Zamieni stryjek siekierkę na kijek?
Marek Papszun od kilkunastu dni przebiera nogami, by jak najszybciej zostać trenerem Legii Warszawa. Prezes Dariusz Mioduski widzi w nim osobę, która ma spełnić marzenia kibiców ze stolicy. Jednak, czy będzie to możliwe? Ile czasu dostanie Marek Papszun, by drużyna zaczęła sięgać po trofea i czy zamiana Rakowa na Legię będzie dla niego korzystna?
Wysłane przez Dariusz Mrowiec | gru 2, 2025 | Piłka nożna | 8 min czytania

Spis treści:
Bezlitosne liczby
Marek Papszun chciałby jak najszybciej przenieść się do Warszawy, gdzie ma nadzieję osiągnąć z Legią sukcesy niemniejsze niż w Częstochowie. Na ten moment drużyna ze stolicy Polski zajmuje 14. miejsce w tabeli. Piotr Klimek – matematyk zajmujący się Ekstraklasą, szacuje szanse Legii na awans do europejskich pucharów na niecałe 15%. Legia z Pucharu Polski już odpadła więc tą drogą nie dostanie się do Europy. Cała nadzieja skupia się więc na rozgrywkach ligowych.
Jeśli Marek Papszun od samego startu punktowałby w Legii z taką średnią, jaką ma w Rakowie w ciągu siedmiu lat pracy, czyli ok. 2 pkt/mecz, to wciąż nie wystarczy to na awans do TOP-4 Ekstraklasy. Będzie to punktowanie na poziomie piątego, szóstego miejsca na koniec sezonu. Jednak założenie, że gra Wojskowych odmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki jest mocno wątpliwa. Gdy Papszun obejmował Raków w 2016 roku w pierwszych czterech meczach, raz zremisował i odniósł trzy porażki. Gdy wrócił do Rakowa w lipcu 2024, rozpoczął od 11 punktów zdobytych w siedmiu spotkaniach, co daje średnią ok 1.5 pkt/mecz. Widzimy więc, że początki Marka Papszuna nie były wcale tak kolorowe. Jeśli Legia marzy o grze w Europie, drużyna od początku musi zacząć wygrywać – granica błędu się skończyła. Dodajmy jeszcze, że szanse Legii na spadek (5,8%) są obecnie 14-krotnie większe niż na mistrzostwo Polski (0,4%)!
Wycena kadr Legii i Rakowa
Wielu „ekspertów” mówi, że skoro Papszun doprowadził Raków do sukcesów, to tym bardziej zrobi to w Legii gdyż ta dysponuje silniejszą kadrą. Legia oczywiście dysponuje większym potencjałem kibicowskim i zapleczem infrastrukturalnym, lecz pod względem kadry, czy finansów nie jest to już tak oczywiste.
Portal Transfermarkt wycenia kadrę Legii na około 41 milionów euro, a Raków na około 37 milionów euro. Widzimy więc, że obie drużyny są pod względem wartości bardzo zbliżone. Jeśli Legia miałaby faktycznie mieć kadrę znacznie mocniejszą niż Raków, w okienku zimowym musiałaby się srogo wykosztować. Dodatkowo w ciągu ostatnich trzech sezonów to Raków wydał więcej na transfery (ok. 19,5 mln euro), niż Legia (ok. 14 mln euro). Wydaje się więc, że Papszun nie będzie miał takiej swobody wzmacniania kadry i wymiany zawodników, do czego przywykł w Rakowie. Gdy do tego dodamy prawdopodobny brak gry Legii w Europie w przyszłym sezonie i przez to brak wielomilionowych wpływów, dziura w budżecie Legii może spowodować, że w przerwie między sezonowej kwota na nowe transfery będzie symboliczna. Pytanie o finanse klubu z Warszawy jest tym bardziej zasadne, skoro z ust samego trenera słyszymy, że Wojskowi chcą go u siebie, a mimo to wciąż nie wyłożyli pieniędzy na stół. Postawieni pod ścianą, prowadzeni przez tymczasowego trenera, z którym wciąż nie mogą wygrać meczu, nie mają miliona euro (mówi się też o 1.5 mln) na wykup szkoleniowca i wolą osuwać się w dół ligowej tabeli. Nasuwa się pytanie, skąd nagle wezmą pieniądze na wzmocnienie zespołu?
Co do samej wyceny kadry warto wspomnieć, że jednym z najwyżej wycenianych zawodników Legii jest Mileta Rajović (2,5 mln euro – kupiony podobno za 3 mln), który od ponad 1000 minut nie zdobył bramki z gry, a „najdroższym” piłkarzem w kadrze jest Kacper Urbański, którego drużyna ligowa z nim w składzie, w seniorskiej piłce, nigdy nie wygrała meczu, gdy przebywał on na nim pełne 90 minut. Oczywiście jest to wciąż młody zawodnik z potencjałem, jednak kompletnie nie idą za tym efekty w postaci goli, czy asyst.
Karuzela w Warszawie
Legia Warszawa odkąd Marek Papszun rozpoczynał swoją pracę w Rakowie w kwietniu 2016 roku, do dzisiaj miała 13 trenerów. Najdłużej jej szkoleniowcem był Kosta Runjaić – niespełna dwa lata. Oprócz niego nikt nie prowadził Legii nawet przez półtorej rundy. Mimo, że szanse Legii na awans do pucharów europejskich wynoszą mniej więcej 1 do 7, celem postawionym przed Papszunem będzie ten awans wywalczyć. Z niego będzie za pół roku rozliczany i wtedy nikt nie będzie pamiętał w jakim momencie przejmował zespół. Będzie się liczyło tu i teraz oraz wynik, którego prawdopodobnie nie będzie. W Warszawie, zeszły sezon gdy klub zdobył Puchar Polski i awansował do ćwierćfinału Ligi Konferencji był uznany za porażkę. Taki wynik w Rakowie byłby uznany jako sukces, mimo zbliżonego potencjału sportowego. Marek Papszun powinien o tym pamiętać i być znacznie bardziej odpornym na pytania dziennikarzy niż w czasie ostatnich konferencji prasowych i wywiadów.
Z Europą nie po drodze
Marek Papszun po zdobyciu Mistrzostwa Polski z Rakowem niespodziewanie pożegnał się z klubem. Start w eliminacjach Ligi Mistrzów praktycznie gwarantował Medalikom grę w fazie grupowej któregoś z pucharów, ostatecznie skończyło się na Lidze Europy. Mnóstwo osób zadawało sobie pytanie, czemu właśnie wtedy szkoleniowiec zdecydował się odejść, bo jego tłumaczenia były dość pokrętne. Teraz gdy Raków praktycznie zapewnił sobie grę na wiosnę w Lidze Konferencji, znów chce odejść. Chce odejść do Legii Warszawa, która balansuje na granicy awansu do dalszej fazy i możliwe, że tego celu nie osiągnie. Jeśli w przyszłym sezonie Legia sięgnie po mistrzostwo Polski, jest bardzo prawdopodobne, że zgłosi się po Papszuna zagraniczny klub i znów przygoda w europejskich pucharach może nie być mu przeznaczona. Jeśli natomiast Legia zdobędzie miejsce gwarantujące grę w Europie, ale nie zdobędzie mistrzostwa to wynik ten zostanie uznany w Warszawie za porażkę i trener zostanie prawdopodobnie zwolniony, idąc drogą swoich poprzedników. Z grą w europejskich pucharach Papszunowi wybitnie nie po drodze.
Trudne sprawy… (można nucić)
Raków Częstochowa i Michał Świerczewski to „wierna żona” Marka Papszuna. Stworzyła mu dom, dobre warunki pracy i ogromne możliwości rozwoju. W domu zawsze czekał ciepły obiad, a dzieci w postaci wiernych kibiców, czule tuliły się do swojego ojca sukcesu. Jednak Marek pewnego dnia złożył wniosek o separację. Stwierdził, że musi odpocząć i potrzebuje więcej przestrzeni. Wierna żona, mając w pamięci wspólne, szczęśliwe lata, na pożegnanie męża, wynajęła helikopter. Dzieci tłumnie zgromadziły się na stadionie, by pomachać mu na pożegnanie.
Marek nie spotkał w czasie separacji żadnej atrakcyjnej kobiety i po roku wrócił do swojej wiernej żony. Ta przywitała go czule, sięgnęła do swojej sakiewki i dała mu pieniądze na nowe wydatki. Jednak w kolejnym roku, gdy pracy było mnóstwo, obowiązki goniły obowiązki, do Marka odezwała się jego miłość z podstawówki – Legia. Zaczął z nią flirtować za plecami żony. Pewnego dnia powiedział, że chce odejść. Żona wciąż zakochana, powiedziała, że to musi potrwać, że trzeba unieważnić małżeństwo…że dokumenty…że wspólny kredyt… plany… Przypominała, że spełniała wszystkie jego zachcianki. Pod wspólny dach przyjęła nawet tego wysokiego napastnika z Bośni, mimo że jest on z drewna i bała się, że byle iskra może spowodować, że dom się spali. Marek w złości zaczął walić pięścią w stół mówiąc, że on chce teraz – już, bo jego kochanka, miłość życia, czeka na niego. To nieważne, że ta miłość miała w ciągu ostatnich lat kilkunastu partnerów i każdego z nich porzucała bez żalu. Marek wierzy, że dla niego się zmieni. On jest wyjątkowy. On jest legendą!
Od tego czasu dzieci nie chcą już widywać się z Markiem, wywieszają transparenty i dopisują słowa rozczarowania na murach miasta. W domu panuje cisza. Marek jednak dalej sumiennie wypełnia swoje obowiązki, choć dzieci już się do niego tak chętnie nie tulą, a on ciągle coś mamrocze pod nosem obrażony. Pozostaje pytanie. Czy Legia się zmieni i ustatkuje z Markiem, czy będzie on tylko kolejnym przechodnim kochankiem, który nie spełni pokładanych w nim nadziei… i niczym modliszka odgryzie mu głowę… bo końcu z miłości można stracić głowę…
Patrząc na przebieg ostatnich konferencji prasowych i wywiadów Marek Papszun chyba już ją stracił.



