Wieczór, w którym sztuka rządziła rzeczywistością
Wernisaż „STAN RZECZYWISTY” profesor Elżbiety Kuraj w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych Konduktorownia.
Wysłane przez Artur Kita | lis 24, 2025 | Częstochowa | 4 min czytania

W dniu 15 listopada 2025 roku – choć kalendarz wyraźnie wskazywał na jesień – w częstochowskiej Konduktorowni panowała aura zupełnie inna: gęsta od emocji, kolorów i serdecznych rozmów, rozświetlona energią ludzi, którzy przyszli zobaczyć „stan rzeczywisty”, a wyszli – jak zgodnie stwierdzano – w stanie podwyższonej artystycznej euforii. O godzinie 18.00 drzwi Galerii przy ul. Piłsudskiego 32/34 otworzyły się szeroko, a licznie zgromadzona publiczność ruszyła w stronę bijących z wnętrza świateł. Tyle, że tutaj nikt nie kończył smutno – przeciwnie, każdy znalazł dla siebie coś inspirującego.
Dr hab. Bartosz Frączek, prof. UJD, kurator wystawy, powitał publiczność niedługim, ale treściwym wystąpieniem. W kilkunastu zdaniach uchwycił to, co najważniejsze: że prace Kuraj to dialog – z historią, z materią, z widzem. Że emalia u niej nie jest dodatkiem, lecz równoprawną partnerką malarstwa. I że „stan rzeczywisty” to w jej wykonaniu rzeczywistość przeobrażona, przefiltrowana przez emocje, doświadczenia i wyobraźnię. Elżbieta Kuraj, artystka o dorobku tak imponującym, że mogłaby nim obdzielić nie tylko kilka galerii, ale i połowę beskidzkich szczytów, przywitała gości również z życzliwością i spokojem mistrzyni, która już wie, że zrobiła swoje bardzo dobrze.
Absolwentka krakowskiej ASP (katowickiej filii), wychowanka pracowni Stanisława Kluski i Jerzego Dudy-Gracza, posiadaczka 74 wystaw indywidualnych i 23 nagród – brzmi jak człowiek instytucja. I rzeczywiście, patrząc na jej najnowsze prace, można było odnieść wrażenie, że doświadczenie i pasja nie tylko ją prowadzą, ale wręcz unoszą nad sztalugami. Prof. Kuraj, znana ze swojej miłości do emalii artystycznej, ponownie udowodniła, że ta od starożytności używana technika potrafi być nie tylko szlachetna, ale też odświeżająco współczesna. Jej obrazy i emaliowane kompozycje przyciągały wzrok intensywnością kolorów i bogactwem faktur.
Niektórzy goście nieśmiało dotykali powietrza tuż nad powierzchnią prac, jakby obawiali się, że ta misterna warstwowość wyjdzie im naprzeciw i będzie chciała podać rękę. Podczas wernisażu często można było usłyszeć szeptane komentarze: „Jak ona to robi?”, „To jest emalia?!”, „Ja też chcę spróbować, tylko czy moja kuchnia to wytrzyma?” Emalia artystyczna, która w Polsce nadal pozostaje techniką niszową, w pracach Kuraj staje się medium o ogromnym potencjale. Dzięki jej wieloletniej współpracy z czeskimi ośrodkami i organizowanym sympozjom – we Frydlancie nad Ostrawicą, a potem we Frydku-Mistku – technika ta wraca na salony.
A właściwie – wraca z hukiem i blaskiem. Zwiedzający długo zatrzymywali się przy poszczególnych obrazach. Jedni wpatrywali się w pulsujące barwy, inni analizowali detale, jeszcze inni robili zdjęcia z taką dokładnością, że niektórzy zaczęli żartować o konieczności wprowadzenia ruchu jednokierunkowego w sali ekspozycyjnej. Ale wszystko odbywało się z elegancją, kulturą i autentyczną radością obcowania ze sztuką. Częstochowska publiczność – zresztą jak zwykle – dopisała znakomicie. Przyszli artyści, wykładowcy, miłośnicy sztuki i ci, którzy po prostu lubią spędzać sobotni wieczór w dobrym towarzystwie.
W Konduktorowni panowała atmosfera, która sprawiała, że nawet osoby nieznające się wcześniej prowadziły pasjonujące rozmowy. A wszystko za sprawą prac Kuraj, które nie tylko zdobią ściany, ale zmuszają do refleksji – nad światem, nad sobą, nad materią, która nagle mówi ludzkim głosem. Nie zabrakło też odniesień do zagranicznych sukcesów artystki. Jej prace prezentowane w Arnstadt, Greiz, Berlinie czy Trzyńcu potwierdzają, że twórczość Kuraj ma w sobie to „coś”, co wykracza poza geografię i język. To sztuka, która przemawia uniwersalnym kodem – choć nie brakuje jej lokalnego charakteru i osobistego rysu.
Wieczór zakończył się w atmosferze pełnej uśmiechów, gratulacji i niekończących się rozmów. Widać było, że publiczność nie chciała opuszczać galerii, jakby obawiała się, że za drzwiami znów spotka zwykły „stan rzeczywisty”, pozbawiony barw i połysku emalii. Wystawa Elżbiety Kuraj w Konduktorowni to bez wątpienia wydarzenie, które potwierdza, że sztuka nie tylko zdobi przestrzeń – ona ją zmienia. Czasem żartobliwie, czasem poważnie, zawsze pięknie.

Artur Kita @ak



