Ekspert mocno o sytuacji w meczu Włókniarza. „Dochodzimy do absurdu”
Nie milkną echa spotkania Włókniarza z ROW-em, o którym rozmawialiśmy w naszym magazynie żużlowym.
Wysłane przez Maksymilian Kokott | lip 3, 2025 | Żużel | 3 min czytania

W sporcie żużlowym często zapomina się, że zdrowie zawodników jest najważniejsze. Goni się za tym, aby mecze trwały jak najkrócej i wszystko przebiegało sprawnie. Niestety specyfika żużla jest taka, że czasami na torze wydarzy się nieprzyjemna sytuacja i powinno się zrobić dłuższą przerwę. Na to i na kilka innych problemów regulaminu zwrócił uwagę ekspert żużlowy z Eleven Sports – Maciej Markowski.
Łączenie z dziennikarzem we wczorajszym ŻUŻLU NA WYLOT rozpoczęliśmy od analizy zdarzenia, które ustawiło rywalizację w Rybniku i wykluczyło dwóch żużlowców częstochowian na dłużej. Po nieszczęśliwym wypadku w 9. wyścigu spotkania ROW vs Włókniarz zaczęto szukać winnego. Maciej Markowski jest daleki od takich pomówień i uważa, że była to klasyczna żużlowa sytuacja jakich na torach jest wiele:
– Moim zdaniem nie można nikogo winić. Były głosy, że to Chris Holder za mocno ruszył, staranował zawodników Włókniarza. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Zawodnicy się szczepili, sytuacja jakich wiele. Wiele razy ten uszczerbek na zdrowiu jest mniejszy, tu się wydarzyło tak, no i niestety dla Częstochowy Włókniarz ten mecz przegrał. […] Każdy żużlowiec zawinił w jakimś upadku, każdy upadł. Czasami nie da się odpowiednio zareagować – skomentował nasz gość.
Nie można ukrywać, że takie nieszczęśliwe zdarzenia uwypuklają nieudolność regulaminu rozgrywek. Wszyscy w studiu oraz nasz rozmówca zwrócili uwagę o jakim poziomie abstrakcji prowadzą się ostatnie dyskusje. Tych rozmów i sytuacji można by uniknąć, gdyby nieco zmodyfikować pewne punkty przepisów:
– Tak naprawdę regulamin sportu żużlowego na przestrzeni 40-50 lat powiększył się o paręset procent, więc chyba dalej będzie się powiększał. Mam nadzieję, że będzie to w takim kierunku, gdzie będzie to z korzyścią dla zdrowia zawodników i ochrony klubów. Nawet dzisiaj Mariusz Staszewski mówił, że gdyby Mads już trochę zaniemógł, to byłby zmuszony dotknąć taśmy, żeby mógł pojechać za niego junior. Dochodzimy już do takiego absurdu. Mam nadzieję, że pójdziemy po rozum do głowy, jeśli chodzi o zbadanie zawodnika tak jak należy. Te pięć minut to za mało. Druga sprawa jest taka, że Piotr Pawlicki leżał długo dłużej, więc lekarz zawodów mieli mnóstwo czasu na to, żeby stwierdzić, czy rzeczywiście Madsowi Hansenowi nic nie jest. To mogło odbyć się kompleksowo. Nie zrobili nic poza uściśnięciem dłoni. To jest poniżej wszelkiej krytyki – przyznał Markowski.
Dziś biało-zieloni pojadą rewanżowy mecz we Wrocławiu ze Spartą. Bez Pawlickiego, bez Hansena, z Hellstromem-Bangsem i dużą wiarą w juniorów. Więcej o szansach Lwów mówiliśmy we wczorajszym programie:



