Gol w końcówce odwrócił uwagę od obrazu klęski. Raków podzielił punkty z Widzewem
Z jednej strony spotkanie toporne i nudne, a z drugiej strony emocje sięgały zenitu. Finalnie obie ekipy mają powody do poważnych refleksji.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | kwi 4, 2026 | Piłka nożna | 4 min czytania

Spis treści:
Choć okoliczności, w jakich Raków doprowadził do wyrównania oraz fakt, że od 36. minuty broniliśmy się w dziesiątkę, mogłyby świadczyć o dobrze wykonanej pracy i o typie remisu, który można uznać za satysfakcjonujący, to jednak spojrzenie na całokształt spotkania każe wyciągać inne wnioski.
Dramat obu drużyn
Trzeba bowiem powiedzieć, że na boisku przez 90 minut widzieliśmy golgotę jednej i drugiej ekipy. Raków od 36. minuty – po niejednym spóźnionym wejściu kapitana Zorana Arsenicia – grał w dziesiątkę. Często takie momenty ustalają o wyniku spotkania, jednak w tym przypadku można mieć wrażenie, że nie tym razem. Warto zwrócić uwagę na fakt, że do feralnej 36 minuty Raków oddał w kierunku bramki Widzewa okrągłe 0 strzałów. Ofensywa Rakowa była tak samo bezbarwna przez całe spotkanie, niezależnie od proporcji względem drużyny przeciwnej.
Mimo to drużyna łódzkiego Widzewa od momentu rozpoczęcia gry w przewadze wcale nie sprawiła, że mieliśmy do czynienia z obroną Częstochowy. Widzew w ofensywie był równie bezbarwny, a fakt, że grali w przewadze świadczy o nich jeszcze gorzej. W ostatniej kolejce mecz Widzewa z Górnikiem Zabrze wielu ochrzciło mianem najnudniejszego meczu sezonu i co tu dużo mówić, dzisiaj w Częstochowie oglądaliśmy ten sam Widzew, co przed dwoma tygodniami w „Sercu Łodzi”. Łodzianie dopięli swego w 93. minucie i wydawało się, że ,,wymęczyli” te 3 punkty. Wtedy jednak doszło do jedynego momentu, za jaki naprawdę można po tym meczu pochwalić ekipę Łukasza Tomczyka. Medaliki rzuciły się do ataku i po naprawdę dobrej akcji strzeliły bramkę na 1:1. Coś takiego naprawdę warto docenić, szczególnie gdy gra się w jednego mniej.
Pozytywy tego gola mogą okazać się nieocenione, ponieważ wyrwanie remisu w takich okolicznościach z pewnością da przynajmniej mentalnego pozytywnego bodźca. Jednocześnie nie może też sprawić, że po tym meczu nie zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. Bo, czy możemy mówić o jakkolwiek pozytywnym obrazie, kiedy przez 36 minut meczu przy równej rywalizacji Raków nie jest w stanie nawet oddać strzału? A i czerwona kartka była przecież absolutnie zasłużona. Inna sprawa, że kilka minut później powinien z boiska wylecieć również Przemysław Wiśniewski po faulu na wychodzącym na czystą pozycję Jonatanie Brunesie, natomiast interpretacja tego fragmentu gry przez arbitrów okazała się przynajmniej zastanawiająca.
- „Nie najwyższych lotów sędziowanie. Z całym szacunkiem dla pana Raczkowskiego, ale odniosłem takie wrażenie, że tak naprawdę przy każdej sytuacji nie miał pewności. […] Sędzia z murawy powinien mieć jakąś czutkę, a wydaje mi się, że przespał ten mecz” – powiedział w naszym studiu pomeczowym Igor Grzesiak.
Solidny Svarnas, pech Brusberga i Trelowskiego
Spoglądając na indywidualności docenić należy za solidną grę dzisiaj zdobywcę gola Stratosa Svarnasa, Bogdana Racovitana oraz Pawła Dawidowicza, którzy przez większą część meczu mieli utrudnione zadanie. Pozostaje się zastanawiać dlaczego Grek nie wyszedł na boisko od pierwszej minuty. Pozytywne zmiany dali wreszcie także Leonardo Rocha oraz Lamine Diaby-Fadiga, bez których nie padłby gol wyrównujący. Pech spotkał natomiast Isaka Brusberga, który ponownie wyszedł w pierwszym składzie, lecz znów boisko musiał opuścić jeszcze w 1. połowie i to nie z powodu swojej słabej gry, a po prostu zmiany taktycznej po czerwonej kartce Arsenicia. Wracający do bramki Kacper Trelowski niestety opuścił boisko z urazem. Mimo wszystko jednak dzisiejszą dyspozycję obu bramkarzy należy uznać za solidną. Zaś dyspozycja pozostałych zawodników wyglądała tak bezbarwnie jak i całe spotkanie.
Z GieKSą o coś więcej niż awans
W takich okolicznościach starcie pucharowe w najbliższy czwartek będzie o coś więcej niż tylko o awans do finału. Będzie to mecz o tak potrzebne przełamanie, który zadecyduje o dyspozycji mentalnej czerwono-niebieskich na ostatnie mecze sezonu. Wygrana pozwoli wejść w ostatnie kolejki Ekstraklasy podbudowanymi i na walkę do końca o europejskie puchary z podniesioną głową. Kolejną kwestią jest to, że Puchar Polski może być jedyną drogą do nich, która daje zresztą więcej niż 3. i 4. miejsce w lidze. TOP-2 w lidze wydaje się czymś, co odjeżdża Rakowowi z każdym tygodniem. Z drugiej strony ta liga w tym sezonie dosłownie stoi w miejscu i wydarzyć może się jeszcze absolutnie wszystko.

![Porażka, remis i… czas na pierwsze zwycięstwo. Raków jedzie do Lubina [ZAPOWIEDŹ] 4 Fran Tudor, Raków](https://nawylot.tv/wp-content/uploads/2026/02/fran-tudor-rakow-zag.jpg)

