Po ludzku boli. Tym razem to Szwedzi jadą na mundial
Pierwsza porażka za kadencji Jana Urbana stała się faktem. Jest to zarazem pierwsza tego typu porażka od 2013 roku.
Wysłane przez Tymoteusz Kłusek | kwi 1, 2026 | Piłka nożna | 3 min czytania

Spis treści:
Niestety.
Czy graliśmy źle? Nie. Czy są powody do wstydu? Nie. Taka jest piłka, bo obiektywnie patrząc, w drodze na ten mundial po prostu nie dało się zrobić więcej. W eliminacjach drugie miejsce za Holendrami to rzecz, która była spodziewana, a nasza walka o jak najwyższy koszyk trwała do ostatniego meczu. Niestety wtedy zabrakło nam szczęścia po raz pierwszy, teraz stało się to po raz drugi. Z Albanią plan został zrealizowany, a ze Szwecją… 4 lata temu w bliźniaczych okolicznościach – bo po drugim miejscu w grupie z Anglikami – to myśmy pokonali Szwedów 2:0, tym razem fortuna uśmiechnęła się do Skandynawów.
Tymczasem awans Szwedów to jedna z najbardziej szalonych historii awansu i prawdziwy chrzest nowych metod UEFA. Mianowicie Szwecja w swojej grupie eliminacyjnej zajęła… ostatnie miejsce. Jak zatem znalazła się w barażach? Mianowicie wygrali grupę Ligi Narodów w dywizji C. Mieli być zapchajdziurą, tymczasem po koncercie z Ukrainą i pokonaniu biało-czerwonych to oni pojadą na finały Mistrzostw Świata w USA. Renesans formy to mało powiedziane. Ten odlot można chyba śmiało porównywać do wystrzału formy Adama Małysza na Turnieju Czterech Skoczni w 2001 roku.
Mecz indywidualnych błysków i błędów
To nie był mecz zachowawczy jak na finały przystało – nie były to piłkarskie szachy. Mecz obfitował w wiele bramek oraz akcji. Przełożyły się na to jednak błędy oraz błyski indywidualne zawodników obu drużyn. Po naszej stronie można zacząć od wyróżnienia Jakuba Kamińskiego, Piotra Zielińskiego i Sebastiana Szymańskiego oraz kapitana Roberta Lewandowskiego, którzy grali po prostu solidnie. Nicola Zalewski? Choć nie wystrzegł się błędów to mimo wszystko był to chyba nasz MVP tego spotkania. Karol Świderski jak zwykle okazał się zadaniowcem, który – kiedy trzeba, to strzeli kluczowego gola. Minusy natomiast należy po tym meczu postawić przy linii obrony, Mattim Cashu oraz Oskarze Pietuszewskim. Ocena bramkarza? Niejednoznacznie negatywna, ale zdecydowanie zabrakło z jego strony tego czegoś ekstra. Natomiast jeśli kogoś po tym meczu krytykować bez skrupułów, to sędziego Slavko Vinčicia, który wypaczył wynik meczu.
Podsumowując…
Nie jedziemy na wielki turniej pierwszy raz od 2014 roku. To boli na pewno. Niedosyt jest tym większy, bo od września nasza reprezentacja wyglądała naprawdę dobrze, zarówno podczas jej meczów, jak i podczas gier klubowych w Europie naszych kadrowiczów. Niestety ten marsz do przodu brutalnie zatrzymuje brak awansu na Mundial, który był na wyciągnięcie ręki. Natomiast tym razem trudy europejskiej drogi na te mistrzostwa okazały się silniejsze.




