Znakomity czas. Czy to najlepszy Raków po powrocie Papszuna?
Zespół trenera Papszuna gra coraz lepiej, pozycje w tabeli krajowej i Lidze Konferencji są zadowalające, a za Medalikami też bój w Pucharze Polski.
Wysłane przez Iwo Kępiński | lis 15, 2025 | Piłka nożna | 8 min czytania

Spis treści:
Raków jeszcze we wrześniu był w tak słabej formie, że coraz głośniej podejmowano temat zwolnienia Marka Papszuna. O ile wyniki były zwyczajnie przeciętne, to styl gry był tragiczny. Wszystko odmieniło się jednak po domowym meczu z Lechem Poznań. Gdyby wtedy cofnąć czas i powiedzieć kibicom po pierwszej połowie tego spotkania, że Raków remisując będzie czuł niedosyt, to mogliby uznać to za żart. A to z uwagi na fakt, iż Lech do szatni schodził z dwubramkową przewagą i nic nie zanosiło na nagły zwrot akcji, a prędzej oczekiwano kolejnej fali krytyki pod nazwiskiem trenera Medalików. Zupełnie nowy kierunek spotkaniu nadał świetnie dysponowany tamtego dnia Luis Palma, którego głupi faul sprawił, że poznaniacy musieli radzić sobie z grą w dziesięciu. Zawodnicy Kolejorza od tego momentu stali się wyraźnie zagubieni, ostatecznie remisując 2:2 – wynik dość szczęśliwy dla Lecha, patrząc na przebieg drugiej połowy. Remis mimo, że korzystny dla Lecha, okazał się punktem zwrotnym Rakowa na najbliższe tygodnie.
Okolice strefy spadkowej i deklasacja Rumunów
Po rozegraniu spotkania z Lechem Poznań Raków zajmował 15. miejsce w Ekstraklasie – zaledwie jedno nad strefą spadkową. Nadzieję w serca kibiców wlał występ w wyjazdowym spotkaniu z Widzewem Łódź. Bramka w końcówce? Bez znaczenia – nie była dziełem przypadku, a sam Raków dominował rywala przez większość meczu. Kilka dni później częstochowianie zadebiutowali w Lidze Konferencji, podejmując Universitateę Craiova – wówczas lidera rumuńskich rozgrywek. Mecz przebiegł wyjątkowo gładko, być może za sprawą czerwonej kartki w zespole rywala. Warto jednak podkreślić, że Rumuni dopóki grali w jedenastu, nie stwarzali większego zagrożenia pod bramką Medalików.
Jeszcze lepiej zespół Marka Papszuna zaprezentował się w domowym starciu z Motorem Lublin, pewnie wygrywając wynikiem dwa do zera. Raków stworzył sobie klarowną liczbę sytuacji, które przełożyły się na aż 3.02 przewidywanych bramek – statystyka miażdżąca w porównaniu z ekipą Stolarskiego, której xG było sześciokrotnie niższe. Było to także pierwsze spotkanie, w którym Jonatan Brunes zakończył występ z bramkami – po okresie buntu związanego z potencjalnym odejściem Norwega.
Świetny okres w lidze i zemsta na Cracovii
Raków niezależnie od tego, czy mówimy o teraźniejszości, czy o jego najlepszych czasach, zawsze miał problemy w pierwszych meczach po przerwach reprezentacyjnych. Nie inaczej było po tej październikowej – przy Kałuży w Krakowie Medaliki otrzymały bolesną lekcję futbolu od Cracovii, która tamtego dnia była po prostu lepsza. W lidze okazja do odkucia się nastąpiła już tydzień później w spotkaniu z Lechią Gdańsk. Mecz, choć początkowo toczył się po myśli Rakowa, diametralnie zmienił swoje oblicze po bramce na 1:1 Tomasa Bobcka i drugiej żółtej kartce dla Karola Struskiego, którą większość ekspertów uznała za niesłuszną. Mimo to drużyna z Częstochowy pokazała wielki charakter i zwyciężyła 2:1 grając w niedowadze, a decydujące trafienie padło po fantastycznej indywidualnej akcji Tomasza Pieńki.
Jak niecałe dwa lata temu, Raków ponownie natrafił na Cracovię w Pucharze Polski, znów mierząc się z nią na Limanowskiego 83. I ponownie przeszedł dalej, lecz tym razem dużo bardziej przekonywująco, w pełni zasłużenie eliminując z pucharu Pasy rezultatem 3:0 – Pasy, które zaczęły pogrążać się w kryzysie. Kilka dni później miał miejsce ciężki wyjazd Białegostoku. Spotkanie miało wszystko – kontrowersje sędziowskie, jakość na boisku, napięcie na trybunach, piękne parady bramkarskie – dosłownie wszystko. Raków do spotkania z Dumą Podlasia podszedł bardzo dojrzale, kontrolując spotkanie wynikiem 2:0, aż do momentu niedopuszczalnych zdaniem sędziego Raczkowskiego transparentów na trybunach kibiców Jagielloni. Długa przerwa podcięła skrzydła zawodnikom Rakowa, a o wynik kibice czerwono-niebieskich drżeć musieli do ostatnich minut za sprawą gola kontaktowego Pululu w 80. minucie. Ostatecznie Raków wygrał jednobramkową przewagą, a zwycięstwo było bardzo dużym sukcesem częstochowskiej drużyny.
Tuż przed listopadowym zgrupowaniem reprezentacji Raków miał jeszcze mecz w Kielcach, w którym był delikatnym faworytem. Częstochowianie pewnie rozprawili się ze Scyzorykami, wygrywając 1:4. Wygrana? Zasłużona. Różnica bramkowa między zespołami już nieco mniej. Jak po meczu krótko ostatni czas podsumował trener Marek Papszun? „Fajny okres za nami”. Co więcej miał do powiedzenia szkoleniowiec Rakowa po spotkaniu z Koroną? Zobacz [TUTAJ].
Co rzuca się w oczy po tym okresie? Defensywa wróciła do poziomu z poprzedniego sezonu, znów jest stabilna i to mimo kontuzji Zorana Arsenicia, czy Ariela Mosóra. Ofensywa jakby mocniejsza – Brunes znów prezentuje poziom z poprzedniego sezonu, a Tomasz Pieńko i Lamine Diaby-Fadiga wnoszą więcej, niż można było się po nich spodziewać. W bramce świetnie spisuje się Oliwier Zych, który na ten moment wygrywa rywalizację z Kacprem Trelowskim. Świetnie spisuje się także środek pola. Sporym zaskoczeniem był brak powołania do reprezentacji Oskara Repki, mimo jego świetnej formy. U jego boku dużą jakość prezentują także Peter Barath i Karol Struski, którzy wnoszą odpowiedni poziom do gry zespołu.
Raków trzyma Polskę w walce z Czechami
W międzyczasie, po październikowym zgrupowaniu, Raków rozegrał dwa spotkania w Lidze Konferencji – oba z czeskimi zespołami. Wyniki przyniosły pewien niedosyt. W meczu z Sigmą Raków był zdecydowanie lepszym zespołem, ale rywal z Ołomuńca zamienił jedną z niewielu sytuacji na bramkę i tym samym wyszedł na prowadzenie. Na szczęście dla Rakowa i polskiej piłki, Svarnas w końcówce meczu pokonał bramkarza rywali strzałem nie do obrony, zapewniając Rakowowi jeden punkt do tabeli fazy ligowej LKE. Wyjazd do Pragi był teoretycznie trudniejszym wyzwaniem i tak też było w rzeczywistości. Oba zespoły grały dość zamkniętą piłkę, choć nieco odważniejszą prezentowała Sparta. Najgroźniejszą sytuację stworzył jednak Raków, bo po strzale głową Konstantopoulosa piłka trafiła w słupek bramki strzeżonej przez Vindahla. O ile wynik w Ołomuńcu można uznać za delikatnie rozczarowujący, to remis w Pradze rekompensuje utratę punktów z Sigmą.
Za sprawą wyników Rakowa z czeskimi zespołami, punkty do krajowego rankingu UEFA rozeszły się równomiernie, bo zarówno Polska jak i Czechy, zyskały po 0.500 pkt. Mimo zadowalających rezultatów Rakowa, miejsce Polski w TOP-10 rankingu powoli się oddala, głównie z uwagi na wpadki w Lidze Konferencji Lecha, czy Legii.
Pojedynek z Piastem? Mecz pułapka
Zajmowana osiemnasta pozycja Piasta w tabeli wcale nie oznacza łatwego meczu dla Rakowa po przerwie reprezentacyjnej. Często spotkania z Piastem były mocno przepychane (przypominają się dwie wygrane 1:0 – po golu Tudora w setnej minucie w październiku 2022 roku, czy też po golu Wdowiaka w 95. minucie rok wcześniej), a przez niektórych nazywane rozrywką dla koneserów. Tym razem można się spodziewać podobnej walki, tym bardziej, że gliwiczanom w oczy poważnie zajrzało widmo spadku, efektem czego gliwiczanie ostatnio przeciwko Gieksie zwyciężyli pierwszy mecz ligowy od września. Stąd też można się spodziewać walki o każdą piłkę, bo obecnie to dla Kogutów niemal walka o życie.
Czy obecnie mamy do czynienia z najlepszym Rakowem od powrotu Marka Papszuna na stanowisko pierwszego trenera? To pytanie wymaga subiektywnej oceny, zwłaszcza, że Raków w zeszłym sezonie rywalizował wyłącznie na krajowym podwórku. Mimo to, są podstawy ku temu by stwierdzić, że oglądamy obecnie najlepszą wersję Rakowa od powrotu trenera Papszuna pod Jasną Górę. W zeszłej kampanii, a także w początku obecnego sezonu, trudno było dostrzec tak sprawną grę w ostatniej tercji boiska, jak obecnie. Często brakowało kreatywności, a przeciwnik zamykając się na własnej połowie odbierał czerwono-niebieskim wszelkie atuty gry. Teraz Raków prezentuje się znacznie bardziej wielowymiarowo – potrafi przełamać niski blok rywala, potrafi lepiej wyciągać przeciwnika, a poprawie uległy także stałe fragmenty gry. Co ważne – Raków powrócił do stabilizacji na tyłach, ale dołożył do niej także skuteczne działania w ofensywie. Mimo tego, że w zespole kontuzjowani są cały czas Ivi Lopez, Vladyslav Kochergin, Jean Carlos, Erick Otieno, a gdzieś z tyłu nadal czekamy na utalentowanego Mirceticia.




