W którą stronę to pójdzie? Raków przed startem na wiosnę
Jutro Częstochowianie inaugurują rok!
Wysłane przez Bartłomiej Zug | sty 31, 2026 | Piłka nożna | 12 min czytania

Spis treści:
Po świąteczno-noworocznej przerwie od grania w piłkę nożną wracają wreszcie polskie drużyny. Dla Rakowa Częstochowa jest to niezwykle bogata rzeczywistość. Medaliki na wiosnę zagrają na trzech frontach. Oto kilka obserwacji i przewidywań przed rundą.
Pracowita przerwa
Od 18. grudnia 2025 r. kibice nie oglądali meczu o stawkę w wykonaniu Rakowa. Przerwa świąteczna, krótki odpoczynek i tradycyjnie już (dla większości czołowych drużyn w Polsce) piłkarskie zgrupowania „w ciepłych krajach” to rzeczywistość ostatnich tygodni. Nie pierwszy raz w tureckim Belek drużyna przygotowywała się do drugiej części sezonu. Osiemnaście dni zimowego obozu było w tym roku przede wszystkim okazją do nauki zasad, filozofii i strategii nowego sztabu, którym kieruje nowy szkoleniowiec częstochowian – Łukasz Tomczyk.
Na dobrych boiskach, w komfortowych warunkach, temperaturach o 20 stopni C wyższych niż w kraju, piłkarze rozegrali także trzy sparingi: z austriackim Salzburgiem (1:1), z bułgarskim hegemonem Łudogorcem Razgrad (2:2) i liderem ligi serbskiej Partizanem Belgrad (1:1). Dopiero ostatni fragment zgrupowania i rzęsiste ulewy nieco pokrzyżowały plany zespołu. Z dwóch ostatnich gier kontrolnych rozegrano zaledwie 45 minut z serbską Vojvodiną Nowy Sad (3:1 dla Rakowa).
„W siedemdziesięciu procentach dobrze przepracowany obóz. Szczególnie jestem zadowolony z tych gier sparingowych, z dobrymi, intensywnymi, kompleksowymi rywalami, grającymi m.in. w Lidze Europy. I tutaj gratulacje dla zawodników, bo było widać w tych meczach ich dobre nastawienie, chęć wygrywania, takie DNA rakowskie, kompleksowość bronienia i ataku. […] Było widać, że jesteśmy w stanie być odpowiedzialni, zarządzać wynikiem i robić wszystko, żeby punktować w spotkaniach” – mówił trener Łukasz Tomczyk, podsumowując zgrupowanie dla klubowych mediów.
Jakie będą efekty pracy trenerów i drużyny? Odpowiedź na to pytanie jest chyba najbardziej pożądaną przez obserwatorów i kibiców, bo przecież o sport chodzi w pierwszej kolejności. Możliwe, że pewien obraz da już pierwszy niedzielny mecz w Płocku, ale na faktyczne, rzeczowe oceny najpewniej będzie trzeba poczekać jeszcze jakiś czas.
Wyścig zbrojeń
Gdzie są transfery?! Pytanie, które znają wszyscy, a stawiają je kibice zniecierpliwieni biernością wielu klubów. Wśród fanów Rakowa Częstochowa na początku 2026r. raczej nie ma takich wielu. Jedni zawodnicy odchodzą, a w ich miejsce pojawili się już kolejni. Z klubu odeszli: węgierski pomocnik Peter Barath (do Sigmy Ołomuniec), bramkarz Jakub Mądrzyk (do GKSu Tychy), dwaj napastnicy Tomasz Walczak (do MFK Zemplin Michalovce) i Bośniak Imad Rondić (skrócone wypożyczenie z FC Koeln). Po raz kolejny wypożyczony został Muhammad Sahinović (do HNK Gorica). W NAWYLOT informowaliśmy też, że do Jagiellonii Białystok na zasadzie transferu definitywnego przejdzie defensor Apostolos Konstantopoulos, co później potwierdziły oba kluby.
Te ruchy, straty w kadrze Medalików, nie powodują u kibiców jakiś stanów lękowych i bezsennych nocy. Trochę szkoda może odejścia solidnego, dość uniwersalnego gracza jakim jest Peter Barath, ale już pożegnanie choćby Imada Rondića to wielki kamień z rakowskich serc. Powiedzieć, że napastnik się nie sprawdził, to nic nie powiedzieć. Dużo ciekawsza sytuacja ma miejsce po stronie zysków „osobowych” w Częstochowie. Do drużyny powrócili z wypożyczeń młody bramkarz Jakub Rajczykowski i napastnik Leonardo Rocha, którego sytuacja wciąż nie jest jasna. Zagłębie Lubin, które najpierw nie skorzystało z opcji wykupu, wciąż chciałoby mieć Portugalczyka w swoich szeregach.
Oprócz tego do do kadry Rakowa dołączyli: 21-letni Słoweniec Mitja Ilenić (z New York City FC), 19-letni napastnik Isak Brusberg (ze szwedzkiego Haecken) i 19-letni nigeryjski defensywny pomocnik Abraham Ojo (z bułgarskiego Botewa Płowdiw). Do tych na pierwszy rzut oka anonimowych dla polskiego kibica zawodników dość niespodziewanie dołączył też: 30-letni obrońca Paweł Dawidowicz. Były reprezentant polskiej kadry (17. występów w reprezentacji), przez wiele lat był związany z Hellasem Werona, ale ostatnio przez ponad pół roku nie grał w piłkę.
Widząc taki obraz kształtującej się kadry Rakowa można wysnuć kilka wniosków:
- trwa wietrzenie szatni i wymiana słabszych czy niepasujących do zespołu elementów,
- większość pozyskanych do zespołu piłkarzy to zawodnicy wyróżniający się w swoich poprzednich drużynach, ale bardzo młodzi (do rozwijania i w przyszłości do sprzedaży),
- Paweł Dawidowicz to zawodnik, który pomimo złej prasy (czasem zasłużenie) może być liderem w szatni i wzmocnieniem w defensywie (m.in. w grze trójką obrońców). O jego dobrej pracy i początkach w Rakowie mówił na konferencji przed niedzielnym meczem trener Łukasz Tomczyk: „Normalnie trenował, przygotowywał się u siebie, pracował z zespołem [w ostatnim klubie w Arabii Saudyjskiej]. Do tego sam, indywidualnie robił pewne rzeczy. Te dwa sparingi, w których zagrał pokazały, że trochę potrzeba czasu i obycia meczowego, ale ma duże doświadczenie i jest przygotowany. W razie konieczności może wejść na boisko, albo w razie jakiejś zmiany taktycznej, czy pomysłu. Dobrze wszedł w zespół, bardzo fajnie komunikuje, dużo pomaga chłopakom. Jak dla mnie to jest gotowy”.
Zimowe okienko transferowe w Polsce kończy się 25 lutego. Dotychczasowe w skali całej ligi jest szalone i bardzo różnorodne. Gdyby o sukcesie sportowym decydowała ilość transferów i ich wartość to byłoby kilu innych faworytów rozgrywek – np. Widzew, Górnik, Pogoń. Z drugiej strony: „jakoś nigdy nie widziałem, by worek pieniędzy strzelił gola” – powiedział przed laty Johan Cruyff. Raków jest aktywny i przemodelowuje kadrę. Są to najpewniej ruchy osób decydujących w klubie – a więc m.in. Artura Płatka i Wojciecha Cygana, ale może już swoją pieczęć na zmianach w kadrze postawił także Łukasz Tomczyk. Można się spodziewać, że w temacie transferów coś się jeszcze w klubie spod Jasnej Góry wydarzy.
Nie tylko boiskowe transfery
Raków wkracza w nową erę. W klubie po wielu latach doszło do zmiany „na kierownicy” pierwszego zespołu. Po dwóch kadencjach z drużyną pożegnał się Marek Papszun. Mimo, że trudny był dla częstochowskich kibiców fakt nieskrywanej chęci przejścia szkoleniowca do Legii Warszawa, to ostatni etap pracy w Rakowie trener wypełnił profesjonalnie, zostawiając drużynę w dobrej sytuacji. Od wspomnianego już niedawnego obozu w Turcji swoją przygodę szkoleniową z piłkarzami Medalików rozpoczął człowiek „stąd” – pochodzący z Częstochowy Łukasz Tomczyk.
Wracający do Rakowa (kilka lat wcześniej pracował w akademii klubu) trener stoi przed wymagającym zadaniem. Z jednej strony utrzymać poziom sportowy i wysoką pozycję w poszczególnych rozgrywkach. Z drugiej coś zmienić, rozwinąć i tchnąć w drużynę nowy impuls. Mówi się m.in. o tym, że trener Tomczyk więcej od poprzednika stawia na indywidualny rozwój zawodników, na uwolnienie ich potencjału, przy jednoczesnym zachowaniu dość podobnego systemu i sposobu grania do drużyny Marka Papszuna. Bardzo konkretnie nowego szkoleniowca przedstawił na konferencji prasowej sam właściciel klubu – Michał Świerczewski:
Nie ulega wątpliwości, że przed trenerem i nowym sztabem szkoleniowym zadanie złożone i niełatwe. Nieuniknione są porównania, patrzenie na ręce i spore oczekiwania. Więcej o tym jakim jest człowiekiem i trenerem Łukasz Tomczyk, jak i z kim będzie pracował przy dalszej budowie Wielkiego Rakowa, pisaliśmy m.in. w tekście:
Zmiany dotknęły przede wszystkim ławkę trenerską, ale nie tylko. Początek roku 2026 to informacja o tym, że „stary nowy prezes” wraca do kierowania klubem. Wojciech Cygan dotychczasowy przewodniczący Rady Nadzorczej zastąpił na tym stanowisku Piotra Obidzińskiego, który z powodów rodzinnych zrezygnował z funkcji. Można powiedzieć, że obaj panowie zamienili się miejscami, gdyż Obidziński został wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej Spółki. Wygląda więc na to, że ciągłość pracy i rozwoju także organizacyjnego w organizacji wicemistrza Polski jest niezagrożona, a zmieniają się tylko pewne akcenty. Wzmocnieniem „strefy gabinetów” ma być też zatrudnienie Marka Szkolnikowskiego, byłego dyrektora TVP SPORT w charakterze dyrektora zarządzającego. Tutaj efekty pracy i wspomnianych zmian będzie pewnie trudniej dostrzec przeciętnemu obserwatorowi, ale jak to napisano w najpopularniejszej książce na świecie: „po owocach ich poznacie”.
Sportowe cele
Nie jest tajemnicą, że w Częstochowie jedni bardziej po cichu, a inni głośniej (w pierwszej kolejności kibice) myślą o poprawieniu lokaty z ubiegłego sezonu (wicemistrzostwa) i wygraniu całej ligi. Punkt wyjścia do ataku na pierwsze miejsce jest bardzo dobry, bowiem Raków jest w czubie tabeli i tracił zaledwie punkt do liderującej w przerwie zimowej Wisły Płock. Z drugiej strony liczba kandydatów do walki o ligowy triumf wydłużyła się znacznie i już nie tylko Lech, Raków i Jagiellonia (jak w ubiegłych latach) mają mistrzowskie ambicje. Jest też kolejka uzbrojonych po zęby lub wytrenowanych zespołów (m.in. Widzew Łódź, Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin, Radomiak Radom), które chcą wywrócić stolik dotychczasowego układu sił. Wszyscy mówią też o „spłaszczonej” tabeli PKO BP Ekstraklasy. Nawet drużyny ze strefy spadkowej (m.in. Legia) podnoszą głowę i zerkają chytrze na miejsca gwarantujące puchary europejskie. Walka będzie zażarta bez wątpienia.
Pierwszy okres wiosennych rozgrywek (cały luty) to będzie dla nowego trenera i sztabu Rakowa Częstochowa jedynie przygoda ligowa. Dopiero w marcu trzeba będzie otworzyć kolejne fronty zmagań piłkarskich. Najpierw Raków przystąpi do ćwierćfinału STS Pucharu Polski i zmierzy się z trzecioligową Avią Świdnik. Dla trenera Tomczyka, który jesienią odpadł z pucharu właśnie w Świdniku (ze swoją Polonią Bytom), będzie to okazja do osobistego rewanżu. Raków jako klub ma z kolei obowiązek zameldować się w półfinale rozgrywek. A ambicje sięgają oczywiście triumfu w majowym finale na Stadionie Narodowym.
Zupełnie nowym wyzwaniem i doświadczeniem dla sztabu szkoleniowego, drużyny i częstochowian będzie gra na wiosnę w pucharach europejskich. Po fantastycznej jesieni i drugim miejscu w tabeli UEFA Conference League Medaliki na pewno rozegrają dwumecz w ramach 1/8 finału tych rozgrywek. Zmierzą się z kimś z grupy Jagiellonia, Omonia Nikozja, Rijeka i Fiorentina. Niektórzy rywale pozwalają myśleć o ćwierćfinale, a inni chociaż klasowi nie są niemożliwi do pokonania. Walka toczyć się będzie m.in. o dalsza grę w pucharach, o prestiż, pieniądze, punkty w rankingu krajowym i klubowym, rozpoznawalność drużyny i zawodników, itd.
Dla Rakowa Częstochowa przychodzi czas zbiorów, żniw. Można cieszyć się grą na wiosnę we wszystkich możliwych rozgrywkach. Kibice, działacze, trenerzy i zawodnicy mają prawo marzyć o sukcesach. Po deklaracjach słychać, że nikt w klubie nie chce spoczywać na laurach i odcinać kuponów, a raczej walczyć jak to się zawsze mówi „o najwyższe cele”. Dla Rakowa mistrzostwo Polski i zdobycie krajowego pucharu to są bardzo realne plany. Miejsce gwarantujące puchary europejskie na przyszły rok to najpewniej obowiązek. A jak najdłuższa przygoda w Europie na pewno nie zaszkodzi a raczej pomoże w wielokierunkowym rozwoju klubu.
Na początek starcie na szczycie
Swój debiut na ławce trenerskiej na poziomie Ekstraklasy Łukasz Tomczyk zaliczy w meczu z rewelacją rozgrywek Wisłą Płock. Piłkarze z miasta, które w czasach dynastii Piastów było nawet stolicą Polski (w latach 1079–1138), tylko raz w obecnym sezonie musieli uznać wyższość przeciwnika na swoim stadionie (19. września 2025 przegrali z Jagiellonią 0:1). Stadion im. Kazimierza Górskiego to zatem twierdza, którą drużynom przyjezdnym bardzo trudno zdobyć. Warto też wspomnieć, że choć Raków ma lepszy bezpośredni bilans meczów z płocczanami (Z/R/P – 8/5/5 ), to ostatnie spotkanie obu drużyn zakończyło się porażką Medalików. Za sprawą świetnego planu trenera Mariusza Misiury drużyna Nafciarzy potrafiła zneutralizować atuty Rakowa w Częstochowie i triumfować na wyjeździe 1:2. Są więc rachunki do wyrównania.
Częstochowianie przystąpią do meczu na pewno bez dwóch graczy (oprócz kontuzjowanych od dawna). Za czwartą żółtą kartkę pauzować będzie Fran Tudor, a za swoje bezmyślne zachowanie w ostatnim meczu z Zagłębiem Lubin i czerwoną kartkę dłuższą przerwę zaliczy Adriano Amorim. Nafciarze wystąpią w komplecie, a jedyną wątpliwość może budzić postawa Andriasa Edmundssona. Podstawowy obrońca Wisły od kilkunastu godzin toczy medialną walkę z klubem o zagraniczny transfer. Nie ulega wątpliwości, że drużynie Rakowa i debiutantowi – Łukaszowi Tomczykowi, trafił się przeciwnik może nie najsilniejszy w ataku i dominujący ligę, ale na pewno najbardziej niewygodny, zdyscyplinowany, doskonale broniący. Od razu będzie można przetestować nowe rozwiązania w ataku pozycyjnym, o których mówił wielokrotnie nowy sternik Medalików.
Jaki będzie początek 2026 roku dla Rakowa ciężko przewidzieć. Nowości jest dużo, przede wszystkim w organizacji i na ławce trenerskiej. Może nie jest to wyścig zbrojeń, marsz Imperium i triumfalne zapowiedzi niczym w Widzewie, ale i w Rakowie musi odbyć się proces układania zespołu i pójścia krok na przód. A wyzwań sportowych od razu jest wiele, bo chcąc odnosić sukcesy nie można przespać żadnego meczu. Organizacyjnie i sportowo kibice z Częstochowy mogą jednak być umiarkowanymi optymistami. Do aktualnego poziomu i aspiracji klubu nie dojeżdżają oczywiście zarządzający miastem i miejskim obiektem sportowym, który nie pomaga, ale to już temat na osobny artykuł.
Więcej ciekawostek, prognoz, analiz, rozmów z gośćmi w naszym (podwójnym) studiu przedmeczowym:



