startAktualnościZwycięstwo w osłabieniu. Raków pokonuje Lechię

Zwycięstwo w osłabieniu. Raków pokonuje Lechię

W ramach 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa zwyciężył w trudnym meczu przy Limanowskiego 83 z Lechią Gdańsk 2:1 i wraca na zwycięską ścieżkę.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | paź 26, 2025 | Piłka nożna | 6 min czytania

Zdobyć trzy punkty

Cel na ten mecz był oczywisty – zwycięstwo i dopisanie trzech punktów do ekstraklasowej tabeli. Po ostatnim ligowym blamażu z Cracovią podopieczni Marka Papszuna, jak i cała społeczność Rakowa, potrzebowali wygranej jak tlenu. Margines błędu na krajowych boiskach jest już bardzo mały. Mając na uwadze, że w czwartek Medaliki rozgrywały swój mecz w Lidze Konferencji, a już w środę do Częstochowy przyjedzie Cracovia na spotkanie w ramach Pucharu Polski, konieczne było rotowanie składem personalnym na niedzielną potyczkę z gdańską Lechią. Największe zaskoczenie? Oliwier Zych w miejsce Kacpra Trelowskiego, co mogło być spowodowane przetarciem dla wypożyczonego z Aston Villi bramkarza Medalików przed środowym meczem w Pucharze Polski. Dodatkowo Imad Rondić na „dziewiątce” w miejsce Jonatana Brauta Brunesa również mógł być odbierany w kategoriach delikatnego zdumienia. 

Trudne początki

Mimo wszelakich zawirowań, czy momentami słabszej dyspozycji w sezonie, to nadal Raków przystępował w roli faworyta do spotkania z Lechią. Ostatni mecz, w którym biało-zieloni pokonali czerwono-niebieskich, miał miejsce 13 lutego 2021 roku – jeszcze na stadionie w Bełchatowie. Co by nie mówić, ale gdańszczanie to przeciwnik, który kolokwialnie „leży” ekipie spod Jasnej Góry. Jednak jak wiadomo – papier przyjmie wszystko. Od pierwszych minut to Lechia sprawiała wrażenie drużyny bardziej poukładanej – nie było z tego konkretów, ale to Lwy Północy częściej utrzymywały się przy piłce i starały się kreować sytuacje. Raków jednak – jak przystało na doświadczony zespół – neutralizował pozytywne strony swoich przeciwników. Kibice zgromadzeni na stadionie przy Limanowskiego 83 byli świadkami swego rodzaju „taktycznej uczty” zaserwowanej przez obie ekipy.

Dwa gole i czerwona kartka

Mecze tego typu mają to do siebie, że potrafią zaskoczyć widza w kompletnie losowym momencie – i tak było w tym przypadku. W 30. minucie debiutujący Oliwier Zych zagrał piłkę w centralną część boiska, gdzie po walce w powietrzu futbolówka powędrowała pod nogi Petera Barátha, a ten podaniem z powietrza obsłużył Lamine’a Diaby’ego-Fadigę, który wygrał „przebitkę” z bramkarzem Lechii i otworzył wynik spotkania, oddając strzał już na pustą bramkę. W Częstochowie wynik na tablicy pokazywał 1:0. 

Na odpowiedź gości z Gdańska nie trzeba było czekać zbyt długo, bo już trzy minuty po golu francuskiego gracza Medalików Lechia doprowadziła do remisu za sprawą nikogo innego jak najlepszego strzelca biało-zielonych, a także jednego z najlepszych w tym sezonie Ekstraklasy – Tomasa Bobčeka. Camilo Mena pomknął z piłką z własnej połowy boiska i kiedy próbował zagrać do swojego partnera, futbolówkę podbił Peter Baráth, ta spadła pod nogi Bobčeka, a ten bezlitośnie zabawił się z Bogdanem Racovitánem i uderzył nie do obrony, pokonując Oliwiera Zycha. 

Jakby tego było mało dla ekipy Marka Papszuna, to dosłownie cztery minuty później sędzia Piotr Rzucidło pokazał drugi żółty kartonik Karolowi Struskiemu i częstochowianie od końcówki pierwszej części spotkania musieli grać w dziesiątkę. 

Walka do końca i pokaz charakteru

Po pierwszej połowie na zondacrypto Arenie mieliśmy wynik 1:1 i przewagę personalną Lechii Gdańsk. To mógł być zwiastun bardzo trudnej drugiej odsłony dla Medalików oraz zmasowanych ataków piłkarzy gości. Jednak jak się okazało – obraz gry wcale tak nie wyglądał. Fakt faktem, Raków był zmuszony dać z siebie jeszcze więcej, niż w premierowej odsłonie, ale Lechia nie kwapiła się zbytnio do zintensyfikowanych ataków na bramkę Oliwiera Zycha. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nie było widać przewagi jednego zawodnika ze strony gdańszczan. Podopieczni Marka Papszuna byli bardzo zmotywowani po wyjściu na boisko w drugiej połowie, grali kombinacyjnie, szybko, a co najważniejsze – skutecznie. Dobrze w ataku, jak i bardzo solidnie w defensywie. Było widać serce do walki i chęć wyszarpania zwycięstwa z paszczy Lwów Północy. Goście natomiast byli totalną odwrotnością tego, co pokazali w pierwszej części gry – bez pomysłu, spowolnieni, a co najważniejsze, wyglądali jakby nie chcieli zwyciężyć pod Jasną Górą. Remis, który utrzymywał się przez dłuższy okres, zadowalał ich w stu procentach.

Gol dla Medalików wydawał się być kwestią czasu, a ten moment nadszedł w 78. minucie, kiedy to akcję Bulat–Pieńko wykończył młodzieżowy reprezentant Polski, popisując się przepięknym, potężnym uderzeniem, zdobywając gola od poprzeczki. Tym samym czerwono-niebiescy postawili kropkę nad „i”. Gospodarze zostawili kawał serca i charakteru, za co należą się ogromne brawa – chapeau bas! 

Pan Rzucidło antyshow

Dobry sędzia to taki, który jest w cieniu głównych aktorów spektaklu, czyli w tym przypadku piłkarzy. Bywa czasem tak, że arbiter z niewyjaśnionych dla innych powodów przejmuje inicjatywę i chce zagrać na deskach teatru piłkarskiego rolę pierwszoplanową. Tak było i tym razem. Sędzia Piotr Rzucidło – delikatnie mówiąc – nie popisał się swoimi decyzjami w tym spotkaniu. Niesłuszne żółte kartki dla Karola Struskiego, czy dość mocno kontrowersyjna decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Bujara Pllany. 

Raków bramkarzami stoi

Debiut Oliwiera Zycha między słupkami bramki Rakowa był wielką niewiadomą. Jednak trzeba powiedzieć sobie jasno – wypożyczony z Aston Villi młody golkiper Medalików obronił w meczu z Lechią kilka naprawdę trudnych piłek. Strzał z rzutu wolnego Kapicia, czy chwilę później kolejny strzał Bośniaka, który po rykoszecie bramkarz Rakowa w bardzo intuicyjny sposób sparował do boku. Do tego dobra gra nogami, świetny przegląd pola oraz gra na piątym metrze od bramki. Mecz jak najbardziej na plus dla Oliwiera i kolejny pewny bramkarz w Częstochowie melduje swoją obecność. 

Raków dzięki zwycięstwu nad Lechią awansował na 8. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy i do trzeciej Cracovii traci już tylko cztery punkty. W najbliższą środę to właśnie z drużyną z Krakowa przyjdzie mierzyć się Rakowowi w meczu 1/16 Pucharu Polski, a w kolejną niedzielę ekipa Marka Papszuna pojedzie do Białegostoku, by rywalizować z Jagiellonią w meczu 14. kolejki PKO BP Ekstraklasy. 

Zapraszamy do obejrzenia naszego studia po meczu Raków – Lechia, które znajduje się poniżej.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo