startBlogMaciej Kowal po odejściu z Rakowa: Dojrzałem nie tylko jako trener bramkarzy

Maciej Kowal po odejściu z Rakowa: Dojrzałem nie tylko jako trener bramkarzy

Trener bramkarzy Maciej Kowal, który przez poprzednie trzy sezony pracował w Rakowie Częstochowa, udzielił długiego wywiadu na kanale Tomasza Ćwiąkały, w którym opowiedział między innymi o kulisach pracy przy Limanowskiego 83, współpracy z Markiem Papszunem oraz o Kacprze Trelowskim.

Wysłane przez Jarosław Kłak | cze 18, 2025 | Piłka nożna | 8 min czytania

Maciej Kowal to postać, o której spokojnie można powiedzieć, że jest jednym z najlepszych specjalistów od szkolenia bramkarzy w Polsce. Trzy ostatnie sezony spędził w Rakowie Częstochowa i jego odejście wywołało spore zaskoczenie w społeczności kibiców z Częstochowy. Z pewnością jest to bardzo duża strata dla Rakowa i ciężko będzie zastąpić szkoleniowca golkiperów, który będąc w Rakowie zaliczył bardzo duży progres i święcił wielkie sukcesy, jak chociażby Mistrzostwo Polski w sezonie 2022/23. Po rozstaniu z częstochowskim klubem Maciej Kowal udzielił obszernego wywiadu na kanale Tomasza Ćwiąkały, w którym szeroko opowiedział o specyfice pracy trenera bramkarzy. Nie zabrakło rzecz jasna wątków związanych z Rakowem, które zdecydowanie królowały w trakcie rozmowy.

Odejście z Rakowa

Informacja o odejściu Macieja Kowala można rzec, że wzięła z zaskoczenia kibiców Rakowa. W rzeczywistości była to jednak już od dawna zaplanowana decyzja i jak powiedział sam Maciej Kowal, była w pełni zrozumiana przez Marka Papszuna. „To była sytuacja, która medialnie wydarzyła się z dnia na dzień. Natomiast współpraca z trenerem Papszunem i całość porządku komunikacyjnego spowodowała, że trener o tym wiedział wcześniej. Nasza relacja, która jest zbudowana na dużym szacunku i przede wszystkim dużej obustronnej szczerości, nie doprowadzała do takich półśrodków – w momencie, kiedy ja to trenerowi powiedziałem, to nie było ciągnięcia za język, bądź próby wpłynięcia na zmianę decyzji. Trener doskonale wiedział, jakie są ku temu powody. Tutaj odbyło się to w zdrowej atmosferze”.

Współpraca z Markiem Papszunem

Tomasz Ćwiąkała zapytał Macieja Kowala o specyfikę pracy z trenerem Markiem Papszunem. Jest to wiedza powszechna, że jego współpracownicy muszą być profesjonalistami i nie ma miejsca na jakikolwiek nieład, stąd też Ćwiąkała dopytał, czy taka praca nie powoduje pewnego wypalenia. Jak podkreśla Kowal, kluczem jest praca i spełnianie celów, a to pomaga ci się rozwijać. – „W momencie, gdy dostałem propozycję pracy w Rakowie, miałem wokół siebie podpowiedzi, że może nie jest to dobry pomysł, żebym pracował w sztabie trenera Papszuna. Wszyscy straszyli, a generalnie był to dla mnie najlepszy okres w piłkarskim życiu. Byłem oczywiście odpowiedzialny za dawanie czegoś jako trener bramkarzy, ale ja też dostałem bardzo wiele. Piłka już pewną transformację przechodzi, ale wciąż kojarzy się z tym, żeby była dobra atmosfera i że wszyscy mamy na tym bazować, a reszta się sama sklei. Natomiast my przede wszystkim przychodzimy do pracy po to, żeby dowieźć wynik i cele, które są nakreślone przez właściciela klubu. Fundamentem startowym, od którego powinniśmy zaczynać, jest praca. I trener Papszun to wyznaje. Jest bardzo wymagający, ukierunkowany na sukces. Dziś mogę powiedzieć, że ja dojrzałem nie tylko jako trener bramkarzy. Wielu trenerów, którzy odchodzą z tego sztabu, pracują już nawet jako pierwsi trenerzy. Z poziomu kompetencji stricte boiskowych i organizacyjnych co do modelu gry – tutaj jest to przygotowanie na najwyższym poziomie. Ta praca może wypalać tych ludzi, których oczekiwania dalej tkwią w tym, żeby bazować na atmosferze i tym, że przychodzi się tylko na dwie godziny do pracy, na trening„.

Jak to dokładniej wygląda w przypadku trenerów bramkarzy współpracujących z Markiem Papszunem? – „Trener Papszun zapraszając mnie na rozmowę kwalifikacyjną, przedstawił swoją wizję, jak powinien wyglądać trener bramkarzy i jaki jest zakres obowiązków. To pokrywało się z tym, co ja robiłem zawsze. Dla mnie ważna jest etyka pracy, dbałość o detale związane ze skrupulatnością planowania, żeby efekt widziany na boisku to nie była przypadkowość, a systemowość […]. Jeśli nie jesteś w stanie zdefiniować, jaki bramkarz jest potrzebny w danym zespole i w momentach poszczególnych faz gry – jak on ma funkcjonować, to wtedy nie masz szans pracować u trenera Papszuna. Trener bramkarzy w Rakowie odpowiada za to, że jeżeli dyskutujemy o pozycji, która jest częścią zespołu trenera Papszuna, to on musi mieć gotowy model gry tego bramkarza, który zaakceptuje. Trener Papszun jest jest jedynym trenerem, z którym rozmawiałem na takim poziomie szczegółowości jeżeli chodzi o bramkarzy”.

Powstanie z martwych Trelowskiego

W trakcie rozmowy Macieja Kowala u Tomasza Ćwiąkały nie mogło zabraknąć zakulisowych opowieści dotyczących Kacpra Trelowskiego. Najlepszy młodzieżowiec minionego sezonu PKO BP Ekstraklasy dwanaście miesięcy temu był w bardzo trudnym położeniu po totalnie zmarnowanym roku w Śląsku Wrocław. Jak powiedział trener Kowal, to nie była dobra decyzja, jednak być może miała kluczowe znaczenie dla jego rozwoju mentalnego oraz dla tego, że dziś możemy mówić o Kacprze jako oszlifowanej perełce wychowanej w Rakowie. – „Powiedziałem Trelowskiemu pod koniec tego sezonu, że przebił głową swój sufit – sufit, który myślałem że ma. Gdy przychodziłem do Rakowa, to Vladan Kovacević był gwiazdą ligi, a Trelu był w cieniu Vladana. Poza Pucharem Polski nie miał szans na złapanie powtarzalności i regularności. Nie mógł siebie pokazać jako bramkarza, który będzie rósł w siłę jeżeli chodzi o ilość meczów. Stąd przyszła decyzja o wypożyczeniu. Ja mu jednak odradzałem pójście do Śląska. To była decyzja, którą sam podjął. Starałem się mu argumentować, mówiąc: „jakie ty masz cechy, których nie ma konkurent z którym przyjdzie ci rywalizować na wypożyczeniu?”. Poszedł do Śląska, czyli zaczął rywalizować z zawodnikiem, który ma te same cechy co on, ale jest bardziej doświadczony. Ja mu sugerowałem, żeby poszedł w inne miejsce. Natomiast czasami trzeba coś puścić i pozwolić dorosnąć dziecku, pozwolić się przewrócić. Mam wrażenie, że gdyby Trelu zaliczył w Śląsku 30 występów, to dziś nie byłby takim bramkarzem jakim jest. To, jaka zaszła u niego zmiana mentalna, jest nieprawdopodobne. Wiedział, że klepsydra z czasem młodzieżowca się powoli kończy. Wiedział, że musi postawić wszystko na jedną kartę. Jak dzwoniłem do niego przed sezonem i zadałem mu pytanie, „czego chcesz?”, a on chce wrócić i rywalizować, uznaliśmy z trenerem Papszunem, że na tyle zna model gry Rakowa… bo to jest zawodnik, który jest absolutnie ponadprzeciętnie inteligentny i nie wymaga ani okresu adaptacji, dwa – rozumie więcej niż niejeden zawodnik z pola, więc wiedzieliśmy, że nie mając Vladana potrzebowaliśmy bramkarza, który w razie czego da nam opcję, bo nie miał być jedynką. Ściągaliśmy wtedy Klaessona. Na obozie w Arłamowie powiedziałem mu, że największą pracę musi wykonać on, a nie że ja zrobię coś za niego. To była kwestia agresji na sukces, postawienia na jedną kartę i zrozumienia, że w życiu nie wszystko kręci się wokół niego i on musi to życie wokół siebie zakręcić„.

Bramkarzem sezonu – Mrozek

Kapituła Ekstraklasy wybrała Bartka Mrozka jako najlepszego bramkarza sezonu 2024/25. Wiele osób twierdziło, że bardziej na nią zasługiwał Kacper Trelowski, a sama nagroda najlpeszego młodzieżowca wręczona bramkarzowi Rakowa miała być pewnego rodzaju nagrodą pocieszenia. Co o tym sądzi Maciej Kowal?„Ja Bartka Mrozka znam od dziecka. Zawsze za niego trzymałem kciuki. Uważam, że jest to świetny bramkarz, kapitalny człowiek […]. Zarówno Bartek, jak i Trelu zasłużyli na nagrodę najlepszego bramkarza. Myślę, że kapituła podeszła do tego tematu tak, że skoro Trelu jest jeszcze młodzieżowcem i możemy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, no to niech Bartek i Kacper dostaną”.

Sahinović „ma cechy wybitne”

Raków w styczniu poprzedniego roku wykupił z FK Sarajevo bramkarza, który miał zostać następcą Vladana Kovacevicia – Muhameda Sahinovicia. Młody Bośniak był wówczas nazywany największym młodym talentem bramkarskim w Bośni i Hercegowinie. Pierwszą połowę tego minionego sezonu spędził na wypożyczeniu w słowackim Zemplinie Michalovce, w którym wystąpił w dwunastu spotkaniach. Zimą wrócił do Rakowa i pojechał na obóz do Marbelli. W rundzie wiosennej grał w rezerwach, ale ostatni raz widzieliśmy go na boiskach IV Ligi pod koniec kwietnia. Słuch po nim zaginął. Niemniej Maciej Kowal w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą wyróżnił talent Bośniaka. – „Muhamed Sahinović? Nie stawiałbym na nim krzyżyka. Dla mnie on ma cechy wybitne. To jest reakcja na poziomie Vladana – szybkość reagowania, a do tego jest trochę sprawniejszy i ma lepszy poziom wyjściowy jeżeli chodzi o grę nogami. Ja w tego chłopaka wierzę, natomiast tutaj musi wejść ten etap, kiedy on będzie świadomy, czego dzisiaj potrzebuje profesjonalny zawodnik, żeby osiągnąć poziom mistrzowski – czyli nie tylko trener wyciągający za uszy na boisko, a potem zejście do szatni i powrót do domu”.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo