startBlogWłókniarz bez armat, Motor bez litości. Lwy z biletem do piekła

Włókniarz bez armat, Motor bez litości. Lwy z biletem do piekła

Motor Lublin zmiótł Włókniarza Częstochowa, pieczętując triumf w rundzie zasadniczej PGE Ekstraligi i jednocześnie spychając Lwy do walki o utrzymanie.

Wysłane przez Jakub Zacharjasz | lip 26, 2025 | Żużel | 3 min czytania

W piątek na Olsztyńskiej wiało grozą, ale nie dlatego, że pogoda straszyła. To Motor Lublin zafundował Lwom potężny łomot i przypomniał wszystkim, kto tu rządzi w PGE Ekstralidze. Wynik? 55:35. Aż boli pisać. A jeszcze bardziej boli to, że Włókniarz otrzymał oficjalne zaproszenie do play-downów. Motor za to może już spokojnie szykować szampany. Żużlowcy z Lublina wygrali rundę zasadniczą.

Zaczęło się niewinnie, lecz przyjechał Zmarzlik

Nie będziemy ściemniać. Nie zapowiadało się na aż taki pogrom. Okej, Lublin przyjechał jako faworyt, Włókniarz jest nadal poobijany brakiem Pawlickiego i Hansena, ale przecież mecze nie wygrywają się na papierze. Przez chwilę była nawet nadzieja. Do dziewiątego biegu mieliśmy remis 27:27 i kibice przecierali oczy ze zdumienia. Lampart wygrał bieg (!), Doyle go asekurował, a Lindgren z Holderem zostali z tyłu i zabrakło im argumentów żeby zmienić losy biegu. Wtedy coś drgnęło. Pachniało sensacją. I może właśnie to rozsierdziło mistrzów Polski. Może ktoś w parkingu Motoru powiedział głośno: „Ej, chyba sobie jaja robimy”. Bo od tamtej chwili zaczęła się masakra.

Motor: pięć ciosów bez odpowiedzi

Pięć kolejnych biegów i pięć razy 5:1 dla gości. Włókniarz? Wjechał w ścianę. Nie było z czego lepić punktów, nie było kim straszyć. Cała seria nominowana to pokaz siły Koziołków. Nie było tam miejsca na przypadek, defekt, upadek. Po prostu rzeźnia. W piętnastej gonitwie Zmarzlik zrobił z toru swoją prywatną autostradę. Po starcie był czwarty, ale wystarczył jeden manewr i nagle był pierwszy, jakby cała reszta stawki jechała na rowerach. Komplet 15 punktów. Pełna dominacja. I przy okazji jasny sygnał: „Spokojnie, jeszcze nie kończę sezonu”.

Woryna się starał, Doyle robił co mógł, ale…

Włókniarz nie miał dziś armat. Tylko dwóch gości cokolwiek próbowało. Kacper Woryna i Jason Doyle. Reszta? Na doczepkę. I nie chodzi o brak ambicji, bo zawodnicy walczyli. Tylko jak tu walczyć, gdy rywal jedzie jak z nut, a ty musisz kleić skład z niedobitków i chłopaków bez formy?

Defekt Lindgrena dał jeszcze cień szansy, wykluczenie Bańbora trochę namieszało w siódmym biegu, ale to były tylko krótkie przebłyski. Motor był zbyt silny. A Włókniarz? Po
prostu zbyt dziurawy.

Play-down to już rzeczywistość. Światełka brak

Po tym meczu wszystko stało się jasne. Motor kończy rundę zasadniczą na pierwszym miejscu. Włókniarz oficjalnie jedzie w barażach o utrzymanie. Możemy kombinować, liczyć, modlić się o zdrowie Hansena i Pawlickiego, ale czasu już niewiele, a margines błędu żaden. Jak nie wydarzy się cud, to będzie jazda o życie. Kibice mają prawo czuć złość i rozczarowanie. Drużyna miała bić się o play-offy, a teraz będzie bić się o pozostanie w elicie. Taki sezon.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo