym bardziej, że tamten region Polski w ostatnich latach nie ma dobrych wyników w piłce.

Raków dotyka wielkiego świata

Dziś piłka nożna to nie tylko sport. W obecnych czasach futbol ma znaczenie globalne w sporcie, kulturze i biznesie. Najważniejsze mecze piłkarskie oglądają setki milionów ludzi, a w wielu krajach na świecie piłka stanowi część życia codziennego. Kiedy jedziesz we Włoszech komunikacją miejską i zaczynasz rozmawiać o piłce to losowi ludzie zaczynają przyłączać się do dyskusji. Kiedy wyjedziesz na wakacje w trakcie jakiegoś turnieju, to wszystkie bary i puby są wypełnione po brzegi, a nad głowami kibiców widać kilkanaście telewizorów. Wpływ piłki na biznes świetnie pokazuje to, że Cristiano Ronaldo w trakcie konferencji prasowej, przestawiając butelkę coli w niewidoczne na kamerze miejsce, jest w stanie obniżyć wartość akcji CocaColi na rynku.

Michał Świerczewski jako człowiek o dużym patriotyzmie lokalnym miał wizję stworzenia z Rakowa Częstochowa polskiego giganta, który umożliwiłby całej Częstochowie wejście w ten wyjątkowy świat futbolu. Raków dotyka coraz większą powierzchnią dłoni tego wielkiego świata piłki, w którym obraca się gigantycznymi sumami pieniędzy. Transfer Ante Crnaca do Norwich City, na którym Medaliki zarobiły 11 milionów euro, pokazuje, że Raków to poważny biznes. Ten wielki świat daje Rakowowi i Częstochowie rozgłos w wielu krajach, gdzie już jest kojarzony. Stawianie Rakowa na równi z Włókniarzem, czy Norwidem przez władze miasta nie jest poważne. Choć każdy sport powinien być ważny dla Częstochowy, to jednak żaden nie ma tak potężnie globalnego zasięgu, jak piłka nożna. W Afryce nikt nie będzie nosić koszulki Włókniarza. Zaś czerwono-niebieski komplet z nazwiskiem Ericka Otieno z pewnością już w kilku egzemplarzach trafił do Kenii, gdzie w reprezentacji gra właśnie piłkarz Rakowa. Tak samo Norwid Częstochowa – w przyszłym sezonie zagra po raz pierwszy w historii w europejskich pucharach i swoją drogą notuje bardzo interesujący rozwój, to mimo wszystko nie przyniesie takich owoców, jak Raków.

Quo vadis?

Sport to jest jedna z niewielu nadziei, jaka pozostała w Częstochowie. Ciężko inwestować w rozwój akademicki, o którym mówił Włodzimierz Tutaj w minioną środę na naszym kanale, kiedy sami młodzi częstochowianie uciekają z miasta po ukończeniu szkoły średniej, z powodu braku jego atrakcyjności. Można żyć w bańce i mówić, że jest inaczej, ale nie będzie to przynosić żadnych korzyści. Władze Częstochowy powinny przejrzeć na oczy i zmienić front. To że powinny, to jest oczywiste. To, czy to zrobią to już inna rzecz. A nadzieja nas – mieszkańców wydaje się być prawie wyczerpana, o czym świadczą między innymi coraz głośniejsze informacje o referendum. Ale mawiają, że nadzieja umiera ostatnia… Może będzie lepiej? Warto przestać kręcić nosem, kiedy ktoś pyta, czy Raków jest kluczowy dla rozwoju Częstochowy.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo