Włókniarz kiedyś i obecnie – Z TORU I Z ŻYCIA #1
Pierwszy odcinek nowego formatu Żużla Na Wylot „Z TORU I Z ŻYCIA” znajduje się na kanale!
Wysłane przez Iwo Kępiński | sty 27, 2026 | Żużel | 3 min czytania

Kilka dni temu na naszym kanale zadebiutował nowy program żużlowy „Z TORU I Z ŻYCIA”, który prowadzi redaktor Max Kokott. Podczas pierwszego odcinka cyklu, gośćmi byli: 83-letni Jerzy Łotocki, reprezentujący Włókniarz w sezonach od 1963 roku do sezonu 1970, Lech Zapart przywdziewający biało-zielony kevlar w latach 1965-1976 oraz znawca historii żużla, szczególnie tego częstochowskiego – Marek Formicki. Ostatnim gościem naszego programu miał być Andrzej Jurczyński, który niestety nie mógł pojawić się w studiu z uwagi na problemy zdrowotne.
Bez wątpienia, warunki w których startują dzisiaj żużlowcy są nieporównywalnie lepsze od tych, z jakimi zmagali się zawodnicy w latach 60-tych oraz 70-tych. Tory były mniej bezpieczne i bardziej podatne na kontuzje zawodników. Jedną z historii przeżytych na własnej skórze opowiedział nasz gość, Lech Zapart który wspomniał o warunkach na jednym z polskich torów „W Rzeszowie tor był przyczepny. Pamiętam tylko jedną rzecz. Pamiętam, że jak dostałem szprycę na klatkę piersiową, to się trzymałem kierownicy jak przyklejony, bo to tak, jakby ktoś rzucił w ciebie worek cementowy”.
Chwilę później, goście programu poruszyli kwestię tego, czy tory z czasów ich jazdy jak te w Bydgoszczy, czy Rzeszowie, byłyby dzisiaj dopuszczone do jazdy, na co odpowiedział Lech Zapart: „Oczywiście, że nie. Wtedy robiło się tak – przyjechali przeciwnicy to się kopy robiło, bo na swoim pojedziesz, a przeciwnik się pogubi”. Swoje dodał też Jerzy Łotocki: „Były to tory przyczepne, także można było atakować po małej i po dużej”.
W latach 60. i 70. żużel był absolutnie topowym sportem w Częstochowie, szła też za tym spora sława reprezentujących wówczas Włókniarz zawodników. Dość zabawną sytuację z tego okresu przytoczył Jerzy Łotocki: „Była taka sytuacja, że zatrzymała mnie milicja. Ten zza kierownicy krzyczy: Pisz mu mandat!; a ten drugi mówi: Panie Jurku, szerokiej drogi – i było po problemie”.
W ówczesnych czasach do zmian barw klubowych dochodziło sporo rzadziej. Kluby najczęściej reprezentowali najlepsi zawodnicy z danego regionu. O ile Włókniarz, jak i każdy inny dzisiaj żużlowy klub, ściąga zawodników siłą pieniędzy, wtedy nie było o tym mowy. W tym temacie w naszym studiu wybuchła konwersacja. W końcu Jerzy Łotocki krótko podsumował: „Nie chodziliśmy po klubach (żużlowych). Teraz zawodnicy chodzą, gdzie lepiej płacą”. O swojej ofercie zmiany klubu wspomniał Lech Zapart: „Ja miałem propozycję do Torunia, ale nigdy nie brałem tego na poważnie pod uwagę”.
Do rzadko dochodzących do skutku transferów na rynku polskim odniósł się także świetnie pamiętający tamte czasy Marek Formicki: „No tak, jesteś z Częstochowy, tu miałeś kolegów, przyjaciół i nagle miałeś opuścić klub…?”. Z dzisiejszej perspektywy, musimy pamiętać, że wówczas sposobów na komunikację nie było tak wiele i nie były łatwo dostępne, a rozłąka z najbliższymi wymagała sporo większej liczby wyrzeczeń niż ma to miejsce dzisiaj.
Link do zapisu transmisji znajduje się poniżej. Kluczowe w jakościowej realizacji programu było udostępnienie archiwów zdjęć przez pana Marka Soczyka, za co serdecznie dziękujemy.



